Ellery Bentley
21 lat, filologia angielska, gada w rozgłośni radiowej
Nigdy nie zapominał, że granice języka wyznaczają granice postrzegania, więc wpadał w złość za każdym razem, gdy słowa zawodziły i w efekcie, zamiast klarownie wyłożyć swoje racje, zapędzał się w róg niezręczności. Zazwyczaj jednak, chociaż nie umiał niewysławialnego uczynić wysławialnym, nie miewał problemów z wyłuskaniem spośród ogromu wyrazów tych właściwych i zlepić je ze sobą tak, by jak najlepiej przekazać światu myśli. Umiejętność konstruowania zgrabnych wypowiedzi i przyjemną dla uszu barwę głosu wykorzystywał, by zaklinać niektórych ludzi, a przynajmniej (próbować) przekonywać ich do siebie.
Na samoprzylepnych karteczkach notował idee i pomysły, które potem fruwały po całym pokoju razem z innymi papierzyskami, kartkami zapisanymi do połowy pourywanymi w niepokojących miejscach zdaniami, szkicami i zaczątkami dziwnych melodii. Pozostawał w ciągłym ruchu – najlepiej odpoczywał aktywnie, nienawidził umysłowego przestoju i cały czas pragnął rozwoju, ciągłego samodoskonalenia się, był w nieustannym procesie twórczym, choć rzadko kiedy udawało mu się cokolwiek dokończyć.
Kiepsko radził sobie z zamianą czasu niedokonanego na dokonany, tak samo marnie szło mu z trzymaniem nerwów na wodzy. Nie sztuką było wyprowadzić go z równowagi, wyzwanie stanowiło załagodzenie wściekłości, w którą łatwo popadał. I chociaż uwielbiał towarzystwo inteligentów i akademickie zwyczaje, czasami miał wrażenie, że do awanturniczego życia ciągnie go jeszcze mocniej. Szwendał się bez widocznego planu ulicami miasta i szukał jakiegoś celu. Nieznajdowanie opanował do perfekcji.