Teksańczyk, pochodzący z konserwatywnej rodziny. Czarna owca i prawdopodobnie największe rozczarowanie. Studiuje biologię z dużą ilością zajęć fakultatywnych z fizyki. W przyszłości chce zostać astrobiologiem lub antropologiem, ewentualnie księżniczką jeżdżącą na jednorożcu po truchłach swoich wrogów. Zafascynowany zjawiskami paranormalnymi i okultyzmem. Zapisany do Klubu Avengers i Klubu Miłośników UFO. Typowy Mean Boy. Troszkę hedonista, korzystający z życia na całego.
[No, nareszcie Miłośnicy UFO i Avengers zdobywają jakąś popularność. c: Uwielbiam chyba wszystko, co ma przedrostek "astro" (pewnie zaraz to się na mnie zemści i okaże się, że istnieje coś niefajnego zaczynającego się w ten sposób), więc już za swoje cele na przyszłość Will ma ode mnie dużego plusa. Studenci biologii, łączmy się!]
[ Witam serdecznie na blogu :) Karta świetnie zrobiona pod względem estetycznym, a historia Williama zgrabnie napisana. Dobrze, że odciął się od rodziny i może być szczęśliwy. Co do klubu idealnych Sissi ma identyczne zdanie. Życzę weny i ciekawych wątków :) ]
[Witam! Bardzo fajnie przedstawiona postać. Musze przyznać, że mimo wszystko, za okultyzm William ma u mnie wielkiego plusa. Po raz kolejny widzę między Loganem, a Williamem jakieś ciekawy wątek, bo po raz kolejny łączy ich wiele aspektów. Jeśli będzie ochota, biorę się za intensywne myślenie i składam, zrodzony już w mej głowie, acz lekko chaotyczny pomysł w całość. Udanego blogowania!]
[Tak. Crowley jest dla mnie bardzo cennym filozofem, dlatego sporo książek jego autorstwa zdobi moje półki, obok znanych i mniej znanych Rinpocze ze wschodu. Podeślę pomysł za dnia :)]
[O ile dobrze liczę, to piąty, ale zawsze miałam problemy z matmą, więc pewnie coś sknociłam. Jeju, dziękuję ci bardzo za takie miłe słowa. To bardzo budujące, bo wciąż nie jestem pewna czy dobrze robię, bo może powinnam zostać przy tych babach. :c Ale z drugiej strony prowadzenie panów sprawia mi dużo zabawy. Naprawdę by go takim zaakceptował? W takim razie brawa dla Willa i oczywiście chęci na wątek są. Ostatnio nie jestem w najlepszej formie, jeśli chodzi o pomysły, ale w razie czego obiecuję nam zacząć. c:]
[Okey, niech będzie i tak. A tak w ogóle to jeśli chodzi o HTGAWM to świetny serial, sama skończyłam oglądać na początku tego miesiąca, a Oliver został oficjalnie moim ukochanym synkiem. <3 Także oglądaj, nie pożałujesz, a ja nam zacznę wątek.]
