środa, 20 lipca 2016

Za zry­wem zryw, aż z jag­niąt będą lwy










Odkąd nauczył się obsługiwać odtwarzacz video, podkradał ojcowskie kasety VHS i w ciemnościach swojego pokoju oglądał po kilka filmów dziennie, by nadrobić całą kinematografię, której nie dane mu było obejrzeć, bo jeszcze nie był w planach. Zna na pamięć całego Ojca Chrzestnego, jest w stanie wypowiedzieć równo z aktorem wszystkie kwestie w Siedem, włączając w to sławne "What's in the box!" dodając w tym tyle emocji, ile się da. W podstawówce uczęszczał do kółka teatralnego, ale po otrzymaniu roli Piotrusia Pana, poczucia na sobie obcisłych rajstop koloru zielonego i usłyszenia śmiechu widowni, kiedy zawisł nad sceną w wchodzącego mu w tyłek materiału, jego zapał do aktorstwa zmalał. Od tamtego momentu ograniczył się do samego oglądania filmów i kolekcjonowania ich na każdym możliwym przenośniku, a od kiedy do kin wszedł Efekt Motyla, zainteresował się psychologią. Był ciekawy, co kryje ludzki umysł i męczył rodziców, by zaprowadzili go do poradni psychologicznej, by mógł porozmawiać sobie w cztery oczy z doktorem i dowiedzieć się, co kryje jego psychika. Nie dowiedział się niczego szczególnego, był zdrów jak ryba, tylko był odrobinę zbyt nadpobudliwy. Od tamtej pory przeczytał większość książek o psychologii, obejrzał każdy film mówiący o niej, a także oglądał wywiady z mordercami i sam próbował wydedukować, co mogłoby ich pociągnąć do zbrodni. Wsiąkł, jak gąbka i nie ma dla niego ratunku, by sam w przyszłości nie rozmawiał z ludźmi o ich problemach i ich nie diagnozował.

DECLAN RIDGLEY
Dwudziestodwuletni student czwartego roku psychologii. Członek bractwa PSI MU, a także Klubu Wygodnych Kanap i Avengers. Okazjonalnie grywa w koszykówkę, choć jego ulubionymi maratonami są te z serialami. Pali papierosy, choć wszyscy mu mówią, by przestał. Żłopie piwo, choć jego kaloryfer zamienia się powoli w bojler. Mieszka w akademiku Greta w pokoju numer 112 z naprawdę upierdliwym współlokatorem, który za wszelką cenę chce namalować go, jak jedną z jego francuskich dziewczyn i sprowadza do pokoju nowe mrówki do swojej hodowli. Po jego stronie pokoju panuje niewyobrażalny bałagan, który sprząta jedynie wtedy, gdy już nie może spać na stercie ubrań o wysokości 20 centymetrów. Na stoliku nocnym trzyma talię kart ze swoimi inicjałami, które dostał od ojca, kiedy zainteresował się pokerem. Nie gra na pieniądze, a na papierosy, jak w rasowym więzieniu. Pod łóżkiem trzyma karton z płytami DVD, które czasem puszcza w pokoju dziennym, ale i jeden Playboy się znajdzie. Śpiewa pod prysznicem, koszmarnie, a na pierwszym roku biegał nago po błoniach uniwersytetu.

taki dziwny chłopaczyna mi się uformował, może go ktoś polubi.
najeżdżamy na zdjęcie, choć nie trzeba, bo tam mniej istotne informacje.

23 komentarze:

  1. [Cześć! Jakby Denise zobaczyła jego stronę pokoju to pewnie by się przeraziła i uciekła lub wzięła się za sprzątanie z grymasem obrzydzenia :D Tymczasem życzę miłej zabawy na blogu i zapraszam do siebie!]

    Denise

    OdpowiedzUsuń
  2. [Clarissa zgłasza się do polubienia Declana, bo to bardzo przyjemny koleżka! c:]

    Clarissa Skywalker

    OdpowiedzUsuń
  3. [To Ty wymyśl wątek, a ja zacznę, jak z pracy wrócę :D ]
    Lenka

    OdpowiedzUsuń
  4. (No to musiało być ciekawie, kiedy biegał bez ubrań:D Cześć, dobrej zabawy na blogu i ciekawych wątków. Jestem pewna, że Bella by go polubiła. Bardzo podoba mi się zdjęcie zawarte w karcie i coś czuję, że Campbell by mu zazdrościła trochę tego oglądania filmów, kiedy ona nie może sobie na to sama pozwolić. ;p)

    Isabella

    OdpowiedzUsuń
  5. [U mnie jęczą do tej pory, bo też ze mnie bałaganiara, więc Denise to takie moje zupełne przeciwieństwo :D Hmm, dzielą ich tylko trzy lata, więc może spotkają się na domówce wspólnego znajomego? Denise pewnie będzie podpierać ścianę i popijać piwo z sokiem przez słomkę, bo na martini nawet nie ma co liczyć xD Declan może do niej podejść, zagadać, później mogą się zamknąć w jakimś pokoju, aby się nieco wyciszyć, przez co mogą rozejść się plotki jakoby się ze sobą przespali. Takie moje pierwsze, lepsze pomysły :)]

    Denise

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dziwny, ale bardzo ciekawy ;D Cześć! Miłej zabawy na blogu! Zapraszam do siebie. Kto wie? Może nawet zrobimy z nich szalonych kumpli? :D]

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  7. [W sumie dlaczego nie? Później będzie można to jakoś rozwinąć. c: Oczywiście zacznę nam, skoro ty podrzuciłaś pomysł.]

