Leo Hautamäki
urodzony 8 stycznia 1994 roku w Helsinkach
17 lat w USA
II rok astronomii
Lunatyk, niespełniony filozof, cichy miłośnik komiksów i fantastyki
Lunatyk, niespełniony filozof, cichy miłośnik komiksów i fantastyki
Leo to taka trochę pomyłka gatunkowa. Z imienia lew, z wyglądu człowiek a z charakteru zdecydowanie baran. Każdemu powtarza, że nie czuje potrzeby integrowania się, przynależenia do żadnych grup czy klubów. To zaledwie półprawda, bo czasem chciałby być nieco bardziej uspołeczniony. Matka natura poskąpiła mu jednak mocnej, wyrazistej osobowości i klasycznej, męskiej urody (przestał twierdzić, że urody jako-takiej, kiedy jego siostra bliźniaczka, której ewidentnie przypadła ta lepsza połowa genów, przyprowadziła swojego pierwszego chłopaka). Jest tylko cichym, spokojnym i nieco nudnym niemową z obsesją na punkcie czystości i wszechobecnych bakterii. Uchodzi za dość tajemniczego, głównie dlatego, że nie ma w zwyczaju upubliczniać własnych uczuć, przemyśleń i namiętności, Podobno na takich facetów lecą dziewczyny, głównie te z natury ciekawskie; Leo w to nie wierzy, dostrzegł natomiast, że takim jak on wszyscy chętnie się zwierzają. Nie przepada za tym, dlatego nigdy nie wykorzystuje tego do własnych celów, w przeciwieństwie do jego najlepszego przyjaciela, który notorycznie posyła go na zwiady do dziewczyn, które aktualnie mu się podobają. Tym sposobem Leo spełnia się w roli cichej swatki, darmowego psychologa, rękawa w który można się wypłakać i etatowego doradcy w sprawach wszelakich, samemu dusząc w sobie ból i żal po wyjątkowo bolesnym końcu wielkiej miłości, frustrację spowodowaną byciem rodzinną tęczową czarną owcą i niewielką kupkę innych, codziennych nieszczęść. I nawet by mu to nie przeszkadzało, gdyby w końcu pozbył się wrażenia, że jego najbliżsi traktują go jak maszynę.
On jest milutki, naprawdę. :(
Tytuł sponsoruje rodzina Addamsów.
Tytuł sponsoruje rodzina Addamsów.

[Wyobrażenie mojego Loueya rzucającego piłeczką w Leo strasznie mnie rozbawił nie wiedzieć czemu. Cóż mogę powiedzieć, postać ze względu na taki charakter z pewnością nie należy do tych, z którymi łatwo wymyślić jakiś wątek/powiązanie. Jednakże, gdy coś wpadnie mi do głowy to zerknę tu ponownie. Cześć, witaj na blogu, baw się z nami dobrze!]
OdpowiedzUsuńLouey
[Będę miała chyba słabość do wszystkich studentów astronomii, bo w poprzednim życiu Clarissa również była ogromną fanką wszystkiego, co związanego z kosmosem i w ogóle. Taki do przytulenia ten twój Leo, powiem ci, szkoda mi go. :c Oczywiście w ten dobry sposób, że tak powiem. Baw się dobrze!]
OdpowiedzUsuńClarissa Skywalker
[Witam bardzo serdecznie na blogu! Życzę masy udanej zabawy oraz wielu owocnych wątków! ;3]
OdpowiedzUsuńSky/Diego
(Rodzina Addamsów zawsze fajna. :D Cześć, witam ciepło na blogu i życzę mnóstwo ciekawych wątków. Strasznie smutny jest ten Leo, aż sie ma ochotę go porządnie przytulić. Oby nie był długi taki smutny!^^
OdpowiedzUsuńWątku na razie nie proponuje, żadnego pomysłu na połączenie naszych postaci nie mam. Jak wrócę z urlopu i będę miała lepszy dostęp do laptopa to możemy nad czymś pomyśleć.^^)
Isabella
[Dzień dobry! Fakt, turboniegrzeczne też są, zgodzę się z tym :)
OdpowiedzUsuńI chęć na wątek jest, gorzej z pomysłami. Oboje to takie dzikusy trochę. Chyba, że Lyndsey będzie od jakiegoś czasu obserwować Leo i kiedy po raz kolejny zobaczy jak lata do dziewczyn za swojego przyjaciela, może go trochę wyśmiać.]
Lyndsey
[Pisałyśmy razem na BHHS i tam była Sky :D Wątek jak najbardziej, a Sky w sumie takiej ochrony wymaga bo momentami bywa bardzo krucha :3]
OdpowiedzUsuńSky/Diego
[Dobry wieczór! Chyba ten niespełniony filozof najbardziej mnie tu przyciągnął, a później cała reszta.
OdpowiedzUsuńUdanego pobytu tutaj życzę!]
Jeffrey
[Cześć, Kruczku. Pośpiewamy Jamesa Blunta? Myślę, że to byłby idealny początek. <3 XD
OdpowiedzUsuńI tak, musiałam, po prostu musiałam dodać taki komentarz. Kusiło mnie to już od kilku godzin.]
Blythe, ale niestety nie Gilbert, ani nie Ania (z domu Shirley), tylko Ean
[Tak, tak! To byłoby piękne! XD
OdpowiedzUsuńJakie błędy? Nie ma żadnych błędów. W moim odpisie pewnie jakieś się pojawią, więc już z góry za nie przepraszam.
I przyznaj, że to zbieranie materiału do badań jest tylko marną przykrywką! Mnie nie okłamiesz. XD]
Ean nie miał pojęcia, kiedy jego uczucia względem Leo zaczęły się zmieniać. Zawsze go lubił. Nawet wtedy, gdy dowiedział się, że chłopak jest chłopakiem jego brata. Polubił go prawie od razu, gdy Mikael ich sobie przedstawił. Przez myśl mu nawet nie przeszło, że z czasem może poczuć do niego coś więcej. Jakby nie było, to związali się ze sobą tylko po to, by wzbudzić zazdrość w swoich byłych.
Cały dzień ciągnął mu się niemiłosiernie. Rano oczywiście pokłócił się z bratem, który wyglądał na niezwykle zadowolonego z siebie. Potem posprzątał mieszkanie i zrobił zakupy, by przygotować coś do jedzenia. Może nie był wybitnym kucharzem, ale jak na razie nikogo nie otruł i dobrze odnajdował się w kuchni.
