Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 sierpnia 2016

Ile jeszcze we mnie samym sił, na nowe dni, ile szans

ROSWEN AVERY
22 lata, pielęgniarstwo, pokój 213, wolontariat


"Dopiero potem, kiedy przestałam sobie ze sobą radzić, zaczęłam szukać, czytać mądre książki, chciałam znaleźć wytłumaczenie: dlaczego jednego dnia wszystko mi przychodzi z łatwością, jestem miła, umiem pomóc sobie i innym, a drugiego dnia to jest zupełnie niemożliwe, nie chce mi się żyć. Nie jest to związane z żadną konkretną sytuacją, to jest jakiś ogień w głowie i mrok w oczach, który trawi wszystkie siły. Nie można się tego pozbyć, to zupełnie obezwładnia. I wtedy trzeba dać sobie czas. Ja już wiem, że to mija." - Magda Umer, Charaktery

Rozczarowanie - to idealne słowo opisujące pierwsze chwile życia Roswen. Miał być syn. Pierworodny, który będzie we wtorki grał w golfa zaś weekendy spędzał na meczach baseballu. Jego ulubionym daniem będzie stek robiony zawsze w soboty. Będzie miał piękną żonę, która będzie zajmować się ogrodem wkładając w niego serca, tak samo jak jego matka. Jako okaz zdrowia da rodzicom gromadę wnuków z blond loczkami.  Z zawodu będzie sędzią. Sprawiedliwym, który nigdy nie spojrzy na pieniądze przekazywane pod stołem. Niestety, państwu Avery urodziła się córka. Nigdy nie podzielała pasji ojca i unikała sportu na wszelki możliwe sposoby. Od dziecka unikała mięsa jak ognia a od prawie dziesięciu lat nie je go wcale. Co do pięknej żony pojawia się jeden problem, ponieważ Roswen sama nie wie, która płeć tak naprawdę ją pociąga. Okazem zdrowia niestety nie jest bo od szóstego roku życia choruje na cukrzycę typu I, a do wnuków trzeba seksu, Rose nie miała jeszcze tego doświadczyć. Sędzią też raczej nie będzie bo gdy w grę wchodzi wykuwanie czegoś na pamięć, Avery leży. 
Życie młodego człowieka w dzisiejszych czasach jest o wiele trudniejsze niż kilkanaście lat temu. Trudniej jest mu się odnaleźć w rzeczywistości wykreowanej przez dzisiejsze media. Teraz trzeba być szczupłym, mieć uśmiech jak w reklamie pasty do zębów, idealne włosy i markowe ubrania, których wartość czasem przewyższa pensję skromnych ludzi. Ludzie lubią tylko osoby przebojowe, najlepiej egoistę i skurwysyna, co zrobisz taka moda. Właśnie przez to Roswen posiada tak niskie poczucie wartości i całe zaplecze kompleksów. Nie ma na tyle silnego charakteru by walczyć o swoje, jak i również na tyle kobiecości by zdobywać nowe miłości. Chyba po prostu jest zbyt zamknięta w sobie na dzisiejszy świat. 


_______________________________________________________________
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Karta mniej lub bardziej zachęcająca, nie mnie to oceniać. Nie lubimy 'olewania'. Na wątki i powiązania zawsze jesteśmy chętne. Jesteśmy w stanie przyjąć naprawdę wszystko.  Na koniec dodamy, że szukamy wszystkiego: przyjaźni, wrogów, niespełnionej miłości - dosłownie wszystkiego. Tytuł to ukochana Coma. 

piątek, 29 lipca 2016

W prawe serce lewa strzała

Janiceve Harris
20 lat| pierwszy rok| architektura| wolontariat |#w #nosie #ma #aktywność #studencką |biegaczka palaczka| epileptyczka| własne mieszkanie po ciotce| Petra