[Miło, że podoba się kreacja Niko. Krzywdzące te opinie o sportowcach i chyba, Nikolai obierze sobie za życiowy cel, przełamywanie stereotypu. Co po części już robi. Jeszcze może wstrzymam się z decyzją o wątku, bo wenę mam zdradziecką i szybko znika oraz przy Niko stawiam bardziej na te damsko-męskie, ale jak mi się odwidzi to zgłoszę się do cb]
Kiedy Louis był na swoim drugim roku studiów, to nie było takiej imprezy, organizowanej przez bractwo, na której by się nie pojawił. Przecież jego obowiązkiem było pojawić się na każdym takim wydarzeniu, a chociaż zazwyczaj olewał większość swoich obowiązków, to jednak w tym przypadku bez problemu mógł zrobić wyjątek. Impreza była przecież imprezą, a wraz z nią wiązała się ogromna ilość dobrej zabawy, alkoholu, tańca i ogólnie pojętego relaksu. To właśnie lubił najbardziej, bo był to jeden z nielicznych momentów, kiedy mógł zapomnieć o wszelkich troskach. Poza tym na tych imprezach zawsze pojawiało się mnóstwo osób, w tym wiele nowych, a to dla niego zawsze był ogromny plus, bo możliwość poznania kogoś miłego zawsze była przyjemna. Nie, żeby później chociażby myślał o zadzwonieniu do swojego kochanka, nawet jeżeli wielokrotnie zapewniał, że to zrobi. Tak, tak, oczywiście, jakby nie miał nic lepszego do roboty. Nie powinno więc nikogo dziwić, że na dzisiejszej imprezie pojawił się jako jedna z pierwszych osób. Jako członek bractwa praktycznie tutaj mieszkał, chociaż o wiele bardziej preferował swój pokój w akademiku, a raczej łóżko, bo pomieszczenie nie należało tylko do niego, ale także do jego współlokatora. Louis jednak często zachowywał się tak, jakby mieszkał tam sam, więc właściwie na jedno wychodziło. Zawsze potrzebował dużej ilości przestrzeni, dlatego postanowił zająć jakiś pokój w akademiku, chociaż mógł przecież mieszkać w domu bractwa. W każdym razie, kiedy pojawił się w budynku, znajdowało się w środku już kilkanaście osób, w tym oczywiście przewodniczący, który w tamtym roku zorganizował imprezę, którą według Louisa wszyscy będą pamiętać jeszcze przez następne sto lat. Zgarnął ze stolika swoje pierwsze piwo, nie chcąc od razu zaczynać od czegoś mocnego, tym bardziej, że impreza dopiero się rozpoczynała. Usiadł sobie na wygodnej kanapie, póki jeszcze ktoś nie zwymiotował na nią z dziesięć razy albo ktoś nie postanowił dokonać na niej swojego pierwszego razu. Z miejsca, w którym siedział, miał całkiem dobry widok na drzwi, przez które co chwilę wchodzili kolejni goście. Nie pukali ani nie dzwonili, bo to tak naprawdę mijało się z celem. Nie dość, że muzyka grała strasznie głośno i nic nie było słychać, to jeszcze do pomieszczenia wlewało się tyle osób, że obok drzwi musiałby ciągle ktoś stać. Poza tym to była impreza, a nie jakieś tajne zgromadzenie wielbicieli preclów, żeby trzeba było kontrolować, kto wchodzi do środka. Louis czekał, aż pojawią się jacyś jego znajomi, bo nie zamierzał się dzisiaj bawić sam. Poinformował kilku przyjaciół o dzisiejszej imprezie i chociaż nie wystosował żadnego oficjalnego zaproszenia, to przecież nie musiał. Tego typu wydarzenia w ich bractwie zawsze były otwarte. Gdy w końcu zobaczył jakąś znajomą twarz, podniósł się z kanapy i po drodze do drzwi zabrał jedno piwo. Z uśmiechem podszedł do Williama i podał mu puszkę. — Już myślałem, że nie przyjdziesz. — spojrzał na chłopaka poważnie, jakby mówił, że liczył na to, że ten wykaże się większością punktualnością, jakby Louis zawsze wszędzie był o odpowiedniej porze. — Spóźnienie wybaczę ci tylko wtedy, jeśli mi powiesz, że w końcu dobrałeś się do tego chłopaka, którego masz na oku — powiedział, obejmując przyjaciela ramieniem.
[Na każdym blogu, na jakim tylko widzę Twoją postać, to po cichu zachwycam się Twoimi KP (jestem pewna, że już kiedyś nawet Ci gdzieś o tym pisałam) oraz samymi postaciami również. W tym przypadku jest tak samo. :) Dzięki za przywitanie. Również życzę wielu ciekawych wątków i dużo weny!]