    Clarissa Skywalker

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry! Jeff może poczęstować papierosem :D A poza tym to udanego wątkowania i w ogóle... ;)]
    Jeffrey

    OdpowiedzUsuń
  9. [A idź a kysz z tymi swoimi super postaciami i super cytatami.
    Miłej zabawy i wielu wątków :D]

    David

    OdpowiedzUsuń
  10. Powinna zmienić łóżko z jedno osobowego na dwu osobowe. Bo naprawdę, niewygodnie spało się z kimś takim jak Declan. Lena mogła się rozpychać na wszystkie strony, wbijać mu łokcie w żebra, wpychać zimne stopy między jego ciepłe. Ale na nim to nie robiło żadnego, pieprzonego, wrażenia. Spał jak zabity, jakby ktoś wsypał mu do buzi masę tabletek nasennych i kazał połknąć. I chrapał, okropnie chrapał, co zmusiło Lenkę, aby kilka razy przyłożyła mu poduszką w twarz. I wiecie co ? To też nie zdołało go obudzić! Jedynie przewrócił się na drugi bok, marudząc coś pod nosem. Tak więc ona leżała, przez pół nocy wgapiając się w sufit i co jakiś czas przeciągając większą część kołdry na siebie. Jeśli kiedykolwiek zamieszkają razem - a miała nadzieję, że to stanie się dość szybko - będą mieć wielkie łóżko, takie na którym każde z nich bez przoblemu będzie mogło sie wyciągnąć na całą długość i nie będą się wzajemnie z niego zrzucać. I będą mieli osobne kołdry. Taak, osobne kołdry to był najlepszy pomysł, na jaki Lena wpadła chyba od czasu kiedy zaczęła być z Declanem.
    Udało jej się zasnąć dopiero nad ranem, kiedy to włożyła w uszy słuchawki i puściła sobie jakieś spokojne piosenki. Zasypiając na krańcu łóżka, wepchnęła jeszcze stopy między nogi swojego chłopaka, po czym wtuliła głowę w poduszkę i nawet nie wiedziała, kiedy odleciała. Miała głupi sen, jak zawsze z resztą. Śniło jej się, że po całym pokoju biegały małe, żółte kaczki i wszystko byłoby całkiem przyjemne, gdyby nie to, że skubane szczypały ją po nogach tymi swoimi małymi dziobami. Och, i oczywiście, że w tym śnie był Declan, który miał niezły ubaw, obserwując wszystko z rogu pokoju, podczas gdy ona klnęła niczym szewc na te małe, niczego winne zwierzaczki.
    Przez kilka godzin telefon Leny zdołał się wyładować przez ciągłe słuchanie muzyki, więc też nie miała jak usłyszeć tego, że ojciec próbował się do niej dodzwonić. Dopiero, gdy do jej uszu dobiegło głośne walenie w drzwi (bo nie, to nie było już pukanie. To było wściekłe walenie), usiadła na łóżku niczym oparzona. Spojrzała w bok, prosto na Declana, który też został zbudzony i wyglądał jak mały, zagubiony chłopiec, bo po prostu nie wiedział, co się dzieje, po czym powoli odrzuciła kołdrę i chwyciła za koszulkę chłopaka, która leżała na podłodze, naciągając ją na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -Burdel rób u siebie w pokoju. Mój zostaw w spokoju - mruknęła niezadowolona, jak każdego ranka, bo została zbudzona zbyt wcześnie. I to na dodatek w sobotę rano. No ludzie, miejcie żesz litość. Przecierając zaspane oczy, podeszła do drzwi, po czym otworzyła je, spoglądając na swojego ojca. A on, jak to on, wszedł niczym do siebie, na samym początku obdarowując swoją córkę wielkim uśmiechem i buziakiem prosto w czoło.
      -Cześć, mały śpiochu- przywitał się, by następnie spojrzeć na Declana i posłać mu surowe spojrzenie.
      -Młodzieńcze, wyjdź z tego łóżka. Lena, oddaj mu koszulkę. I czy on nie ma własnego pokoju?- Thomas ignorując już całkowicie Declana, spojrzał na Lenę, unosząc w górę jedną brew. Dwudziestolatka naprawdę nie wiedziała, czmu jej ojciec aż tak bardzo nie przepada za Ridgley'em. Przecież nie był taki zły, a Thomas Orlowsky musiał w końcu pogodzić się z myślą, że jego córka ma chłopaka. W sumie, to już narzeczonego, ale tego Thomas nadal też nie chciał przyjąć do wiadomości.
      -Bez przesady, tato, nie żyjemy w średniowieczu- Lena jęknęła, wywracając przy tym oczami. Potrzebowała kawy. Dużej, mocnej kawy i jakiejś słodkiej bułki na śniadanie. Wyśle po to Declana. Ponownie zwróciła oczy ku ojcu, zakładając ręce na wysokości piersi i unosząc w górę jedną brew. Była wręcz pewna, że nie przyszedł tu ot tak, aby ich obudzić, bo taki miał kaprys, ale co go tam wie, mogło być akurat i tak. Thomas był równie nieprzewidywalny co jego córka.
      -Jest sobota rano, a Ty wpadasz tu niczym burza. Co się stało?- zapytała w końcu, czekając cierpliwie na wyjaśnienia, bo i one by się bardzo przydały w tym momencie.
      -No, bo wiesz, wpadłem na pomysł, że wezmę gdzieś Lily. Zajmiecie się Maddie? Daję wam kluczę do domu i pełen dostęp do lodówki. Od barku trzymajcie się z dala. To jak?- mężczyzna uśmiechnął się przy tym, wiedząc, że dobił targu.
      -Pełna lodówka, Twój dom do naszej możliwości i zostawiasz kasę na pizzę, a możemy się nią nawet i tydzień zajmować, prawda, Declan?- Lena wychyliła się nieco zza ramienia ojca, spoglądając na swojego chłopaka z nadzieją, że ją poprze. Bo za nic nie chciała zostawać ze swoją małą siostrą, tym pięcioletnim diabłem z piekła rodem. I miała nadzieję, że Ridgley nie zostawi jej samej z tym zadaniem, bo nagle ma jakieś hiper mega ważne rzeczy do zrobienia typu Bo ja miałem w kosza z chłopakami iść. Pa, mała.
      Lena