Ean wiedział, że to głupie, ale naprawdę się starał. Starał się dla Leo. Wziął nawet niezwykle długi prysznic, by oczyścić ciało z farby, którą był wiecznie ubrudzony. Nawet gdy był z Mikaelem, nie zwracał uwagi na to, czy gdzieś na jego dłoniach lub ramionach nie pozostały przypadkiem smugi farby. Mikael zawsze się z niego śmiał, ale powtarzał, że ani trochę mu to nie przeszkadza.
Był w naprawdę dobrym humorze i choć nie był co do tego przekonany w stu procentach, to chciał powiedzieć Leo o swoich uczuciach. Albo przynajmniej poprosić go, by dalej udawali parę. Dzięki temu zyskałby trochę czasu, by zebrać się w sobie i bez problemu wyznać chłopakowi, co czuje.
Otworzył drzwi i wpuścił go do środka, z lekkim uśmiechem na ustach, który szybko zniknął. Wpatrywał się w niego, czekając aż w końcu się odezwie. Jego dobry humor powoli zaczął się ulatniać. Otworzył usta, ale zaraz szybko je zamknął i tak kilka razy, przez co zapewne wyglądał jak ryba, czym nie za bardzo się przejmował. Czuł się tak, jakby ktoś wylał mu na głowę kubeł zimnej wody. Nie, nie zimnej - lodowatej.
– C-co? – tylko to zdołał wykrztusić, wciąż będąc w szoku. Odetchnął głęboko i odezwał się, gdy choć częściowo udało mu się otrząsnąć z szoku. – Victor był u ciebie wczoraj wieczorem i stwierdził, że wasze rozstanie było błędem i chce do ciebie wrócić? – powtórzył jego słowa, jakby nie mogą uwierzyć, że to co usłyszał może być prawdą. Nie, to nie mogło być prawdą. Vic nie mógł chcieć wrócić do Leo. Zwyczajnie nie mógł...
Przeczesał dłonią włosy, błądząc wzrokiem po całym pomieszczeniu, byleby tylko nie patrzeć na Leo. Nie miał pojęcia, jak długo pomiędzy nimi panowała cisza.
– Czyli... wróciliście do siebie? Tak po prostu? – jego głos załamał się nieco i był przez to na siebie wściekły. Odchrząknął. – Dlaczego się nie cieszysz? – spytał w końcu, gdy uświadomił sobie, że Leo wcale nie wygląda i nie zachowuje się tak, jakby był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Ean
[Wiedziałam! Dobrze Wam tak! XD]
OdpowiedzUsuńNie potrafił uwierzyć w to, że jego brat tak po prostu poszedł do Leo i powiedział mu, że chce do niego wrócić, że chce by znów byli razem. Jeszcze kilka dni temu Vic śmiał się z nich i mówił, że niepotrzebnie udają parę, bo to i tak nic nie da. Nazwał nawet Eana żałosnym i niezwykle zdesperowanym, skoro właśnie w tej sposób chce odzyskać Mikaela. Problem polegał na tym, że Ean już nie chciał Mikaela. Chciał jego brata. Czy jego życie mogłoby być jeszcze bardziej pokręcone?
Patrzył mu prosto w oczy, mając wrażenie, że cały świat usuwa mu się spod nóg.
– Fakt – mruknął, a na jego ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech. – Jasne, rozumiem, ale... – zamilkł, bo i tak nie wiedział, co powinien powiedzieć. – Może pójdziemy do salonu, usiądziemy i pogadamy o wszystkim na spokojnie? – zaproponował, gdy uświadomił sobie, że wciąż stoją w korytarzu.
Przepuścił Leo pierwszego, a potem podążył za nim. Mieszkanie było całkiem duże, jak na potrzeby Eana i Victora. Salon był wręcz ogromny, tak samo jak kuchnia. Ściany były pomalowane na brąz i Eana aż świerzbiły palce, by coś na nich namalować, ale Victor się na to nie zgodził.
W całym mieszkaniu unosił się zapach jedzenia, ale Ean nie chciał teraz myśleć o lasagne, która przygotował specjalnie na to spotkanie. Był głupi. Tak bardzo głupi, skoro sądził, że pomiędzy nimi może być coś więcej od udawanego związku.
Przysiadł na dużej i niezwykle wygodnej kanapie, a potem odwrócił się niemal całym ciałem w stronę swojego gościa. Milczał przez kilka dobrych minut, próbując znaleźć odpowiednie słowa. Czy powinien mu teraz powiedzieć o swoich uczuciach? Czy może lepiej będzie, jeżeli zdecyduje się na milczenie? Sam już nie wiedział, co powinien zrobić. Wyłamywał sobie palce, co było jedną z oznak jego zdenerwowania.
– Ale chcesz do niego wrócić, prawda? To znaczy... wrócisz do niego, jak już sobie wszystko poukładasz w głowie, tak? – powiedział pierwsze, co mu przyszło na myśl. Swoje uczucia odrzucił na bok i w pełni skupić się na Leo.
Właśnie taki był plan. Udawali ten związek tylko po to, by Leo mógł odzyskać Victora, a Ean Mikaela. Chyba powinien się cieszyć, że ten okropny plan powiódł się przynajmniej częściowo.
– Chyba powinienem ci pogratulować, co? – mruknął, bawiąc się frędzlami ozdobnej poduszki. – Udało ci się, Vic chce żebyście do siebie wrócili.
Czego Ean mógłby pogratulować samemu sobie? Tchórzostwa. Po tym, co usłyszał nie był pewien, czy powinien powiedzieć Leo o swoich uczuciach.
– Jesteś pewien, że właśnie tego chcesz? – spytał cicho i podniósł wzrok, by spojrzeć mu prosto w oczy.
Ean
[I dobrze się czujesz! XD
OdpowiedzUsuńSą jednak plusy Twojego zła... Może dzięki niemu łatwiej uda Ci się otrzymać pracę u Sama Wiesz Kogo w Rosji? XD]
Słuchał go uważnie, nie mając pojęcia, co tak właściwie powinien o tym wszystkim myśleć.
– Nie, wcale nie jesteś okropny – odparł i zaśmiał się cicho, ale w tym śmiechu brakowało wesołości.
Domyślał się, że Leo może zadać mu to pytanie, ale nie miał na nie przygotowanej żadnej odpowiedzi.
– Ja... – No powiedz to, idioto! Powiedz mu, co czujesz. Wykrztuś to z siebie, ty tchórzu! – Przejmuję się tobą – powiedział w końcu, odwracając wzrok. Przez chwilę błądził spojrzeniem po całym salonie, aż w końcu zmusił się do tego, żeby ponownie spojrzeć na Leo. Nawet nie zauważył, kiedy opuścił swój koniec kanapy i przysunął się do chłopaka.