[ Cześć, cześć, a Ellery to taki dobry złośnik i mam przez to na myśli, że jeszcze nikogo nie zamordował. ;D William jest wybredny, rozkapryszony i niemiły, a czy gra też na pianinie? Śmieszną ma fryzurę i spojrzenie. ]
[ Katolicy? Ej, a nie lepiej protestantyzm? W Teksasie – jeśli chodzi o religie – protestanci stanowią większość, a zdaje się, że protestantyzm ewangelikalny jest (jeszcze?) bardziej konserwatywny, radykalny niż katolicyzm. ;> A pianino i tak mogłoby zostać. Jakie to hity? Może się zgłosić ze składanką, Ellery na pewno jej wysłucha. Tylko wiesz, dobre rapsy (do grania na nerwach jakoś mi rap przypasował!) to niekoniecznie rapsy złożone tylko z fuckfuckfuckingfuck. :D ]
[ Dlaczego jebie tu jak brudna skarpeta? Hej, śpiący królewiczu, zgaś tego peta Czy ty myślisz, że z ciebie taki pieprzony poeta? Joł
Myślę, że to będzie hit, spółka Ellery&William doczeka się mnóstwa fanów i fanek, na koncertach będą leciały staniki i slipki! William nawija, Ellery akompaniuje mu na ukulele, bo ukulele jest tak słodkie jak on (jak Ellery znaczy, nie jak William!). Tylko muszą sobie wymyślić fajne ksywy. Myślimy. Albo... ty myślisz? :D ]
[ Widzisz, jeszcze spółka nie została założona, a Ellery już rozumie Williama tak dobrze, że grzebie mu w myślach i stąd zna tekst piosenki. :D Poza tym wiadomo, że nie będą się nazywać William&Ellery, ponieważ muszą mieć ksywy, halo. Proponuję zapożyczyć imiona z Ulicy Sezamkowej, William będzie Tellym (Telly-Willy, podobnie!), a Ellery Elmem. Elmo&Telly, toż to piękno. I Elmo powinien być pierwszy, serio, bo Ellery przecież jest przystojniejszy... I nie ma słodszego instrumentu niż ukulele! I (x2) dlaczego nie możesz zaproponować mi jakiejś dramy albo głupoty? ]
[ Oj, zignorowałam końcówkę twojego poprzedniego komentarza, o podwójnym l w imionach. Nie wiem, czy to coś znaczy, a jeśli coś znaczy, to nie wiem co, ale na pewno coś świetnego! Dlaczego wszyscy mówią o pokemonach? Dlaczego piszesz mi o pokemonach? MAM WINDOWS PHONE, już można się śmieć. :( Ale dobrze, rozumiem, że mam rozpocząć?
PS Ukulele jest słodsze od mandoliny, a Ellery od Williama. :D ]
[ Dobra, dobra, swoje wiem. :D O mój Boże, biedaku! Łączę się w bólu, w sumie dosłownie, bo przecież znam go [ból] z autopsji... I wiem, wiem, świetne do wątku, ale ja bym chciała też w rzeczywistości połapać, a nie mogę, bo nie ma aplikacji na mój durny system. Ok, zacznę, mam nadzieję, że w miarę szybko. ]
Kiedy jeszcze Pokemon GO nie było aplikacją dostępną na telefony, a dopiero o niej się mówiło, Ellery nie czuł żadnej ekscytacji związanej z tym tematem. Chociaż zdarzyło mu się z przyjemnością pogrywać w kilka tytułów, to jednak nie był ani zapalonym gamerem (szczególnie jeśli chodziło o gry mobilne), ani tym bardziej fanem pokemonów. Właściwie czasem miewał wrażenie, że coś go w dzieciństwie ominęło – nie bawił się Game Boyem, a jeśli chodzi o anime, to obejrzał kilka odcinków i, pomimo tego że nie narzekał, nie spodobało mu się tak, by pilnować godzin emisji na tyle pilnie, aby zawsze w odpowiednim czasie wygodnie sadowić się przed telewizorem. Zresztą i tak najczęściej miał coś ciekawszego do zrobienia, a jeśli tylko miał taką możliwość, wolał bawić się na zewnątrz – tak się składało, że nikt nie pomyślał, aby zamontować kablówkę na podwórku bądź w parkach. Pokemony więc kojarzył, ale tylko na kojarzeniu się kończyło i nic nie zapowiadało, by w najbliższej przyszłości ten stan rzeczy miał się zmienić.