      Usuń
  11. [Ja go chcę, ja go uwielbiam!
    Znaczy... Dzień dobry! Wyobraziłam sobie jak Eva i Declan śpiewają razem najbardziej głupie piosenki jakie znajdą, fałszując wniebogłosy i świetnie się przy tym bawiąc, ale uważając, żeby przypadkiem nie rozlać piwa. <3]
    VAUSE

    OdpowiedzUsuń
  12. [A jakże! Preacher rlz! :P Haha, akurat ja bardziej kojarzę go z innych ról, więc nie mam z tym problemu, ale rozumiem... bo czasem, aż się taki okrzyk "Kaznodzieja" ciśnie na usta :P Czy w ogóle myślimy nad jakimś wątkiem?]
    Jeffrey

    OdpowiedzUsuń
  13. Clarissa zawsze miała kilka sposobów na to, aby rozładować wszystkie swoje negatywne emocje. Jednym z najczęściej przez nią używanych było nałożenie na uszy słuchawek i włączenie sobie jednej z piosenek Interpolu, dzięki którym zawsze udawało jej się zrelaksować. Głos Paula Banksa z niewiadomych przyczyn potrafił sprawić, że od razu czuła się lepiej i kiedy miała problem, wiedziała od razu, co powinna zrobić. Czasem jednak to nie wystarczyło, a ona potrzebowała czegoś więcej – mianowicie przyjemnego bólu i zmęczenia w mięśniach, który pozwoli jej na wyrzucenie z siebie wszystkiego, co złe. Skywalker przechodziła teraz przez jeden z najtrudniejszych okresów w swoim życiu, dlatego nic dziwnego, że słuchała muzyki częściej niż zwykle, a na boisko do koszykówki przychodziła także poza normalnymi treningami z dziewczynami, które odbywały się na uczelni. Było takie jedno w mieście, które upatrzyła sobie w szczególności, dlatego kiedy tylko mogła, właśnie tam chodziła.
    Dzisiaj był właśnie jeden z takich dni, gdy po prostu nie mogła zostać w akademiku, bo prawdopodobnie coś by zniszczyła, a tego nie chciała. Dlatego przebrała się w coś bardziej sportowego, włożyła słuchawki do uszu, puściła sobie „Our love to admire” i razem z piosenką „Pioneer to the falls”, opuściła akademik z piłką do koszykówki w dłoniach. Nie patrzyła na nikogo, a jedynie przed siebie, pozwalając na to, aby głos wokalisty pochłonął ją do końca. Potrzebowała tego. Musiała znaleźć się w innym miejscu, jeśli chciała przetrwać. Musiała się wyżyć w jakiś sposób, bo fakt, iż jej brat tak po prostu pojawił się dzisiaj przed uczelnią sprawił, że jej negatywne uczucia wobec niego powróciły, tym bardziej ze zdwojoną siłą. Cade Skywalker nie był mile widziany w polu widzenia swojej siostry. Po tym wszystkim co przeszła, w ogóle nie potrzebowała jego opieki. Nie było go, kiedy potrzebowała go najbardziej, więc teraz tym bardziej nie oczekiwała, że ją wesprze. Mogła sobie z tym wszystkim poradzić sama, na swój sposób.
    Kiedy boisko znalazło się w jej polu widzenia, odetchnęła z ulgą. W słuchawkach akurat leciała końcówka „The Heinrich Maneuver”, gdy podeszła bliżej i zobaczyła, że ktoś już tutaj jest. Wyglądało na to, że dzisiaj cały świat zjednoczył się przeciwko niej. Clarissa westchnęła i podeszła do nieznajomego osobnika, który okazał się być mężczyzną. Cóż, nawet jeśli, nie bała się z nim walczyć o boisko, gdyby zaszła taka potrzeba. Wyciągnęła słuchawki z uszu.
    — Słuchaj — zaczęła, a chociaż nie należała do najniższych dziewczyn, to i tak musiała unieść głowę, aby móc spojrzeć na nieznajomego. — Naprawdę zależy mi, żeby móc tu teraz pograć, więc czy mógłbyś przyjść tutaj za jakąś godzinę? — miała nadzieję, że uda jej się przekonać chłopaka bez zbędnego wysiłku, chociaż dzisiejszy dzień zdecydowanie nie należał do niej, więc nie zdziwiłaby się, gdyby powiedział, że nie i koniec, a ona ma wrócić z miejsca, z którego przyszła.