– W pewien pokręcony sposób naprawdę zaczęło mi na tobie zależeć i boję się, że mój brat znów może cię skrzywdzić. Nie mówię tego tylko ze względu na to, że Vic i ja nie za bardzo się lubimy. Wiem, jaki on jest. To nie jest zły facet, ale mimo wszystko... – wzruszył lekko ramionami. – Nie ufam mu, Leo – dodał niemal szeptem.
Stchórzył. Zwyczajnie stchórzył. Chyba nie był gotowy na ponowne odrzucenie. Jeszcze kilka tygodni temu leczył złamane serce i wydawało mu się, że teraz jest już z nim okej. Nie mógł pozwolić na to, by ktoś znów złamał mu serce. Tylko czy w postępując w ten sposób, sam sobie przypadkiem nie łamie serce? Cholera.
Wyciągnął dłoń i nim uświadomił sobie, co tak właściwie robi, opuszkami palców musnął policzek Leo. Jego spojrzenie zjechało na usta chłopaka i właśnie w tej chwili Ean uświadomił sobie, że nigdy tak naprawdę się nie całowali. Bo te kilka pocałunków na pokaz, przecież nie były prawdziwymi pocałunkami. Ean przygryzł mocno dolną wargę i znów spojrzał mu w oczy. Zabrał dłoń i ponownie zaczął wyłamywać sobie palce. Nawet nad tym nie panował.
– I jesteś w błędzie. Nie masz wobec mnie żadnych zobowiązań – powiedział i uśmiechnął się sztucznie. – Opracowaliśmy plan. Udawaliśmy parę tylko po to, by wzbudzić zazdrość w naszych braciach – parsknął śmiechem, gdy uświadomił sobie, jak to zabrzmiało. – Tobie się udało, mi nie. Chyba już pogodziłem się z tym, że Mikael mnie nie chce. Nie zmuszę go do tego, by znów się we mnie zakochał.
Dopiero kilka dni temu to zrozumiał. Dotarło do niego, że skoro Mikael nie chce z nim być, to choćby nie wiadomo co, Ean go do tego nie zmusi. Uderzyła go myśl, że tak samo było w przypadku Leo. Jeżeli Leo chce wrócić do Victora, to Ean go nie zatrzyma.
– Jesteś głodny? – spytał nagle. Chciał przeciągnąć to spotkanie możliwie jak najdłużej. Zwyczajnie nie był gotowy, by już rozstać się z panem Hautamäki. – Zrobiłem lasagne i jakąś sałatkę. Nie jest to co prawda mistrzostwo świata, ale na pewno da się zjeść. Skusisz się? – kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu. Tym razem szczerym.
Ean
[Cholera, chyba powinnam zacząć się bać. :o Tylko jak już zaczniesz u nich pracować, to nie zapomnij o reniferach, ok? XD]
OdpowiedzUsuńNie odpowiedział. Nie był w stanie odpowiedzieć. Chciał wykrzyczeć, że nie, że nie zależy mu na Leo jak na przyjacielu, że zależy mu na nim tak, jak kiedyś na Mikaelu.
Miał wielką ochotę się roześmiać i tylko cudem się powstrzymał. Pokręcił lekko głową, jakby nie mogąc uwierzyć, że Leo naprawdę to powiedział.
– Tak, to całkiem słodkie – wymamrotał, bardziej do siebie, niż do niego.
Uniósł jedną brew, gdy spojrzał na swojego gościa i dostrzegł na jego twarzy rumieniec. Miał już na końcu języka pytanie, ale w ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem go na głos.
Ean starał się czymś zająć swoje myśli. Wiedział, że jeżeli w pełni skupi się na swoich uczuciach do Leo, to prędzej czy później się rozpadnie. A nie mógł się rozpaść w jego towarzystwie. Będzie mógł się nad sobą poużalać, jak już zostanie sam i zamknie się w swoim pokoju.
Jeszcze kilka minut temu był strasznie głodny, a teraz miał ściśnięty żołądek i bał się, że nie zdoła niczego przełknąć. Mimo wszystko chciał chociaż spróbować się napchać. Może jak się napcha, to przestanie gadać durnoty?
– Mhm, naprawdę świetnie pachnie. Wspominałem ci kiedyś o mojej babci, która była wspaniałą kucharką, prawda? – nie musiał pytać, bo doskonale to pamiętał. Pamiętał, jak jakiś miesiąc temu zaprosił Leo do domu, akurat wtedy, gdy Vic zorganizował jakąś popijawę z kumplami. Skończyło się na tym, że Ean i Leo zamknęli się w sypialni i przegadali niemal całą noc. Głównie to Ean mówił, ale chyba żadnemu to nie przeszkadzało. Opowiedział Leo o przeprowadzkach i o dalszej rodzinie, mieszkającej w Australii, którą raz do roku odwiedzali. – Wczoraj wieczorem trochę się nudziłem, więc poprzeglądałem jej zeszyty z przepisami. No i postanowiłem poeksperymentować.
Podniósł się i poszedł do kuchni, zerkając na Leo przez ramię. Kuchnia była połączona z jadalnią. Głównie to Ean w niej urzędował, bo Vic nie miał głowy do gotowania. Nawet jajecznicy nie potrafił przygotować. Na stole stały już dwa talerze, sałatka i coca-cola. Dobrze, że zrezygnował ze świeczek. Wtedy to dopiero wyglądałoby dziwnie.
– Wiedziałem, że przyjdziesz, więc... emmm, przygotowałem wcześniej – sam do końca nie miał pojęcia, dlaczego się tłumaczy. Tym razem to na twarzy Eana pojawił się rumieniec. Wykonał nieokreślony gest ręką. Przeklął na siebie w duchu, a potem zajął się wyciągnięciem lasagne z piekarnika. Postawił ją na stole, a potem nałożył im dość spore porcje na talerze.
– Zacząłem wątpić w to, że nasz plan się powiedzie – zagadnął, po zjedzeniu połowy swojej porcji. Milczenie z Leo nigdy nie było ani krępujące, ani nieprzyjemne. Ean lubił zarówno z nim rozmawiać, jak i zwyczajnie milczeć. Mimo wszystko teraz potrzebował jakiegoś koła ratunkowego, a rozmowa wydawała się odpowiednia. Tylko dlaczego znów powrócił do tego tematu? Mógł powiedzieć lub zapytać o cokolwiek innego, ale nie. Idiota.
