Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ellery Bentley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ellery Bentley. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2016

Too many poets and not enough rhyme

Ellery Bentley
21 lat, filologia angielska, gada w rozgłośni radiowej


Nigdy nie zapominał, że granice języka wyznaczają granice postrzegania, więc wpadał w złość za każdym razem, gdy słowa zawodziły i w efekcie, zamiast klarownie wyłożyć swoje racje, zapędzał się w róg niezręczności. Zazwyczaj jednak, chociaż nie umiał niewysławialnego uczynić wysławialnym, nie miewał problemów z wyłuskaniem spośród ogromu wyrazów tych właściwych i zlepić je ze sobą tak, by jak najlepiej przekazać światu myśli. Umiejętność konstruowania zgrabnych wypowiedzi i przyjemną dla uszu barwę głosu wykorzystywał, by zaklinać niektórych ludzi, a przynajmniej (próbować) przekonywać ich do siebie.

Na samoprzylepnych karteczkach notował idee i pomysły, które potem fruwały po całym pokoju razem z innymi papierzyskami, kartkami zapisanymi do połowy pourywanymi w niepokojących miejscach zdaniami, szkicami i zaczątkami dziwnych melodii. Pozostawał w ciągłym ruchu – najlepiej odpoczywał aktywnie, nienawidził umysłowego przestoju i cały czas pragnął rozwoju, ciągłego samodoskonalenia się, był w nieustannym procesie twórczym, choć rzadko kiedy udawało mu się cokolwiek dokończyć.

Kiepsko radził sobie z zamianą czasu niedokonanego na dokonany, tak samo marnie szło mu z trzymaniem nerwów na wodzy. Nie sztuką było wyprowadzić go z równowagi, wyzwanie stanowiło załagodzenie wściekłości, w którą łatwo popadał. I chociaż uwielbiał towarzystwo inteligentów i akademickie zwyczaje, czasami miał wrażenie, że do awanturniczego życia ciągnie go jeszcze mocniej. Szwendał się bez widocznego planu ulicami miasta i szukał jakiegoś celu. Nieznajdowanie opanował do perfekcji.