    Clarissa Skywalker

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dawaj maila, albo pisz jak zrobiłaś zmieniające się zdjęcie pod kwadratami :D]

    David, Adam... Mów na mnie jak chcesz :d

    OdpowiedzUsuń
  15. Wystarczyło jedno spojrzenie Leny w stronę Declana, aby wiedzieć, że totalnie się wyłączył, a jego jeszcze zaspany umysł krążył gdzieś w odległych krainach, zapewne marząc o tym, aby jak najszybciej wrócić do łóżka. Ic wspólne weekendy zazwyczaj wyglądały tak samo - spali do późna, jedli późne śniadanie, o ile nie zaczynali już od obiadu, a potem najczęściej zalegali na kanapie i oglądali jakieś filmy. Czasami zdarzyło się, że ruszyli się, poszli na spacer czy też kolację, jednak częściej byli zbyt leniwi aby ruszyć się gdzieś dalej niż do akademikowego salonu. No, chyba, że była mowa o jakiejś imprezie. Wtedy Lenka włączała piąty bieg i w ciągu kilkunastu minut potrafiła się przygotować i iść tam, gdzie była dobra zabawa i morze alkoholu. I co z tego, że czasami przesadzała z procentami? Przynajmniej dobrze się bawiła.
    Uniosła w górę jedną brew, wyczekując odpowiedzi od Declana, a kiedy ten w końcu raczył wymruczeć te kilka słów, posałała mu jeden z weselszych uśmiechów, by następnie pożegnać się z ojcem, którego prawie że wypchnęła z pokoju. Nie wiedzieć czemu, Thomas co chwilę się odwracał, zarzucając ją mało istotnymi informacjami odnoście opieki nad Maddie. Boże, jakby pierwszy raz w życiu zajmowała się swoją młodszą siostrą, no bez przesady. Mrucząc pod nosem ciągłe potakiwania, w końcu pomachała ojcu na odchodne i ostatecznie zamknęła za nim drzwi, trzaskając nimi tak mocno, że prawdopodobnie zbudziła resztę osób w akademiku. Cóż, wysłucha w poniedziałek tego, jak dużo ludzi jest na nią wkurzonych za trzaskanie drzwiami o ósmej rano.
    -Boże! Jaki on bywa upierdliwy!- warknęła po polsku, wyrzucając ręce w górę.
    -Widzisz i nie grzmisz, Bogu- dodała jeszcze, po czym przeczesała splątane włosy, by następnie odwrócić się w stronę Declana, który to już zdążył położyć się ponownie na łóżku, nie racząć zrobić jej nawet troszkę miejsca.
    Głupek.
    Ruszyła w stronę chłopaka,by po chwili usiąść mu na tyłku i po prostu wtulić się w niego, jak to miała w zwyczaju robić, kiedy ten leżał na brzuchu.
    -Za cholerę nie rozumiem co mówisz, tylko takie poszczególne zdania jak nie uczyć, uwielbiam zajmować się Twoją siostrą Lena i zamówimy pizzę z kurczakiem i oliwkami- powiedziała, śmiejąc się przy tym. Declan momentami był z rana bardziej marudny od niej, choć ciężko było Lenę w marudzeniu przebić. Ona była wręcz mistrzynią i dużo osób o tym wiedziało. A już na pewno sam Declan.
    -Och, daj już spokój, to jest mój ojciec. Młoda za niedługo dorośnie, to jej facetów będzie obrzucał takim spojrzeniem, a Tobie da w końcu spokój. Poczekaj jeszcze jakieś... dziesięć lat. Poza tym, ja was, za cholerę, nie rozumiem. Skaczecie sobie do oczu jak głupki. Nic tylko wam miecze dać i oglądać jak się nawzajem chcecie pozabijać- dodała, wywracając przy tym oczami, po czym zsunęła się z niego, wciskając między Declana a ścianę. A wierciła się przy tym niemożliwie, byleby tylko zakraść sobie jak najwięcej miejsca na tym łóżku.
    -O siedemnastej. Wiesz, zbierają się o osiemnastej, ale Lily chce jeszcze pogadać, dać wszystkie potrzebne wskazówki, zostawić numery do babci, dziadka, ciotki z Teksasu, pogotowaia, straży pożarnej i tym podobnych, bo przecież Maddie to bez nich zginie za te dwa dni, albo co najlepsze, sprzedamy ją za paczkę strzelających cukierków- Lena odpowiedziała po dłuższej chwili na jego pytanie, siadając na łóżku i ściągając z siebie koszulkę, którą to rzuciła na ziemię.
    -Gorącooo - jęknęła, po czym przekręciła się na bok i spojrzała na Declana, dźgając go palcem w żebra.
    -No już, skończ marudzić i zauważ plusy. W końcu wyśpimy się w normalnym łóżku i nikt nikogo nie będzie spychać. Poza tym, nie będziemy musieli iść na zakupy, bo lodówka będzie pełna- powiedziała wesoło. No, jak on mógł nie wiedzieć aż tylu plusów pojechania i zaopiekowania się Maddie przez te dwa dni? Było ich aż za dużo, według Leny, oczywiście.
    Lenka