Ean
[Dlaczego nie wiesz czy powinnaś? XD To dobrze, miał być człowieczkiem, który właśnie pomimo irytowania ludzi wzbudza sympatię XD Ja niestety wciąż nie mam żadnych pomysłów, ale spokojnie. Jak tylko coś wymyślę to tutaj wrócę :D]
OdpowiedzUsuńLouey
[Jeju, tylko nie pokemony. Miej litość, błagam! XD]
OdpowiedzUsuńRównież się zaśmiał. Tak, tamta noc zdecydowanie należała do ciekawych. Uśmiech na jego ustach nieco zbladł. Chciałby zabrać Leo na prawdziwą randkę, ale wiedział, że teraz już na to za późno.
– Tak, masz rację. Nasz plan był zwyczajnie strasznie głupi – przyznał. – Wydawał nam się tak genialny, bo byliśmy strasznie zdesperowani. Obojgu nam zależało na tym, bo odzyskać swoich chłopaków... Ludzie robią różne głupie rzeczy z miłości – nawet nie zwrócił uwagi na to, że jego głos załamał się nieco przy ostatnim słowie. Odetchnął głęboko i upił kilka łyków coli. – Bałem się, że mi nie wyjdzie, ale na szczęście smakuje tak, jak lasagne babci, więc niczego nie popsułem. I miło mi, że to mówisz.
Czuł się trochę dziwnie. Tak bardziej... oficjalnie? Jakby nie byli przyjaciółmi, tylko ludźmi, którzy dopiero co się poznają i nie za bardzo wiedzą, o czym powinni rozmawiać.
– Jeszcze kilka tygodni temu obawiałem się tego, co będzie, jeżeli Mikael jednak nie zechce do mnie wrócić – powiedział, odsuwając od siebie talerz. Wzrok miał wbity w pustą szklankę, którą obracał w dłoniach. – Lubiłem go, bardzo. Lubiłem spędzać z nim czas. A przede wszystkim lubiłem to, że on szanuje mnie takim, jakim jestem. Gdy ze mną zerwał... miałem wrażenie, że nie przeżyję bez niego. Stał się jednym z najważniejszych ludzi w moim życiu i pewnie na zawsze pozostanie. Ale miał rację w jednym. To, cokolwiek między nami było, już się wypaliło – westchnął i podniósł wzrok. – Rozumiem to dopiero teraz. Wtedy, tuż po zerwaniu... gdyby nie ty i nie ten nasz genialny plan, nie dałbym sobie rady.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak melodramatycznie brzmiał, ale nie za bardzo się tym przejmował. Byli sami, a Ean wiedział, że w pewnym sensie może otworzyć się przed Leo. Nawet jeżeli nie może wyznać mu swoich uczuć. Nie, jeżeli Leo naprawdę zamierza wrócić do Victora. Wyznając chłopakowi swoje uczucia, w mniemaniu Eana, tylko by się ośmieszył. Jak mógłby potem spojrzeć mu w oczy? Jak mógłby przeżyć odrzucenie? Ledwo podniósł się po rozstaniu z Mikaelem. Co jeżeli tym razem już by mu się to nie udało?
– Mój brat jest prawdziwym szczęściarzem – mruknął, pochylając się nad stołem. – Mam tylko nadzieję, że on zdaje sobie sprawę z tego, jak wspaniałym człowiekiem jesteś, Leo.
Kąciki ust Eana uniosły się w łagodnym uśmiechu. Zazdrościł Victorowi. Chyba po raz pierwszy w życiu, Ean czegoś bratu zazdrościł. A raczej - kogoś.
Wyprostował się i nałożył sobie sałatki, w której chyba znajdowało się wszystko, co tylko miał pod ręką i nadawało się do zmieszania ze sobą. Wbił widelec w pomidorka koktajlowego, wyobrażając sobie, że to... Nie, stop. Ogarnij się, Ean. Nie rób z siebie większego świra, niż jesteś.
Ean
[Chyba powinnam jak najszybciej uciec z kraju. XD]
OdpowiedzUsuńParsknął śmiechem.
– Mikael jest świetnym facetem. Było nam fajnie razem, ale to chyba nie było to – wzruszył ramionami. – Jeżeli wiesz o co mi chodzi – dodał, jakby niepewnie.
W uszach wciąż dźwięczały mu słowa Mikaela. Dopiero teraz, gdy tak bardzo on i Leo się do siebie zbliżyli, zrozumiał, że Hautamäki miał rację.
Zmarszczył brwi, gdy Leo się podniósł, a już po chwili siedział tuż obok niego. Miał nadzieję, że jego towarzysz nie zauważył, jak Ean zadrżał, gdy tylko poczuł dłoń Leo na swoim ramieniu.
Bez zastanowienia splótł razem ich palce. Oderwał wzrok od talerza, w który usilnie się wpatrywał i spojrzał na ich dłonie. Wciąż nie mógł się zmusić do tego, by spojrzeć mu w oczy.
– Przykro mi, ale nie mogę... nie potrafię... – wyszeptał. Zdawał sobie sprawę z tego, jak głupio brzmi. Po raz kolejny dotarło do niego, jak wielkim tchórzem jest.
W końcu podniósł wzrok i spojrzał Leo w oczy. Potem jego wzrok, jakby automatycznie, przesunął się na wargi chłopaka. Reszta potoczyła się niezwykle szybko. Nawet nie zauważył, kiedy objął policzek Leo wolną dłonią i pochylił się, by następnie przycisnąć usta do jego ust. Ich pierwszy, prawdziwy pocałunek. Tym razem nie było udawania przed którymś z chłopaków. Ten pocałunek miał w sobie coś magicznego, a przynajmniej tak się Eanowi wydawało. Wcześniej nawet nie zauważył, jak miękkie wargi ma Leo i jak świetnie jest mieć je tuż przy swoich. Ean wplątał palce we włosy Leo i naparł na niego mocniej, jakby chcąc upewnić się, czy może pogłębić pocałunek. Jakiś cichy głosik w jego głowie mówił, że nie powinien tego robić, że powinien jak najszybciej odsunąć się od chłopaka swojego brata. Ale Leo nie był jeszcze chłopakiem Victora, a Victora tutaj nie było, więc...
Cholera. Victor.
Przed oczami Eana pojawił się obraz brata. Mogli drzeć ze sobą koty, ale wciąż byli braćmi. Vic mógł tysiąc razy powtarzać, jak bardzo nie lubi swojego młodszego brata, ale rodzina to rodzina. A co jeżeli Victor rzeczywiście zrozumiał, że odrzucając Leo popełnia ogromny błąd i chce do niego wrócić, bo wciąż go kocha?
Oderwał się od Leo, ale nie odsunął się. Oparł swoje czoło o jego i próbował uspokoić swoje szaleńczo bijące serce.