Nie sądził nawet, że zdecyduje się na zainstalowanie aplikacji, a tym bardziej, że tak się w to wszystko wciągnie. A jednak – to wszystko okazało się nader przyjemnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Czasami miewał poczucie, że marnotrawi wolne godziny i mógłby zrobić coś wartościowszego, ale wyrzuty sumienia nie były na tyle silne, aby odstawić telefon. W końcu nie samymi poważnymi sprawami człowiek żyje i Ellery miał tego świadomość, a przynajmniej tak sobie mówił, kiedy szybkim ruchem posyłał pokeballa w kierunku tańczącego pod katedrą wykładowcy pokemona.
Najprzyjemniejszym aspektem całego tego szaleństwa był fakt, że – by móc cieszyć się sukcesami w świecie mobilnym – należało wylęgnąć z nory i spacerować po świecie rzeczywistym, a także (co może nie wynikało bezpośrednio z samej rozgrywki, ale jednak było mocno z nią powiązane) poznać nowych ludzi, którzy także padli ofiarą pokemonowego szału. Ellery poznał takich naprawdę wielu i chociaż z większością z nich tracił kontakt tak szybko, jak go zyskiwał, to wszystko było niezwykle interesującym i przyjemnym doświadczeniem. Czasami nie zamieniał nawet słowa z drugim łowcą (trenerem!), tylko wyławiali się z tłumu i posyłali sobie te znaczące spojrzenia i uśmiechy, że tak, że oni wiedzą, dlaczego ta druga osoba przed chwilą tak intensywnie wpatrywała się w ekran telefonu.
Nie do końca rozumiał fenomen, któremu się poddał, ale zamiast to wszystko analizować, po prostu pozwolił sobie na głębsze zanurzenie. Co prawda, nie stał się maniakiem, który świata poza aplikacją nie widział – i na szczęście daleko mu było do tego – ale nie był do Pokemon GO nastawiony tak obojętnie, jak myślał, że będzie. Właściwie to nie widział wielu minusów aplikacji, a jeśli nawet, to ginęły one pod naporem plusów. Do których między innymi należały pokestopy umiejscowione przy ciekawych muralach, którym wreszcie Ellery mógł się uważniej przyjrzeć.
W gruncie rzeczy podejrzewał, że popularność gry szybko przeminie, a więc należy szybko wykorzystać chwile sławy aplikacji. W końcu zabawa była przednia, można by chociaż raz w życiu czegoś nie przegapić, nawet jeśli to coś było czymś tak błahym. Więc kiedy William zaproponował nocną wyprawę w poszukiwaniu pokemonów, Ellery, niewiele myśląc, się zgodził.
Trochę się z siebie podśmiewał, a trochę gardził, kiedy nakładał na głowę latarkę-czołówkę, którą zakupił na któreś wakacje, kiedy jechał zwiedzać jaskinie. Może szykowanie się do głupiej zabawy jak na niezwykle trudną wyprawę było czymś zakrawającym o śmieszność, ale ostatecznie życie z zasady było zbyt niepoważne, by brać je na serio. Więc kiedy Ellery szedł po wyludnionej plaży i rozglądał się za Williamem, wcale nie czuł się tak idiotycznie, jak by mógł.
Znowu miał pięć lat i szedł przeżyć największą przygodę swojego życia.
– Siema – mruknął, kiedy w końcu odszukał znajomego. – Szkoda, że to tylko ty, liczyłem na lepsze rozpoczęcie łowów – dodał markotnie, wpatrując się w ekran telefonu.
Nie pogardziłby jakimś rzadkim pokemonem na dzień dobry. Albo na dobry wieczór. Albo... Cokolwiek.