    OdpowiedzUsuń
  16. [No idealnie! Tancerka, dwójka niedoszłych psychologów i... może wokalista, który wkurzałby się na Declana i Evę za fałszowanie jego ulubionych utworów? O, co powiesz na to, żeby Declan i Eva wybrali się do kina na jakiś nowy film z uniwersum fantastyki lub komiksów, a potem przypadkiem wbiliby się do baru czy klubu i... pomogli naćpanej dziewczynie w wyjść z bad tripa? Mogłybyśmy wykorzystać w tym wątku znajomość psychiki ludzkiej. :3]
    VAUSE

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Cześć! Wpadłam pod kartę chcąc poznać członka bractwa Psi Mu i w związku z tym zaproponować wątek :) Poza tym, Declain wydaje się być bardzo sympatycznym chłopakiem, a historia z bieganiem nago po błoniach przekonała mnie, że może być interesująco :D ]

    Sissi

    OdpowiedzUsuń
  18. -Bla, bla, bla. Nudni jesteście w tej swojej wojnie, kto kogo bardziej nie lubi. Boże, na początku to może i było zabawne, ale z biegiem czas aż mi niedobrze, kiedy patrzę jak zabijacie się na spojrzenia- powiedziała, po czym uniosła się nieco na łokciach by móc spojrzeć na Declana, a potem zaśmiała się, wspominając moment, kiedy ujrzała go pierwszy raz. Cała ta historia była dość komiczna i zapewne znał ją każdy, a oni pewnie na starość będą opowiadać wnukom to, jak się poznali. Och, tak, to będzie piękne, jak Lena powie: A waszego dziadka poznałam, jak biegał nago po błoniach uniwersytetu, bo przegrał zakład, a ponadto chciał aby znał go każdy.
    Ale dokładnie pamiętała tamten dzień, kiedy to pierwszy raz zobaczyła Declana. Z torbą wypchaną jakimiś papierami dla ojca, nie spodziewała się, że czeka ją aż tak zabawne przedstawienie. Owszem, od ojca słyszała, że studenci miewają różne, dziwne pomysły, ale nie sądziła, że ona, ledwie siedemnastoletnia wówczas dziewczyna, będzie ich świadkiem. Śmiesznie było oglądać tą całą sytuację z boku, potem jednak nie było już tak zabawnie, kiedy nagle, znikąd wyłonił się jej ojciec, i pierwszy raz posłał w stronę Declana mordercze spojrzenie. A Lena potem zaczęła przychodzić na uniwersytet częściej, niż kiedyś. Pod byle głupim pretekstem. Kiedy Lily chciała zawieść swojemu mężowi obiad, ta rwała się i wręcz krzyczała, że ona to zrobi, po drodze również załatwiając kilka spraw. Więc jeździła do tego swojego ojczulka, który z czasem dowiedział się, że zaczęła spotykać się z Declanem. I to mu bardzo nie podpasowało. Mówił i prosił, że ten związek nie ma szans, że on jest gówniarzem i zapewne będzie wiecznym studentem, że ona, Lenka, jego ukochana córkeczka, jak może spotykać się z kimś takim? I naprawdę, nie mógł zrozumieć tego, ze ta dwójka jest już ze sobą kilka lat i nadal im dobrze.
    -Siedemnasta- potwierdziła kiwnięciem głowy, spoglądając na chłopaka kątem oka, nadal nieco rozbawiona jego zachowaniem. Czasami Declan naprawdę zachowywał się jak dzieciak. Bawiły go głupie żarty, a jego pomysły czasami wydawały się wyrwane z kosmosu. I chyba to Lena w nim najbardziej lubiła - że nie próbował być poważny, sądząc, że tak musi zachowywać się człowiek dorosły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -To bardzo dobry pomysł, Ridgley. Idziemy odespać tą nagłą pobudkę- mówiąc to, wtuliła się w Declana, przez co prawie że nie było jej widać, ukrytą w jego ramionach i do tego przykrytą kołdrą. Cóż, pomysł z odespaniem i nabraniem sił przed weekendem w domu Leny był dobrym pomysłem. Nie to, że nie przepadała za swoją młodszą siostrą. Lena uwielbiała Maddie, ale