– Lubię cię bardziej, niż powinienem – wymamrotał, uchylając powieki, które nie wiedział nawet kiedy, przymknął. – Wiem, że ty chcesz żebyśmy zostali przyjaciółmi, bo wciąż kochasz mojego brata, więc... szanuję to – powiedział na wydechu. Gdyby ktoś zmusił go do powtórzenia tych słów, nie potrafiłby tego zrobić. Pogładził kciukiem jego policzek i odsunął się. Powstałym pomiędzy nimi dystansem przejął się bardziej, niż powinien. Przyjaciele... może jakoś to przeżyje.
Ean
[Już sobie załatwiam lot na Marsa (tak naprawdę to tylko przykrywka - lecę na inną planetę, oczywiście) XD]
OdpowiedzUsuńWestchnął, czując jego dotyk. Miał wrażenie, że jego serce ominęło jedno uderzenie, gdy dotarł do niego sens słów Leo. Zamrugał kilka razy, nie za bardzo mogąc uwierzyć w to, że Hautamäki mówi prawdę.
– Ty dla mnie również, Leo. Pewnie sobie nawet nie zdajesz sprawy z tego, jak bardzo ważny – wyszeptał.
Znów wyciągnął dłoń i musnął opuszkami palców jego policzek. Przesunął kciukiem wzdłuż jego dolnej wargi, uważnie śledząc ten ruch. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
– Chyba oszalałem na twoim punkcie. Wciąż nie potrafię zrozumieć, kiedy i jak to się stało – zaśmiał się cicho.
Jeszcze jedno spojrzenie na wargi Leo, a potem w oczy. Pochylił się, ponownie pokonując dzielącą ich, zupełnie niepotrzebną, odległość. Pocałował go, tym razem znacznie pewniej i mocniej.
Wciąż nie wiedział, co powinien o tym wszystkim myśleć oraz, jak się czuć. Wiedział tylko jedno - spokojnie mógłby uzależnić się od ust Leo. Całował się już wiele razy, ale nigdy nie czuł czegoś takiego, jak właśnie w tym momencie. Zapomniał o całym świecie i niemal się rozpłynął. Niemal.
Jakby z oddali do jego uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi. Była tylko jedna osoba, która w tym momencie mogłaby wejść do mieszkania. Victor zdecydowanie nie mógł wybrać sobie lepszego momentu na powrót.
Odsunął się od Leo, ale nim się wyprostował, musnął wargami jego policzek. Dotknął swoich policzków i jęknął cicho, gdy okazało się, że są gorące. Nie dość, że gorące to zapewne także krwistoczerwone. Odetchnął głęboko i opróżnił na raz całą szklankę coli. Co z tego, że szklanka była Leo?
W tym samym momencie do kuchni wszedł Victor. Był dosyć niski, ale nadrabiał to swoją niezwykle przystojną twarzą, umięśnionym ciałem i energią. Całkowite przeciwieństwo Eana. Vic zmieszał się nieco na widok Leo, ale zaraz na jego ustach pojawił się ten głupi uśmieszek, którego Ean nienawidził.
– Pożegnalna kolacja? – rzucił, podchodząc do stołu. Zajął miejsce, które wcześniej zajmował Leo i omiótł spojrzeniem resztki jedzenia, które pozostały.
Eana, jakby po raz pierwszy, uderzyło to, jak bardzo się od siebie różnili. Pomijając już wzrost i mięśnie. Vic miał krótkie, brązowe włosy oraz równie ciemne oczy. Ean natomiast był ciemnym blondynem z włosami sięgającymi jego podbródka. Jego oczy były jasne, niekiedy błękitne, a niekiedy jasnozielone - w zależności od nastroju. No i dołeczek. Za każdym razem, gdy się uśmiechał, w jego lewym policzku pojawiał się dołeczek. Problem polegał na tym, że Victor potrafił być naprawdę czarujący, podczas gdy Ean nie potrafił nawet dobrze flirtować.
– Jakie to szczęście, że jeszcze nie spaliłeś kuchni. To w ogóle jest zjadliwe? Nie otrułeś Leo? To byłoby bardzo w twoim stylu.
Ean uniósł jedną brew i prychnął.
– Nie jestem tobą, Vic.
Victor w końcu przeniósł swoje spojrzenie na Leo. Uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafił. Czarujący uśmiech numer cztery.
– Załatwiłeś już wszystkie sprawy z moim bratem?
Ean niemal zazgrzytał zębami, ale nie odezwał się.
Ean
[Oj cicho siedź. XD]
OdpowiedzUsuńZdecydowanie mógłby uzależnić się od tego chłopaka. Nie chodziło juz tylko o same pocałunki, ale także o dotyk i czułość.
Miał wrażenie, że śni. Najpierw ta rozmowa z Leo, pocałunki, pojawienie się Victora... Swoją drogą, dlaczego musiał tak wcześnie wrócić do domu? Zazwyczaj wracał bardzo późno, ale dziś oczywiście nie. Młodszy z braci już dawno przyzwyczaił się do takiego traktowania. Aż trudno było uwierzyć, że kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi.
Ean był w nie mniejszym szoku niż Victor. Bracia wpatrywali się w Leo szeroko otwartymi oczami, jakby nie mogąc uwierzyć, że to co powiedział, jest prawdą. Szok Victora zamienił się w złość, a Eana w radosny uśmiech pełen nadziei.
– Żartujesz, tak? Leo, przecież wiesz, że nie musicie już dłużej udawać. Wiem, że przez cały czas tylko graliście. Udawaliście parę. Dalej chcesz to ciągnąć? – głos Victora był pełen niedowierzania.
– Vic...
– Nie wtrącaj się, Ean. To nie twoja sprawa.
– Mam się nie wtrącać? Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? A może nie potrafisz pogodzić się z tym, że ktoś dał ci kosza? – uniósł brew, rzucając bratu znaczące spojrzenie.
To jakby jeszcze bardziej go rozzłościło.
– Chcesz być z... nim? – pogarda w głosie Victora zabolała Eana, ale już dawno nauczył się nie okazywać bratu tego, jak bardzo go rani. – Z moim głupim braciszkiem, który uważa się za nie wiadomo jakiego artystę, a tak naprawdę nie ma za grosz talentu? Twój brat się nim pobawił i go rzucił.
– Victor, przeginasz – mruknął Ean, ściskając mocniej dłoń Leo. – Mikael nie ma z tą sytuacją nic wspólnego. Dlaczego go w to mieszasz?
Vic zignorował Eana i podniósł się. Obszedł stół i stanął tuż obok Leo. Położył mu dłoń na ramieniu i pochylił się. Spojrzał na chłopaka smutnymi oczami.
Cholera, czy ktoś w ogóle nabierał się na takie spojrzenie?