Ellery Bentley [ Moja siostra nie rozstaje się z telefonem, więc nie mam jak podkraść. I okej, myśl sobie, co chcesz, ja i tak swoje wiem! :D Btw. chyba dość dawno temu napisałam ostatni wątek, więc trochę zardzewiałam i tak dalej, muszę się rozruszać, więc... Będzie lepiej, chyba. ]
[Dziękuję bardzo za powitanie ;) Czytając twoją kartę, tak mi przyszło na myśl, że jeśli byłaby chęć wątkowania to zrezygnowany Caleb mógłby zwrócić się o pomoc do Williama np. jak skutecznie nie spłoszyć ducha w trakcie robienia mu zdjęć, czy coś w ten deseń. Twój pan mógłby się bardzo przed tym bronić, bo w końcu czuje niechęć do Idealnych i może myśleć, że Caleb zbyt lekko i niepoważnie traktuje ten temat. Skończyłoby się na wywoływaniu duchów na cmentarzu XD]
[Dzięki! Cieszę się, że moje postacie są do zniesienia. Korzystając z zaproszenia, wpadam tutaj po wątek. Jakiś konkretny pomysł z którymś z moich panów?] Serafino / Jeffrey
— To jest beznadziejne — mruknął zdenerwowany, gdy aplikacja Pokemon go po raz kolejny wyrzuciła go do głównego ekranu, uprzednio informując, że serwer jest przeciążony. Spode łba spojrzał na stojącego obok Williama i marszcząc brwi, zrobił krok do przodu aby zerknąć w ekran trzymanego przez chłopaka smartphone’a. Widząc animowaną mapkę zacisnął mocno wargi, tworząc z nich prawie niewidoczną linię. Najchętniej wyciągnąłby z dłoni kolegi komórkę i ruszył na poszukiwania upragnionych pokemonów. Zamiast tego wyłączył tylko swój telefon, z myślą o jego ponownym uruchomieniu, łudząc się nadzieją, że tym razem wszystko będzie działało dokładnie tak, jak powinno. — Doszedłem już do siódmego lvl i jeszcze nie wybrałem drużyny. Chciałem to dzisiaj zrobić, ale jeżeli to gówno się nie włączy, to przysięgam na tę cholerną czapkę. Nigdy więcej w to nie zagram — oznajmił, wyczekując, aż ekran ponownie zaświeci się i poinformuje go swoim włączeniu. W tym czasie zerkał tylko do telefonu kolegi wyczekując, aż i u niego wyświetli się komunikat o serwerze, chociaż w głębi serca miał nadzieję, że nic takiego nie nastąpi. W końcu jeżeli u Willa wszystko działało wciąż była szansa, że w tym przeklętym Samsungu również zacznie, a przynajmniej powinno. W końcu wczorajszego wieczoru, gdy szwendał się po mieście razem z Susan wszystko działało idealnie, a łapanie pokemonów było naprawdę owocne. — Módl się Danvers, żeby działało, jak nie to idę w cholerę. Nie będę za tobą łaził bez celu — mruknął i wprowadził szybko kod odblokowujący ekran telefonu. Wymruczał jeszcze cicho pod nosem kilka przekleństw widząc, jak pasek ładujący się zacina, jednak gdy gra się w końcu włączyła westchnął cicho, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. — Masz jakieś Lure Module? Ja mam jedno, jak odpalimy je przy znajdujących się blisko siebie pokestopach, to zgarniemy więcej pokemonów. Dalej, Danvers, ruszamy. — Spojrzał w swój telefon, chcąc odnaleźć jak sąsiadujące ze sobą punkty. Najlepiej, gdyby znajdowały stosunkowo blisko, Louey należał do tych raczej leniwych osób, które z chęcią, gdyby tylko mogły, przesiedziały cały dzień z tyłkiem usadzonym na wygodnej kanapie i z laptopem na kolanach, lub przed telewizorem, a najlepiej z jednym i drugim. Chociaż zdarzały się dni, kiedy budził się rano i dobrze wiedział, że cały dzień spędzi na nogach. Nie dlatego, że musi ale po prostu chce. Tak, to zdecydowanie wiązało się z wkurzaniem i irytowaniem innych, ale Louey po prostu to lubił.
[Wątek chętnie napiszę, ale jak wiadomo, brak mi pomysłów, szczególnie, że jego studia z dziedzinami nauczania Sachiego niewiele mają wspólnego.]/Sachie
[Dziękuję pięknie za przywitanie! Tak mi wpadło do głowy, że wątek z klubem miłośników UFO mógłby być ciekawy :D może Tony z ciekawości wpadłby na jakieś spotkanie?]