prawda była taka, że pięcioletka była małym wulkanem energii, której wszędzie było pełno. I nawet jeśli dwudziestolatka również tryskała energią i dobrym humorem, to momentami zajmowanie się małą ją wykańczało. A tu przed nimi jawiły się dwa całe dni zabawy z Maddie. Coś czuła, że nudno nie będzie. W sumie, to zawsze bardziej Declan cierpiał po tych spotkaniach z Maddie. Nieraz Lena musiała mu rozplątywać warkoczyki czy też zmywać lakier z paznokci, bo ten pozwolił młodej na zabawę w kosmetyczkę czy fryzjerkę. I jak nie narzekał w obecności Maddie na jej zabawy, to po powrocie do akademika psioczył i zaklinał, że już nigdy nie da się tak podejść tej małej istotce. A zawsze kończyło się inaczej. Wracał pięknie umalowany.
      Te kilka godzin snu wystarczyły, aby Lena rezgenerowała siły i już o dwunastej zaczęła pakować do plecaka kilka potrzebnych rzeczy na przebranie, a kiedy pakować się skończyła, wzięła szybki prysznic, nawet udało jej się pomalować. Oczywiście, nie musiała się tak spieszyć, do wyjścia mieli jeszcze całe cztery godziny, ale Lena nie lubiła robić nic na ostatnią chwilę. Dlatego też plecak postawiła przy drzwiach, by o nim nie zapomnieć, a potem poczekała na Declana, który pojawił się niedługo potem z jedzeniem na śniadanie, choć mogli uznać, że był to ich wczesny obiad, patrząc na to, że dochodziła prawie pierwsza po południu.
      Równo o szesnaste wyszli z akademika, żeby zdążyć na najbliższy autobus, który zawióz ich w okolice domków jednorodzinnych, gdzie mieszkał ojciec Leny z żoną i córką. Kątem oka spojrzała na Declana, wiedząc, że teraz zaczną się negocjacje odnośnie tego, co ma sie znaleźć na pizzy.
      -Pójdźmy na ugodę. Twoja połowa będzie z podwójnym serem, pomidorami i kurczakiem, a moja z kurczakiem, kukurydzą i oliwkami. Na inny układ się nie zgadzam, i nawet nie masz prawa próbować mnie przekonać do Twojego pomysłu, bo wiesz, że nienawidzę pomidorów na pizzy- powiedziała, po czym odgarnęła kosmyk włosów i uśmiechnęła się w stronę swojej macochy, która to otworzyła drzwi i od razy, jak katarynka, zaczęła coś gadać. I gadała tak, nieprzerwanie przez pół godziny, mówiąc o tym, że mają ją częściej odwiedzać, że tu jest numer do babci i dziadka, tutaj policja i te sprawy, że oni razem tak słodko wyglądają, a ona już rozgląda się za sukniami ślubnymi i jakąś salą, i żeby nie zapomnieli położyć Maddie o ósmej trzydzieści wieczorem do łóżka.
      Lena odetchnęła z nieukrywaną ulgą,k iedy to ostatni raz pomachała ojcu i Lily i zobaczyła, że ci odjeżdżają. Nikt przynajmniej nie będzie ciągle tak gadał... Dobrze, zapomniała, była jeszcze Maddie, która nagle pojawiła się tuż koło niej i Declana wraz ze swoim wiernym towarzyszem - dobermanem o imieniu Scott.
      -Cześć, Mads- Lena spojrzała na młodszą siostrę, która jedynie obrzuciła ją spojrzeniem, a potem, jak gdyby nigdy nic stanęła na przeciw Declana i wyciągnęła ręce w górę, dając tym samym znak chłopakowi, że ten ma ją dźwignąć.
      -Świetnie, pięciolatka kradnie mi chłopaka- Lena, z założonymi rękami na wysokości piersi spojrzała na ten jakże prześliczny obrazek, kiedy to Declan z miną męczennika podnisił Maddie, by wziąć ją na ręce.
      -Pobawisz się ze mną? - zapytała dziewczynka, przytulając się do Ridgley'a, co miała robić w zwyczaju za każdym razem, gdy ten był wręcz na wyciągnięcie jej ręki.
      -Czemu mnie na rękach nie nosisz?- Lena z udawanym oburzeniem spojrzała w stronę chłopaka, unosząc w górę jedną brew.