– Zrozumiałem, że zrywając z tobą, popełniłem największy błąd w moim życiu. Chcę, żeby znów było tak, jak dawniej. Chcę, żebyśmy byli razem. Kocham cię, Leo – szeptał, ale na tyle głośno, by siedzący tuż obok Ean, wszystko usłyszał. Ean, który czuł się, jakby trafił do jakiegoś żałosnego melodramatu. Vic przybliżył się do Leo jeszcze bardziej, niemal stykając ich wargi ze sobą. – Wróć do mnie, kochanie – pogładził policzek chłopaka.
Ean teraz już sam nie wiedział, czy chce żeby to był sen, czy może wręcz przeciwnie. Miał wrażenie, że jego szczęście mu ucieka.
– Leo... – wyszeptał imię swojego Szczęścia tak cicho, iż wątpił, by ktokolwiek go usłyszał. Jego serce znów zaczęło szaleńczo bić, ale tym razem ze strachu. Bał się. Naprawdę bał się, że może stracić to, co dopiero przed chwilą zyskał.
– Naprawdę cię kocham, Leo. Chcesz zaprzepaścić to, co pomiędzy nami jest, dla mojego brata? – głos Victora stał się odrobinę ostrzejszy, bo chłopak powoli zaczął się niecierpliwić.
Ean znów mocniej zacisnął palce na dłoni Leo. Nie mógł pozwolić mu odejść.
już nie będę się przejmować podpisem, bo i tak wiesz kto
[Też się nad tym zastanawiałam. Może po prostu tak bardzo spodobało Ci się to imię? XD]
OdpowiedzUsuńEan wciąż nie potrafił w to uwierzyć. Najchętniej przez kilka kolejnych godzin słuchałby Leo, który powtarzałby, że chce być z nim, a nie z jego starszym bratem.
Odwzajemnił uśmiech, na jedną chwile zupełnie zapominając o Victorze. Gdy patrzył w oczy chłopakowi, w którym się tak nieoczekiwanie zakochał, zapominał niemal o całym otaczającym ich świecie. Może jednak jego Szczęście mu nie ucieknie?
Victor patrzył na Leo z niedowierzaniem. Wyglądał tak, jakby ktoś właśnie nadepnął na jego wielkie ego. Ean był pewien, że jeszcze nikt nigdy nie odezwał się do niego w taki sposób - a na pewno nikt spoza rodziny.
– Ale... jak? Dlaczego...? – wychodziło na to, że Vic nie potrafił się wysłowić. W końcu wyprostował się i odchrząknął. Dwa razy. – Dlaczego tak właściwie chcesz być z moim bratem? Może i jest dla ciebie ważny, ale to mnie kochasz, prawda? Wiem, że mnie kochasz, Leo. Widziałem to w twoich oczach, gdy wczoraj do ciebie przyszedłem.
Ean zmarszczył brwi. Skoro Victor tak bardzo kochał Leo, to dlaczego zamiast smutku, w jego głosie była tylko złość? I wcale nie wyglądał, jakby wciąż był zakochany w swoim byłym chłopaku.
Ean podniósł się i podszedł do Victora. Pochylił się i ściszył głos. Chyba nie chciał, by Hautamäki go usłyszał.
– Czyżby miłość do Leo nie przeszkadzała ci w spotykaniu się z innymi chłopakami? Jak się nazywał ten ostatni... Matt, prawda? A ten poprzedni? Alan? Nie, Ashton. I jeszcze kilku innych. Mogłeś się z nimi pieprzyć wiedząc, że Leo wciąż chce do ciebie wrócić?
Twarz Victora w jednej sekundzie poczerwieniała ze złości. W tym momencie nie pozostało w nim nic z tego czarującego przystojniaka, za którego go większość uważała.
Ean zdążył się jedynie wyprostować, a już po chwili pięść Victora spotkała się z jego twarzą. Zamroczyło go i zatoczył się do tyłu. Jego ukochany braciszek wykorzystał to i po raz kolejny mu przywalił. Młodszy Blythe był w zbyt wielkim szoku, by móc zareagować w jakikolwiek sposób. Vic go uderzył. Po raz pierwszy w życiu naprawdę go uderzył. Obaj byli przyzwyczaili do słownych potyczek, ale coś takiego?
Kolejny cios udało mu się zablokować i popchnąć brata do tyłu.
– Ogarnij się, Vic! – krzyknął, unosząc dłoń do twarzy.
Zerknął na swoje palce, które były umazane krwią. Nie czuł co prawda bólu, ale miał nadzieję, że brat nie złamał mu nosa. Dotknął dolnej wargi i syknął. Kątem oka dostrzegł Victora, który chyba znów przymierzał się do tego, by mu przywalić. Ean tym razem cofnął się, ale oczywiście musiał zaczepić nogą o krzesło. Upadł na ziemię z wielkim hukiem, a przy okazji uderzył tyłem głowy o stolik. Jęknął cicho i wymamrotał jakieś przekleństwo.
[Tak, tak, tłumacz się tłumacz. Jak to mawiała moja polonistka "tylko winni i słabi się tłumaczą" XD
OdpowiedzUsuńByłam pewna, że dodałam odpis, ale... cóż, chyba jednak nie. Musiałam go napisać jeszcze raz, dlatego wyszło takie cuś, za co przepraszam. :c]
Wybuch Leo zaskoczył obu braci. Żaden z nich nie był przyzwyczajony do krzyków chłopaka. Mimo wszystko to wciąż był ten sam Hautamäki, w którym Ean się zakochał.
Ean bardzo często się potykał i lądował na ziemi, bądź uderzał głową w futrynę albo sufit, ale jeszcze nigdy nie uderzył się w głowę aż tak mocno. No i jeszcze nigdy nie dostał w twarz od własnego brata. Ciekawe co by powiedział na to Charlie, gdyby tylko się dowiedział.
– Żyję. Jeszcze.
Uśmiechnął się, całkowicie ignorując szczypanie w dolnej wardze. Był pewien, że w tym momencie wygląda gorzej niż siedem nieszczęść, ale nie przejmował się tym ani trochę. W uszach wciąż dźwięczały mu słowa Leo. Słowa, które tak bardzo pragnął usłyszeć.
– Kochasz mnie – wymamrotał, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Naprawdę mnie kochasz, Leo? – spytał, patrząc mu w oczy. Wyciągnął dłoń i musnął opuszkami palców jego policzek. Skrzywił się, bo przez to na policzku chłopaka pojawiła się smuga jego własnej krwi. Prawie od razu zabrał dłoń.