Urodziłaś się stosunkowo niedawno i wciąż stosunkowo mało wiesz. Błądzisz po omacku, z obrzydzeniem cofając dłonie, kiedy natrafisz nimi na coś obślizgłego, wyciągając je po więcej, gdy poczujesz pod palcami puch. Krztusisz się własnymi słowami, dlatego mówisz mało, za to palisz dużo, bo papierosowy dym jest dużo przyjemniejszy od powietrza. Ktoś mógłby podejrzewać Cie o bieganie dla zdrowia, a prawda jest znacznie bardziej przyziemna- lubisz ból. Lubisz drapanie w płucach, uporczywy kaszel nad ranem (chociaż komentujesz to zupełnie inaczej), obtarte pięty po szpilkach i ból sumienia, po wyrzuceniu kolejnego mężczyzny ze swojego życia. Przez nich zadawany ból lubisz najbardziej. Każde przekleństwo, każdą rzuconą poduszkę, każdą dłoń na gardle i każdy pasek na nadgarstkach. Każdą ich zdradę i każde żałosne przeprosiny, bo niektóre dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców. 
Topisz się w nienawiści do samej siebie, dlatego własną ręką wymierzasz sobie karę. Nie chciałaś, żeby na Twój własny, prywatny i szalenie intymny, proces autodestrukcji patrzyła rodzina, dlatego wyjechałaś na drugi koniec kraju, żeby Ojciec-Pastor i Matka-Gosposia, nie musieli patrzeć jak ich dziecko całuje się z czernią. Czujesz się winna za to, że potrącił się samochód, kiedy miałaś siedem lat. Czujesz się winna za to, że na szkolnym boisku upadłaś i nie pamiętałaś tego, jak silnie drżąc oddałaś mocz. Czujesz się winna za wszystkie zmartwienia, których przyprawiłaś tym dobrym ludziom, którzy przyjęli Cie w wieku dwóch lat, pod swój dach i nazwali Swoją Córką. Czujesz się winna za to, że nie masz ich wiary i że częściej dłońmi natrafiasz na odłamki szkła i ściany jaskini, niż na ciepło i bawełnę. 

środa, 27 lipca 2016

you know you're never fully dressed without a smile!



28.10.1996, IRLANDIA, WATERFORD — DRUGI ROK HISTORII — KOŁO HISTORYCZNE I LITERACKIE — RYCERZE SIEDMIU KRÓLESTW — AKADEMIK GRETA, POKÓJ 107

W ciągu swojego pobytu w Ridley College zdążyła już kilkukrotnie zgubić klucz do pokoju, zepsuć swój telefon, zapomnieć o zajęciach i spóźnić się na zaliczenie. Zrobiła (albo właśnie nie zrobiła) też kilka innych rzeczy, z których niekoniecznie jest dumna... I to jeszcze niechcący. Wielu ludzi zastanawia się, jakim cudem ona jeszcze w ogóle żyje — jest przecież chaosem. Radosnym i przyjaznym, ale jednak chaosem. Często chodzi z głową w chmurach, co niemal zawsze prowadzi do upadku. Albo do wywrócenia czegoś. Albo do spektakularnej i jedynej w swoim rodzaju gleby, z których Orlaith znana jest już wszem i wobec. Po takim upadku dziewczyna zawsze wstaje, śmieje się na głos i idzie dalej. W sumie... w sumie to ona zawsze się śmieje. I to zaraźliwie. Powtarza, że życie jest za krótkie i zbyt wspaniałe, żeby płakać i się smucić. A zaraz potem zamyka się w pokoju i ryczy w poduszkę, bo umarł jej ulubiony bohater z książki, filmu czy serialu. (Przy czym ogląda i czyta Grę o tron. Niektórzy posądzają ją o masochizm). Ma dobre i wielkie serducho, które okazuje każdemu napotkanemu człowiekowi. Można na nią zawsze liczyć; pomoże, wesprze albo wspólnie się pozłości. Swoją naiwnością powala na kolana wszystkich dookoła. O każdego się troszczy — bywa nadopiekuńcza i z tego powodu niektórzy nazywają ją Mamusią. Fanka lumpeksów; na głos powie, że można tam dostać świetne ciuchy za grosze, ale prawda jest taka, że w ten sposób trochę sobie zaoszczędzi. Nigdy się u niej nie przelewało. Teraz dorabia sobie w pobliskim antykwariacie. W swoim portfelu trzyma zdjęcia swojej młodszej siostry, starszego brata i rodziców. I strasznie za nimi tęskni.
________________________________
Cześć i czołem, witamy się ślicznie! :) Orlaith to taka sympatyczna dziewczyna, chociaż nieco niezdarna... Na zdjęciach śliczna Elizabeth Olsen, w tytule Sia, polecam kliknąć w imię i nazwisko oraz portfel. Uprzedzam, że trochę się lenię, więc nie zawahajcie się kopnąć mnie w cztery litery! No i jestem tak roztrzepana jak panna Evans, stąd też mogę sobie czasem o czymś zapomnieć. :c W takim wypadku też od razu mi mówcie! Bawmy się! <3

wtorek, 26 lipca 2016

Musi być niedoskonałe, ułomne, cierpiące, aby mogło być piękne.