      Usuń
  19. Kiedy Lena pierwszy raz przyprowadziła Declana do domu, a było to jakiś rok od momentu, kiedy się poznali, jej macosze jakby nagle odbiło. Przygotowała wtedy mega wypasioną kolację, nawet nie marudząc o tym, że potem to ona będzie musiała wszystko posprzątać i umyć. A kiedy już Declan przekroczył próg domu państwa Orlowskich, Lily patrzyła na niego wręcz maślanymi oczami, przez co Lena musiała ją kilkakrotnie kopnąć w nogę, spojrzeniem wskazując na ojca, który nie był zbytnio zadowolony tejże kolacji.
    Ale przeżyli tą i kilka innych kolacji, podczas których to Maddie coraz bardziej zaczęła przyzwyczajać się do Declana, aż pewnego razu tak bardzo go polubiła, że zostało jej to aż do dzisiaj. Lena czasami śmiała się z tego zachowania swojej młodszej siostry. Kiedy tylko z Declanem pojawiali się w domu, mała wręcz kradła go na długie godziny, swoją starszą siostrę ignorując całkowicie. Cóż, chyba i jak Lena, nie widziała poza Ridgley'em reszty świata. Dwudziestolatce nawet odpowiadało to, że jej chłopak był porywany przez młodszą, a ona miała kilka godzin spokoju. W końcu przebywała z nim prawie codziennie. Wróć, przebywała z nim codziennie. Nawet pozwalała, aby spał u niej w pokoju, kiedy u niego na łóżku miejsca nie było, bo leżały ciuchy. A czasami była tak wredna, że wyrzucała go do siebie z rozkazem posprzątania, bo ona musi się wyspać na następny dzień bo coś tam. Więc wówczas Declan był zmuszony wracać do siebie i nie pomagały tu miny w stylu małego szczeniaczka. Była z nim już wystarczająco długo, że zdążyła się na nie uodpornić.
    -Nagle Cię siły opuściły, Ridgley, czy sugerujesz, że przytyłam?- zapytała, unosząc w górę zaczepnie jedną brew, ale odpowiedzi się niestety nie doczekała, bo jej chłopak zdążył już wbiegnąć na piętro domu, śmiejąc się przy tym, jakby właśnie opowiedział najlepszy żart w swoim życiu. Uprzedzając - Declan Ridgley zazwyczaj rzucał takimi sucharami, że bardziej płakać się chciało, niż śmiać. Do takiego wniosku oczywiście doszła Lena, po tych latach spędzonych u jego boku.
    Więc kiedy dwójka zniknęła w pokoju małej Maddison, Lena, nie widząc innego wyjścia, ruszyła do kuchni, z lodówki wyciągając dzbanek ze schłodzoną lemoniadą domowej roboty. Lily ostatnimi czasu coś odbiło i wiele rzeczy robiła w domu. Nawet zainwestowała w maszynę do wypiekania chleba, przez co pieniądze wydawała jedynie na składniki do jego zrobienia. A chleby robiła najróżniejsze, i Lena musiała przyznać, że dobrze jej to szło. Natomiast spiżarnia była pełna domowych przetworów i dżemów, bo to kiedyś kochany tatuś Leny napomknął, że pamięta, jak jego babcia w dzieciństwie takie ów przetwory i dżemy robiła. To się Lily Orlowsky wzięła za siebie i dogadzała mężowi, jak tylko można. Szalona kobitka, nie ma co.
    Spokojnie siedziała na blacie, kiedy w pewnym momencie usłyszała tupot małych stóp, a po chwili doszedł tupot i tych głośniejszych, oraz głos Declana, który mówił żeby Maddie uważała na schodach, bo jeśli nie, to się przewróci. Następnie w kuchni pojawił się Ridgley w towarzystwie młodszej sióstr, która to wystroiła się w najnowszą spódnicę baletnicy i różowe rajstopki, a na głowę włożyła małą tiarę. Cóż, wyglądała jak mała księżniczka i tak przez wszystkich też była traktowana.
    -Będziesz mi jeszcze przynosił rogalika z czekoladą przez cały tydzień i sprzątał swój pokój, a wtedy będę po Twojej stronie- powiedziała z chytrym uśmiechem, przyglądając mu się uważnie. Tak, uwielbiała się z nim targować. Czasami przegrywała, ale jeśli już wygrywała, to szła na całego i stawiała różne warunki. A biedny Declan potem musiał je wypełniać, kiedy to Lena z uśmiechem wzycięzcy spoglądała na niego, nie dając mu spokoju.
    -To jak, Ridgley? Idziesz na moje warunki?-zapytała po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  20. Spodziewała się tego, że Declan będzie się targować, jednak nie pomyślała, że podejdzie do tego tematu tak zaciekle. Szczerze mówiąc, to przy nim stała się taka złośliwa i zaczęła bardziej walczyć o swoje. Przed poznaniem Declana niewiele jej było potrzeba - od rodziców dostawała to czego chciała, nie musiała nawet byt długo prosić. Dopiero kiedy jej drogi splotły się z Declanem, kiedy wspólnie zaczęli jakoś sobie przyszłość układać, musiała się nauczyć targowania, aby tylko wyszło na jej. Owszem, na co dzień była miła, uczynna i ogólnie do rany przyłóż. Nieraz potrafiła podejść do jakiegoś bezdomnego pana, by chwilę później lecieć do sklepu i wręczyć mu reklamówkę wyładowaną po brzegi jedzeniem, ale kiedy przychodziło do targowania się z Declanem, zamieniała się w człowieka bez serca, i musiała przyznać, że zabawne było przyglądać się, kiedy to Ridgley biegał, byleby Lena była zadowolona, a on nie musiał słuchać jej marudzenia. Och, wówczas była bez serca i jak to chłopak wspominał, zostawiła je na Arktyce.
    Ale aż tak zła nie była, nie przesadzajmy. To ona robiła im ogólnie obiady i czasami nawet zabierała się za sprzątanie pokoju chłopaka, kiedy stwierdziła, że już to trzeba zrobić, bo ileż ciuchy mogą leżeć na łóżku bądź podłodze. A idąc według myślenia Declana - mogły leżeć ciągle. Po co je chować do szafy, jeśli po chwili i tak miało się je z niej wyciągać. No więc, drodzy państwo, już nie mówmy, że Lenka taką złą dziewczyną była.