[Och, szczera prawda, że mojemu pastorowi daleko od typowego wierzącego. Taki etap negujący wszystko, albo jak kto woli nadwyrężający i testujący cierpliwość Boga :D Popieprzony przypadek. I ogólnie może być też taka dziwna relacja, ogólnie na wiele jestem w stanie się zgodzić i w sporej mierze dostosować.] Jeffrey
[Ty prostaku... ♥]
OdpowiedzUsuńJESZCZE W ROBOCZYCH, Louey V. Shinn
#NIEpozdrawiam
[Cześć, Panie.♥ Zaczniesz nam, bo widzę, że masz już koncept~]
OdpowiedzUsuń[Witam się serdecznie! Coś mam wrażenie, że moja May irytowałaby trochę Williama, ale i tak zapraszam do wątku :)]
OdpowiedzUsuńMay
[No, nareszcie Miłośnicy UFO i Avengers zdobywają jakąś popularność. c: Uwielbiam chyba wszystko, co ma przedrostek "astro" (pewnie zaraz to się na mnie zemści i okaże się, że istnieje coś niefajnego zaczynającego się w ten sposób), więc już za swoje cele na przyszłość Will ma ode mnie dużego plusa. Studenci biologii, łączmy się!]
OdpowiedzUsuńClarissa Skywalker
[ Witam serdecznie na blogu :) Karta świetnie zrobiona pod względem estetycznym, a historia Williama zgrabnie napisana. Dobrze, że odciął się od rodziny i może być szczęśliwy. Co do klubu idealnych Sissi ma identyczne zdanie. Życzę weny i ciekawych wątków :) ]
OdpowiedzUsuńSissi
[Witam! Bardzo fajnie przedstawiona postać. Musze przyznać, że mimo wszystko, za okultyzm William ma u mnie wielkiego plusa. Po raz kolejny widzę między Loganem, a Williamem jakieś ciekawy wątek, bo po raz kolejny łączy ich wiele aspektów. Jeśli będzie ochota, biorę się za intensywne myślenie i składam, zrodzony już w mej głowie, acz lekko chaotyczny pomysł w całość. Udanego blogowania!]
OdpowiedzUsuńLogan Mandelbrot
[Tak. Crowley jest dla mnie bardzo cennym filozofem, dlatego sporo książek jego autorstwa zdobi moje półki, obok znanych i mniej znanych Rinpocze ze wschodu. Podeślę pomysł za dnia :)]
OdpowiedzUsuńLogan Mandelbrot
[Kłaniam się. Chciałabym wątek. Mogliby się nieźle zabawić. :]
OdpowiedzUsuńScott
[O ile dobrze liczę, to piąty, ale zawsze miałam problemy z matmą, więc pewnie coś sknociłam. Jeju, dziękuję ci bardzo za takie miłe słowa. To bardzo budujące, bo wciąż nie jestem pewna czy dobrze robię, bo może powinnam zostać przy tych babach. :c Ale z drugiej strony prowadzenie panów sprawia mi dużo zabawy. Naprawdę by go takim zaakceptował? W takim razie brawa dla Willa i oczywiście chęci na wątek są. Ostatnio nie jestem w najlepszej formie, jeśli chodzi o pomysły, ale w razie czego obiecuję nam zacząć. c:]
OdpowiedzUsuńLouis Covington
[Okey, niech będzie i tak. A tak w ogóle to jeśli chodzi o HTGAWM to świetny serial, sama skończyłam oglądać na początku tego miesiąca, a Oliver został oficjalnie moim ukochanym synkiem. <3 Także oglądaj, nie pożałujesz, a ja nam zacznę wątek.]
OdpowiedzUsuńLouis Covington
[Miło, że podoba się kreacja Niko. Krzywdzące te opinie o sportowcach i chyba, Nikolai obierze sobie za życiowy cel, przełamywanie stereotypu. Co po części już robi.