SACHEVERELL Sachie JØRGENSEN
trzydzieści osiem lat | wykładowca filologii angielskiej | opiekun koła literackiego


Zasysasz się w niekontrolowanym niebycie, życiem pogardzając, z człowieczeństwa szydząc, jakby ci kiedyś w pijackim amoku zęby przednie wybiło. Wszystkiemu bowiem ono winne jest, zbierające żniwo w postaci płuc rozpadających się pod ciężarem nikotynowej trutki dla ludzi, umysłu zrażonego prawdą, serca brzemieniem okutego. I choćbyś chciał z sił całych swoich winę zrzucić na cudze, na wszystko, byle nie własne, nie możesz, bo w tobie to człowieczeństwo, choćbyś je paznokciami co noc przez skórę wydzierał. Szukasz więc w zakamarkach podświadomości, w kartonie na strychu i dziurze dwunastoletniego płaszcza jakichś pięknych, nieodkrytych, co choćby na sekund kilka przekona cię do świetności, o której niezłomnie od dziecka pisać nie przestajesz. Och, gdybyś tylko tak uwierzyć mógł w te słowa, miłością zapałać do dziesięciu palców, do jelita grubego, gdybyś tylko tak przestał dźgać się ołówkiem w oko, w nosie grzebać niedopowiedzeniami, rzygać żółcią codzienności. Och, gdybyś tylko tak, świat by ci się spodobał. Ale ty nie, tobie za mało w wierszach wiersza, tobie w sztuce sztuki za mało, w tobie ciebie za mało. Może on ci to zrobił, szyję odsłaniając w metrze w akcie najczystszej pornografii, którą później w wersach zamknąłeś na wieczność, nigdy jednak nie doświadczywszy jej smaku. Może ten brak właśnie upośledził cię na świat, obudził wstręt do nijakości, do krwi, co o wolności marzy. Nie pokażesz jednak tego, nie dowiedzą się oni, wszyscy oni, wszyscy przeklęci, żeś się w sobie zawziął do umierania. Niech myślą, że w lewym oku tli się światło, że prawe przepełnione jest życiem. I śmiej się, rżnij do upadłego, zjadaj frytki z ketchupem na śniadanie i żelazko jako broń traktuj, bylebyś się w ciszy, chwilę po trzeciej, otworzyć mógł jak blizna na łopatce. 

Tytuł: Wiesław Myśliwski
FC: Michael Fassbender
Szukamy jakiegoś pana do dramatu. A poza tym wszystkiego, co nas obudzi z letargu.
Wolimy zaczynać, bo kreatywność wymyślania zazwyczaj kończy się wraz z kartą postaci.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Ex­pe­rien­ce

Colleen Kendrick

| Architektura wnętrz | Rok II | Vilana, pokój 210 |
 | Gimnastyka artystyczna | Koło literackie | Drużyna siatkówki |

Ma niezliczoną ilość twarzy. Nigdy nie wiesz, z którą będziesz miał danego dnia do czynienia. Może będziesz miał pecha i natkniesz się na irytującą Cold, a może jednak Ci się poszczęści i wpadniesz na Col, która ma wszystko gdzieś. Istnieje też szansa, że spotkasz się z jej sztywną stroną osobowości, która ukazuje się często po spotkaniach z matką, wtedy masz do czynienia z idealną Collen, która chodzi wyprostowana i nosi spodnie w kancik. Powodzenia!