    Kiedy jednak Declan zaczął mówić, oczy Leny robiły się coraz większe. Cholera, tego nie przemyślała, źle to wszystko rozegrała i była teraz wręcz na pozycji przegranej. Jasna cholera. Zagryzła delikatnie wargę, intensywnie myśląc, jak to wszystko odkręcić. Zjebała. Po całości. Westchnęła głośno, po czym spojrzała na Declana, by następnie zsunąć spojrzenie w dół, na jego brzuch. Owszem, nadal dobrze się prezentował, jak większość młodych mężczyzn w jego wieku i Lena, jak każda chyba kobieta szalała na punkcie ładnie wyrzeźbionego męskiego brzucha ale...nie mógł jej tego zabrać. Nagle jednak w głowie dwudziestolatki zaświeciła się nowa myśl.
    -Hm... w takim razie Ty będziesz musiał przeżyć tydzień bez moich cycków. Całe siedem dni i siedem nocy, licząc od dzisiaj- powiedziała, uśmiechając się złośliwie, bo wiedziała, że teraz i Declan będzie się zastanawiał, czy aby na pewno dobrze przedstawił swoje warunki. Następnie, by dać mu chwilę do zastanowienia się i przeanalizowania wszystkiego, spojrzała na Maddie, która ze złośliwym uśmieszkiem na dziecięcej twarzyczce spoglądała na szklankę, która powoli się zapełniała. A kiedy to napój był już prawie że przy brzegu i zaczął się przelewać, krzyknęła, że starczy.
    -To jak, ? Podejmujesz ze mną to wyzwanie? Bo ja się zgadzam na Twoje propozycje- powiedziała po chwili, machając nogami w powietrzu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uśmiechnęła się chytrze, widząc to nagłe zrezygnowanie, które pojawiło się na twarzy jej chłopaka. Naprawdę myślał, że Lena tak łatwo się podda? Byli ze sobą już szmat czasu, powinien wiedzieć, że dziewczyna tak łatwo się nie poddaje, że zawsze coś wymyśli. Nie, to nie w zwyczaju Leny było się poddawać, rezygnować z wygranej, bo bała się przegrać. Kiedy Declan na nią spojrzał, posłała mu całusa, machając chwilę potem, jakby właśnie chciała mu pokazać, że przegrał, a ona wygrała i już się napawa tym zwycięstwem. Bo nie miała zamiaru biegnąć do niego po kilku dniach i dać mu tą satysfakcję. Pomęczy się przez tydzień, a może i nawet krócej, bo nie wierzyła w to, że Ridgley da radę całe siedem dni bez niej u boku.
    Wiedziała też, że teraz będzie za wszelką cenę robić wszystko, aby chłopak wymiękł. Ot, taki mały diabełek znów przejął ciało Leny i namawiał ją do złego. Kiedy w końcu już uścisnęli sobie dłonie, jak to w zwyczaju było, gdy ktoś się ze sobą zakładał, posłała mu kolejny, wesoły uśmiech, po czym zeskoczyła z kuchennej wyspy i stanęła przed swoją siostrą, która teraz niemołosiernie siorbała chłodną lemoniadę, przez co dwudziestolatce aż uszy więdły. Bo Lena bardzo nie lubiła siorbania, bardzo ją to drażniło.
    -Słuchaj, mała, mam propozycję. Masz takie śliczne ubranko, wręcz idealne do tańca. Wykorzystajmy to, że rodziców nie ma, puśćmy głośno muzykę i nauczmy Declana tańczyć, co?- zapytała wesoło, kucając przy stole i spoglądając na małą Maddie, u którem malował się powoli szeroki uśmiech. Dziewczynka spojrzała na Declana swoimi wielkimi, dziecięcymi oczami a potem ochoczo potrząsnęła głową, zgadzając się z propozycją starszej siostry.
    -Tak! On nie umie tańcyć!- wesoły krzyk Maddie rozniósł się po całym domu, a Lena podniosła się z kucków i stanęła na przeciw Declana, rozbawiona całą sytuacją.
    -W sumie, jak moja siostra ma idealny strój do tańca, to ja też muszę się przebrać- powiedziała, chcąc powoli realizować swój złowieszczy plan. Cmoknęł go szybko w usta, krzyknęła, że zaraz wraca i w te pędy pobiegła do swojego starego pokoju, gdzie jeszcze miała większość ubrań. Nie musiała długo szukać, już po kilku minutach wróciła przebrana w zwykłą koszulkę na ramiączkach i krótkie spodnie.
    -Chodź, pokas! Pokas jak tańcys!- Maddie zeskoczyła z krzesła, ignorując całkiem Declana, po czym podbiegła do Leny, aż sama dziewczyna się zdziwiła, że nagle aż tak bardzo zwróciła na siebie uwagę młodszej siostry. Orlowsky wzięła ją na ręce, po czym spojrzała na Declana, uśmiechając się.
    -Chodź, pouczymy Cię. Chciałam dzisiaj dla Ciebie zatańczyć, no, ale że mamy mały zakład, to muszę ten taniec przełożyć. A szkoda, przygotowałam coś fajnego- westchnęła, niby to ze zrezygnowaniem, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę salonu, gdzie postawiła Maddie na podłodze. Pięciolatka podbiegła do telewizora, który sprawnie już obsługiwała, chyba nawet lepiej niż sama Lena i reszta rodziny, po czym włączyła jedną ze stacji muzycznych. Jedna z piosenek już się kończyła, ale następnym puszczanym utworem miał być jeden z dobrze już znanych utworów tego lata. Lena westchnęła. Naprawdę, Enrique Iglesias leciał teraz wszędzie, a ona nie raz już tańczyła do tej piosenki, bo po prostu wpadała w ucho i sprawiała, że aż chciało się tańczyć, albo może ona tylko tak miała. Przeczesała palcami włosy, po czym spojrzała na Maddie.
    -Gotowa?- zapytała w momencie, kiedy Declan raczył w końcu do nich dołączyć i miał chyba zamiar ruszyć w stronę kanapy.
    -Nie idziesz, tańczysz z nami- Orlowsky chwyciła chłopaka za rękę, przyciągając go do siebie.
    -To bardzo fajna piosenka, idealna do tańca- zaśmiała się, widząc jego zrezygnowaną minę.

    OdpowiedzUsuń