Przymknął powieki i spróbował się podnieść, ale bezskutecznie. Nawet nie mógł unieść głowy, która teraz zaczęła pulsować okropnym bólem. W końcu chwycił rękę Leo i dzięki jego pomocy jakoś udało się Eanowi usiąść.
– Chyba rozciąłem sobie głowię – mruknął, kierując dłoń Leo na tył swojej głowy. Jego włosy już zaczęły się kleić przez krew. – Cholera, boli.
Podniósł wzrok i spojrzał na Victora, który przypatrywał się im z lekkim grymasem na twarzy. Ean wciąż nie mógł uwierzyć, że jego brat go uderzył. Nie spodziewał się, że ten dzień w ogóle nadejdzie. Nieprawdopodobne, a jednak.
– Chyba będę potrzebował szycia, Leo – powiedział, kierując swoje spojrzenie z powrotem na chłopaka. Swojego chłopaka. Prawdziwego i jednego jedynego. – Pomożesz mi jakoś dotrzeć do szpitala? – spytał z rozbawieniem, gdy w końcu udało mu się podnieść. Zachwiał się niebezpiecznie i gdyby w ostatniej chwili nie przytrzymał się mocno ramienia Leo, to znów wylądowałby na podłodze. A to zdecydowanie nie skończyłoby się dobrze dla jego głowy.
– Ean, nie dramatyzuj... Ktoś pierwszy raz cię uderzył, a ty od razu chcesz biec do szpitala? – prychnął. – Naprawdę chcesz być w związku z taką drama queen, Leo?
Ean westchnął, ale nawet nie spojrzał na Victora.
– Przymknij się, Vic. Dziś już pokazałeś, na co cię stać.
Victor wyglądał tak, jakby chciał dodać coś jeszcze, ale Ean nie zamierzał tego słuchać. Rzucił szybkie spojrzenie Leo i wyszedł z kuchni, podpierając się na swoim chłopaku. W tym momencie nie za bardzo ufał swoim nogom, ani tym bardziej głowie, która zaczęła boleć coraz mocniej.
[Oj nie, nie! Wybacz. To moja wina. Wszystko moja wina. :c
OdpowiedzUsuńWszystkie Twoje odpisy są świetne, maleńka <3 XD
Ten odpis musiałam napisać na szybko, bo o 20 idę na Bednarka (żebym ja jeszcze rzeczywiście chciała iść na jego koncert...), a obiecałam mamie, że skoczę jeszcze do sklepu. XD]
Oparł się na Leo i pozwolił mu się wyprowadzić z mieszkania. Nawet gdyby nie musiał jechać do szpitala, to i tak dłużej by tutaj nie pozostał.
– Przestań, Leo. To nie tobie powinno być przykro, a mojego kochanemu bratu – powiedział, gładząc go delikatnie po policzku.
I naprawdę tak myślał. To Victorowi powinno być przykro. Gdyby się pohamował i nie zachowywał jak kompletny idiota, teraz wszystko byłoby w porządku.
– Chcesz pobawić się w moją osobistą pielęgniarkę? – spytał z rozbawieniem, gdy znaleźli się już w windzie. – A pomyślisz też nad tym specjalnym wdziankiem? – roześmiał się i zaraz tego pożałował, bo rozcięcie na dolnej wardze jeszcze bardziej zaczęło go piec. Westchnął i uśmiechnął się lekko. – Dzięki, Leo. Nie chcę tu dzisiaj wracać. Chyba wciąż nie dotarło do mnie, że Vic mnie uderzył. I to tylko dlatego, że ty chcesz być ze mną, a nie z nim.
Wyszli z windy i już po chwili siedzieli w aucie Leo, jadąc do szpitala. Ean miał tylko nadzieję, że nie wybrudzi niczego swoją krwią. Co kilka sekund zerkał na chłopaka, swoimi błyszczącymi oczami, jakby pragnąc upewnić się, że on wciąż tam jest i nie zamierza zniknąć.
Ledwo znaleźli się w poczekalni, a pielęgniarka zabrała Eana ze sobą i pomimo błagań, kazała Leo zostać. Podczas prześwietlenia głowy, a potem zakładania opatrunku, Ean marudził lekarzowi, że chciałby, bo chciał by jego przyjaciel był z nim. Pan doktor w końcu odpuścił i powiedział pielęgniarce, by zawołała Leo.
– Musisz uważać przez kilka kolejnych dni. Ciesz się, że nie był potrzebny większy szew, bo wtedy musielibyśmy ogolić ci część głowy – lekarz zaczął mówić akurat wtedy, gdy Hautamäki wszedł do pomieszczenia. – Panie Blythe, słucha mnie pan?
Ean jedynie lekko kiwnął głową, ale jego spojrzenie było utkwione w Leo. Blythe wyglądał trochę lepiej, gdy krew została zmyta z jego twarzy, ale zamiast niej pojawiło się kilka plastrów. Jeden tuż przy rozciętej wardze, dwa na nosie i jeden tuż nad brwią. No i zaczęło puchnąć mu lewe oko, a na policzku zaczął już być widoczny sporej wielkości siniak.
– I nos... Nie wiem jakim cudem, ale udało ci się uniknąć złamanego nosa. Uderzenie musiało być naprawdę mocne, ale twój nos wyszedł z tego niemal bez szwanku – dokończył swoją wypowiedź i uśmiechnął się szeroko. Lekarz zerknął na Leo, w międzyczasie podając Eanowi papiery do podpisania. – Ktoś będzie musiał się nim zająć, bo wciąż może mieć zawroty głowy. No i sam nie da rady zmienić sobie opatrunku.
Lekarz po ględził jeszcze trochę, ale w końcu pozwolił Eanowi wrócić do domu. Na szczęście to wszystko tylko tak źle wyglądało, bo nawet nie miał wstrząśnienia mózgu.
– Jestem niczym nowo narodzony! – powiedział, gdy znaleźli się znów w poczekalni. Splótł palce z palcami Leo i uśmiechnął się do niego jednym kącikiem ust.
[Oj no już nie przesadzaj, pff! XD
OdpowiedzUsuń❤
Nie chciałam iść, ale koleżanka mnie zmusiła. Skończyło się na tym, że pewien chłopak pokazywał mi, jak się łapie pokemony. A za tydzień będzie Zenek Martyniuk... XDD]
Westchnął i lekko kiwnął głową, ale nic już na ten temat nie powiedział. Victor ponosił pełną odpowiedzialność za to, co się wydarzyło i to jemu powinno być przykro. Coś mu jednak nie pasowało w zachowaniu brata Ean zastanawiał się, kto normalny tak się zachowuje. Najpierw zrywa z Leo, odrzuca go i mówi, że nie chce z nim być, a teraz nagle mu się odmieniło? Po takim czasie?