Zamknij oczy i weź głęboki oddech. Wypuść powoli powietrze i daj się ponieść wszechogarniającej sile. Widzisz niską brunetkę, która patrzy na bezdomnego psiaka, krzątającego się pod jej nogami. Zaczynasz się zastanawiać, co teraz zrobi. Zdzieli go po rozczochranym łbie i przegoni czy przesunie dłonią po zabrudzonej sierści i obdarzy ciepłym słowem? Dziewczyna co prawda schyla się, ale ku twojemu zdziwieniu najpierw rozgląda się na boki, jakby czegoś szukała. Następnie na jej jasnej twarzy pojawia się delikatny, ale rozczulający uśmiech, a ona obdarza psiaka jednym z najsmutniejszych spojrzeń, z jakim kiedykolwiek się spotkałeś. Przesuwa drobną dłonią o długich smukłych palcach, które mogłyby należeć do malarki, po jego czuprynie, a ten w odpowiedzi macha słabo ogonem. Widzisz, jak poruszają się jej usta, ale nie jesteś pewny co powiedziała. Wydaje ci się, że usłyszałeś „Jesteśmy do siebie bardzo podobni”, ale nie dałbyś sobie głowy uciąć. Zanim zdążysz się w tym wszystkim połapać, sceneria zamazuje się, a rozczulający obrazek znika. Na jego miejsce pojawia się nowy...
Widzisz białe ściany, urządzenia, których nie potrafisz nazwać i pojedyncze łóżko. Ciszę zaburza jedynie stabilne pikanie jednej z maszyn. Rozpoznajesz ten szpital i brunetkę, która siedzi przy łóżku i ściska dłoń jakiegoś chłopca, który ma zamknięte oczy i najwyraźniej jest pogrążony w głębokim śnie. Teraz skupiasz uwagę na brunetce. Niby to ta sama osoba, ale jednak tak bardzo różni się od dziewczyny, która głaskała bezdomnego psa. Tamta wydawała się taka silna i zdeterminowana. Ta ma przygarbione ramiona, jakby walczyła z wiatrem, który za wszelką cenę chce ją zdmuchnąć. Wydaje się taka… krucha. „Bardzo za tobą tęsknie” słysząc te słowa, uświadamiasz sobie, jak bardzo ta scena jest poufna i nie chcesz tego oglądać, wiesz, że nie powinieneś tu być. Kręcisz głową, a scena oddala się, a po chwili całkowicie znika... 
Zamiast szpitala widzisz coś na kształt sali treningowej z ringiem na samym środku pomieszczenia. Tym razem brunetka uderza w worek treningowy, trzymany przez faceta wielkości dębu, który kręci głową i kładąc dłonie na jej drobnych ramionach, zmusza by się zatrzymała. Ta wbija w niego wściekłe spojrzenie i pyta, o co mu tym razem chodzi, jednakże on nie odpowiada od razu. Czeka, a ona w końcu się załamuje i wyznaje, że była tego dnia w szpitalu. „Jego stan się nie zmienia. Każdego dnia jest tak samo”. Wyznaje z żalem i opuszcza głowę, jakby była dla niej zbyt ciężka, opierając czoło na jego silnie zbudowanym ramieniu. „Dobrze, że się nie pogarsza”. Jego głos kompletnie nie pasuje do ciała, ale słowa wydają się jednocześnie brutalne i mądre. „Wiem, ale wciąż czuję się źle, że wiodę normalne życie, podczas gdy on tam po prostu leży”. Trener ze smutkiem w oczach kręci głową i pokracznie obejmuje ją ramieniem. Widać, że nie lubi tego typu sytuacji, ale mimo to cichym i uspokajającym głosem prosi, aby dziewczyna przestała się wreszcie obwiniać. Choć chcesz poznać dalszą część rozmowy, obraz zamazuje się i znika jak wszystkie poprzednie. 
Teraz pojawiasz się w dużym pokoju, który jest dwa razy większy od twojej sypialni. Ściany pomalowane są na ciemny beż, z sufitu zwisa kryształowy żyrandol, podłogę pokrywa jasne drewno, a na środku pomieszczenia znajduje się podłużny stół z dwunastoma krzesłami. Atmosfera w jadalni jest tak gęsta, że jesteś pewien, iż z łatwością pokroiłbyś ją nożem. Przy stole siedzą trzy osoby, jednakże ty skupiasz uwagę na brunetce, zastanawiając się, jaką teraz stronę swojej osobowości pokaże. Na jej twarzy gości grymas i co chwila odgarnia niecierpliwie kosmyk włosów, który wymknął się z przedziwnie zaplecionej fryzury. Zaciska palce na widelcu z taką siłą, iż pobielały jej już knykcie. Kobieta, jak i mężczyzna zdają się tego nie dostrzegać i stwierdzają, że dyskusja jest już zakończona. W tym samym momencie brunetka z impetem wstaje, wbijając widelec w sam środek talerza i nie zawracają sobie głowy narobionym bałaganem ani ich zdegustowanymi minami, wychodzi z pomieszczenia, a ciebie oblewa błoga cisza oraz czerń, który prowadzi cię ku codzienności.


______________________________
Wracam po długiej przerwie w blogowaniu, więc proszę o wyrozumiałość :) 
Z karty nie wynika zbyt wiele, a jedynie strzępka informacji, jednakże tak właśnie miało być. Jej historia ma zostać opisana w wątkach, do których serdecznie zapraszam. 
Mój pisarski warsztat mógł przez ostatni czas trochę zardzewieć, ale mam nadzieję, że jakoś uda mi się go odnowić. 

happier times are coming

Regina Vicker
Już drugi rok studiuje filologię angielską, bo tak jej poleciła mama. Skończyła dwadzieścia lat w czerwcu, a w zeszłym roku urosła o centymetr. Lubi Gwiezdne Wojny i Grę o Tron, ale nie aż tak; myślała o kole literackim, ale skończyło się na wolontariacie. Lubi swoje piegi, zrastające się od czasu do czasu brwi, wystające żebra i rozstępy na udach. Rodzice krytykują jej brak zaangażowania i odwieczne lenistwo, chociaż przed znajomymi nie potrafią się córką nachwalić; że mądra, że ładna, że ułożona. Przede wszystkim jest jednak potwornie nudna i trudno jej nawiązywać nowe znajomości, więc nie liczy na ślub. Tęskni za młodszym bratem i kotem, chociaż dobrze wie, że nie ma co liczyć na wzajemność. Należy do Gamma Phi i udaje, że bardziej jej zależy na cudzym szczęściu niż własnym. Marzą jej się dalekie podróże, ale trochę się cyka.


cześć

sobota, 23 lipca 2016

I need a hero

Anne Caligurl
| 21 lat | Drugi rok prawa | Łowcy Dobrych Dań | Sigma Kappa |
| Kiedyś zwana Bunny |

Szepty za jej plecami nie mają końca.  Nie umie się oprzeć wrażeniu, że niektórzy wręcz wytykają ją palcami. Nic nie rozumieją.  Nikt nic nie rozumie, co nie zmienia faktu, że są ciekawi.  Co sprawiło, że z radosnej Bunny stała się prawie odludkiem? Niektórzy mówią, że ktoś zgwałcił ją w wakacje i pewnie jest w ciąży. Inna plotka mówi, że jej bogaty, wspaniały ojciec jest tak naprawdę sadystą -psychopatą. Ktoś szepnął, że umiera na białaczkę, bo przecież inaczej nie rzuciłaby tego przystojniaczka.
Niektórym zależy. Nadal próbują odzyskać z nią kontakt i wierzą, że dziewczyna, która codziennie jadła pomarańcze w łóżku, szyła najpiękniejsze sukienki na kampusie i ratowała żaby nadal tam jest. Większość się poddała widząc dziwną pustkę w tych pięknych, stalowych oczach.  Wolą tworzyć historie na jej temat niż próbować jej pomóc. 
A ona? Ucieka przed szeptami, pomocą i próbuje nie czuć bólu. Ukrywa, że tęskni za samą sobą i pozwala na powrót dziecinnej radości tylko w jednym miejscu- na  placu zabaw huśtając się tak wysoko jak tylko może, a wtedy głośny śmiech miesza się ze słonymi łzami.

[Dużo nie ma, ale Bunny do poznania. Przystojniaczek poszukiwany, byli znajomi jak najbardziej też i nowi jeszcze bardziej. Kombinujemy! ] 


Too many poets and not enough rhyme

Ellery Bentley
21 lat, filologia angielska, gada w rozgłośni radiowej


Nigdy nie zapominał, że granice języka wyznaczają granice postrzegania, więc wpadał w złość za każdym razem, gdy słowa zawodziły i w efekcie, zamiast klarownie wyłożyć swoje racje, zapędzał się w róg niezręczności. Zazwyczaj jednak, chociaż nie umiał niewysławialnego uczynić wysławialnym, nie miewał problemów z wyłuskaniem spośród ogromu wyrazów tych właściwych i zlepić je ze sobą tak, by jak najlepiej przekazać światu myśli. Umiejętność konstruowania zgrabnych wypowiedzi i przyjemną dla uszu barwę głosu wykorzystywał, by zaklinać niektórych ludzi, a przynajmniej (próbować) przekonywać ich do siebie.