– Nie lubię zastrzyków – wzdrygnął się na samą myśl. Igły przerażały go chyba od zawsze. – Nie, kochanie. Mam na myśli strój pielęgniarki. Specjalnie dla ciebie – parsknął śmiechem.
Ean czuł się niczym mały chłopiec, który podczas zabawy na placu zabaw trochę się poturbował, a wszystko przez jego nieuwagę. Lekarz co prawda próbował wyciągnąć od niego, co tak naprawdę się stało, ale Ean ciągle powtarzał, że to wszystko przez jego pecha i talent do potykania się niemal o wszystko. Potrafił się potknąć nawet na prostej drodze, więc nie było sensu dyskutować.
Uśmiechnął się lekko, gdy poczuł usta Leo na czole. Boże, tak bardzo kochał tego chłopaka. Nie chciał się nawet zastanawiać, co by zrobił, gdyby go stracił. Gdyby Hautamäki wolał wrócić do Victora, a nie być z nim.
– Przestań, Leo. Wyglądam okropnie – mruknął z rozbawieniem. – Trochę? Proszę cię – zaśmiał się cicho. – Na szczęście to tylko tak groźnie wygląda. Lekarz powiedział, że mam naprawdę twardą głowę.
Dał się poprowadzić do auta. Wciąż trochę kręciło mu się w głowie, więc wolał nie ryzykować. Znając jego szczęście, zapewne by się potknął i skończyłoby się na czymś więcej niż tylko małym szwie i opatrunku oraz kilku plastrach.
Usiadł wygodnie na miejscu pasażera i przez całą drogę ani na chwilę nie oderwał wzroku od Leo. Chyba zwyczajnie nie potrafił. Hautamäki ma w sobie coś, co przyciągało Eana niemal od zawsze.
Odetchnął głęboko, gdy w końcu znaleźli się w pokoju Leo. Teraz pragnął już tylko przytulić się do swojego chłopaka, odpocząć i zapomnieć o swoim bracie. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że przecież mogą natknąć się na Mikaela. Usiadł na brzegu łóżka i ostrożnie dotknął opatrunku.
– Okej – wymamrotał, podnosząc wzrok. Spróbował się uśmiechnąć, ale niezbyt dobrze mu to wyszło. – Trochę boli mnie głowa. I policzek – skrzywił się i musnął palcami policzek. Następnego dnia zapewne będzie wyglądał znacznie gorzej, niż teraz. Ale tak naprawdę nie obchodziło go to, jak będzie wyglądał. Nie obchodziło go nic, ani nikt, oprócz chłopaka stojącego w odległości zaledwie kilku kroków. Wyciągnął rękę, a gdy Leo ją chwycił, przyciągnął go do siebie. Objął go ramionami i wtulił twarz w jego pierś, ignorując towarzyszący temu lekki ból policzka. – Naprawdę mogę zostać? Nie będę przeszkadzać? Tylko na dzisiejszą noc.
[Dramy Queen, łączmy się! XD
OdpowiedzUsuńNie, nie dopadła mnie ta zaraza. Trzymam się dzielnie. Jakoś mnie nie kręcą te pokemony. Cóż... jestem dziwna. :D
Nie wiesz, kim jest Zenek Martyniuk?!
UWAGA!
ACHTUNG!
Królową bądź tylko mą, ja rycerzem, a ty będziesz damą mą. Chociaż w tą jedną noc, królową mą... (to z pamięci i bez przecinków XD) https://www.youtube.com/watch?v=jIHkc6ICOcc XDD]
Ean ułożył się obok niego na łóżku. W innej sytuacji zapewne kręciłby się przez kilka minut, próbując znaleźć odpowiednią pozycję, ale wiedział, że teraz każdy ruch mógłby go przyprowadzić o większy ból głowy.
– To dobrze, bo naprawdę nie chciałbym nikomu przeszkadzać – powiedział i westchnął. Zapewne, gdyby nie mógł zostać u Leo, to i tak nie wróciłby na noc do domu. Może jakoś udałoby mu się zorganizować nocleg u któregoś ze znajomych. A jak nie, to przenocowałby w hotelu. Wszystko lepsze od przebywania w jednym mieszkaniu z Victorem. Nie miał pojęcia, jakby na jego widok zareagował Mikael, ale też nie za bardzo go to obchodziło. Chłopak i tak pewnie zdążył przyzwyczaić się do tego "związku" Leo i Eana.
Spojrzał na niego znad na wpół przymknięty powiek i uśmiechnął się łagodnie.
– Ja też się cieszę – odparł i wyciągnął dłoń, by pogładzić jego policzek. – Kocham cię, Leo – wyszeptał i przybliżył się do niego jeszcze bardziej. Chwycił jego podbródek i odwrócił jego głowę w swoją stronę. Musnął jego wargi swoimi. – Tak bardzo się bałem, że nie będziesz chciał być ze mną na poważnie, że wciąż będziesz chciał udawać. Albo, co gorsza, że będziesz chciał zakończyć to wszystko. Gdy powiedziałeś mi o Victorze... Cholera, byłem pewien, że jeszcze chwila i dostanę zawału – parsknął śmiechem, choć w tamtym momencie nie było mu do śmiechu. W tamtym momencie potrafił myśleć tylko o tym, że przez swojego brata może stracić swojego ukochanego. – Gdybyś chciał do niego wrócić to byłoby mi niezwykle ciężko, ale w końcu bym to zrozumiał i zaakceptował, wiesz? Kocham cię i chcę, żebyś był szczęśliwy. Ze mną, czy beze mnie. Choć, oczywiście, lepiej ze mną – uśmiechnął się i znów delikatnie musnął jego usta.
Przerzucił ramię przez jego brzuch i wtulił się zdrowym policzkiem w jego klatkę piersiową. Miarowe bicie serca ukochanego niemal ukołysało go do snu. Niemal. Znów dotknął opatrunku z tyłu głowy i jęknął sfrustrowany. Przeżyłby jakoś ten obity policzek, ale sprawa z rozciętą głową miała się znacznie gorzej. Na samą myśl, że za kilka dni będzie musiał pójść na zdjęcie tego szwu, przechodziły go dreszcze.
– Chyba jednak będziesz musiał dać mi coś przeciwbólowego – wymamrotał w pewnym momencie. – Mam wrażenie, że jeszcze chwila i głowa naprawdę mi wybuchnie – dodał, odrobinę się od niego odsuwając. Najchętniej trzymałby go przy sobie najdłużej, jakby się tylko dało, ale wiedział, że jest to niemożliwe. Oblizał wargi. – I tak trochę chce mi się pić. Grymaszę, co? – skrzywił się.