Na samoprzylepnych karteczkach notował idee i pomysły, które potem fruwały po całym pokoju razem z innymi papierzyskami, kartkami zapisanymi do połowy pourywanymi w niepokojących miejscach zdaniami, szkicami i zaczątkami dziwnych melodii. Pozostawał w ciągłym ruchu – najlepiej odpoczywał aktywnie, nienawidził umysłowego przestoju i cały czas pragnął rozwoju, ciągłego samodoskonalenia się, był w nieustannym procesie twórczym, choć rzadko kiedy udawało mu się cokolwiek dokończyć.

Kiepsko radził sobie z zamianą czasu niedokonanego na dokonany, tak samo marnie szło mu z trzymaniem nerwów na wodzy. Nie sztuką było wyprowadzić go z równowagi, wyzwanie stanowiło załagodzenie wściekłości, w którą łatwo popadał. I chociaż uwielbiał towarzystwo inteligentów i akademickie zwyczaje, czasami miał wrażenie, że do awanturniczego życia ciągnie go jeszcze mocniej. Szwendał się bez widocznego planu ulicami miasta i szukał jakiegoś celu. Nieznajdowanie opanował do perfekcji.

Jesteś mordercą ludzkich marzeń. Obyś nigdy nie miał dzieci.

Stas Libidojew

25 lat — III rok weterynarii — amerykańskie i rosyjskie obywatelstwo — akademik Vilana, pokój nr. 119 — dziennikarz w gazetce — Zakon Jedi — wegetarianin
Miał dwanaście lat, gdy pijany ojciec o jeden raz za mocno uderzył swoją żonę i zamachnął się na siedmioletnią córkę. Zbyt wiele razy widział utykającą matkę z podbitym okiem; za dużo blizn i siniaków miał on sam. Anja to było co innego. Stas nie myślał w tamtym momencie, po prostu, nóż po robieniu kolacji nadal leżał w zlewie, a on słyszał tylko płacz matki i rozpaczliwy krzyk Anji. Czasami zdaje mu się, że nadal widzi krew na swoich rękach i czuje jej metaliczny odór, którym przesiąkł od stóp do głów. Po tym zdarzeniu cała okolica plotkowała i rzucała niewybrednymi komentarzami o tej ruskiej patoli spod ósemki, a Stas potakiwał psychologom w ośrodku wychowawczym, że nie, ta plama przypomina mu ptaka, a nie ojca. Gdy tylko stał się pełnoletni, wyniósł się ze Seattle; bardzo rzadko przyjeżdża odwiedzić matkę i siostrę. Woli dzwonić, niż jeszcze raz przekroczyć próg tego mieszkania. Lubi pisać, wypracowani czy felietony nigdy nie sprawiały mu trudności, chociaż nie ciągnęło go do nauk humanistycznych; co innego biologia. Uwielbia zwierzęta i gdy tylko wyniesie się z akademiku ma zamiar kupić sobie wielkiego psa. Choć większość amerykańskiej popkultury to dla Stasa czarna magia, Gwiezdne Wojny mógłby oglądać cały czas. Nie pije kawy, nie słodzi herbaty, biega codziennie rano, a potem wypala trzy papierosy. Prawdopodobnie gdy skończy czterdzieści lat, jego płuca będą wyglądać niczym zasuszone śliwki. Twardo stąpa po ziemi, często bywa złośliwy i niesympatyczny. Nie robi zbyt dobrego wrażenia, szczególnie z tatuażami na przedramionach i wiecznie arogancką miną. Sprawia wrażenie nieprzystępnego, chłodnego i beznamiętnego, ale tak naprawdę niewiele potrzeba, aby jego mur pękł, a on sam rozpadł się na drobne kawałki, które w końcu będzie musiał jakoś niezgrabnie posklejać. Bo ludziom nie można ufać, zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą jakiekolwiek uczucia. Panicznie boi się momentu, w którym ktoś jakimś cudem odkryje co zrobił w Seattle i znowu zaczną wytykać go palcami, plotkować i patrzeć z odrazą, bo to ten rusek, co zabił własnego ojca. Prawdopodobnie ucieknie na Grenlandię, bo dalej już się chyba nie da.


powiązania ― opowiadania

Ash Stymest i serial Kości sponsorują kartę. Stas to w sumie dobre dziecko. Biorę wszystko w ciemno. :D Bawmy się!