OdpowiedzUsuńJeszcze może wstrzymam się z decyzją o wątku, bo wenę mam zdradziecką i szybko znika oraz przy Niko stawiam bardziej na te damsko-męskie, ale jak mi się odwidzi to zgłoszę się do cb]
Kiedy Louis był na swoim drugim roku studiów, to nie było takiej imprezy, organizowanej przez bractwo, na której by się nie pojawił. Przecież jego obowiązkiem było pojawić się na każdym takim wydarzeniu, a chociaż zazwyczaj olewał większość swoich obowiązków, to jednak w tym przypadku bez problemu mógł zrobić wyjątek. Impreza była przecież imprezą, a wraz z nią wiązała się ogromna ilość dobrej zabawy, alkoholu, tańca i ogólnie pojętego relaksu. To właśnie lubił najbardziej, bo był to jeden z nielicznych momentów, kiedy mógł zapomnieć o wszelkich troskach. Poza tym na tych imprezach zawsze pojawiało się mnóstwo osób, w tym wiele nowych, a to dla niego zawsze był ogromny plus, bo możliwość poznania kogoś miłego zawsze była przyjemna. Nie, żeby później chociażby myślał o zadzwonieniu do swojego kochanka, nawet jeżeli wielokrotnie zapewniał, że to zrobi. Tak, tak, oczywiście, jakby nie miał nic lepszego do roboty.
OdpowiedzUsuńNie powinno więc nikogo dziwić, że na dzisiejszej imprezie pojawił się jako jedna z pierwszych osób. Jako członek bractwa praktycznie tutaj mieszkał, chociaż o wiele bardziej preferował swój pokój w akademiku, a raczej łóżko, bo pomieszczenie nie należało tylko do niego, ale także do jego współlokatora. Louis jednak często zachowywał się tak, jakby mieszkał tam sam, więc właściwie na jedno wychodziło. Zawsze potrzebował dużej ilości przestrzeni, dlatego postanowił zająć jakiś pokój w akademiku, chociaż mógł przecież mieszkać w domu bractwa. W każdym razie, kiedy pojawił się w budynku, znajdowało się w środku już kilkanaście osób, w tym oczywiście przewodniczący, który w tamtym roku zorganizował imprezę, którą według Louisa wszyscy będą pamiętać jeszcze przez następne sto lat. Zgarnął ze stolika swoje pierwsze piwo, nie chcąc od razu zaczynać od czegoś mocnego, tym bardziej, że impreza dopiero się rozpoczynała. Usiadł sobie na wygodnej kanapie, póki jeszcze ktoś nie zwymiotował na nią z dziesięć razy albo ktoś nie postanowił dokonać na niej swojego pierwszego razu.
Z miejsca, w którym siedział, miał całkiem dobry widok na drzwi, przez które co chwilę wchodzili kolejni goście. Nie pukali ani nie dzwonili, bo to tak naprawdę mijało się z celem. Nie dość, że muzyka grała strasznie głośno i nic nie było słychać, to jeszcze do pomieszczenia wlewało się tyle osób, że obok drzwi musiałby ciągle ktoś stać. Poza tym to była impreza, a nie jakieś tajne zgromadzenie wielbicieli preclów, żeby trzeba było kontrolować, kto wchodzi do środka. Louis czekał, aż pojawią się jacyś jego znajomi, bo nie zamierzał się dzisiaj bawić sam. Poinformował kilku przyjaciół o dzisiejszej imprezie i chociaż nie wystosował żadnego oficjalnego zaproszenia, to przecież nie musiał. Tego typu wydarzenia w ich bractwie zawsze były otwarte.
Gdy w końcu zobaczył jakąś znajomą twarz, podniósł się z kanapy i po drodze do drzwi zabrał jedno piwo. Z uśmiechem podszedł do Williama i podał mu puszkę.
— Już myślałem, że nie przyjdziesz. — spojrzał na chłopaka poważnie, jakby mówił, że liczył na to, że ten wykaże się większością punktualnością, jakby Louis zawsze wszędzie był o odpowiedniej porze. — Spóźnienie wybaczę ci tylko wtedy, jeśli mi powiesz, że w końcu dobrałeś się do tego chłopaka, którego masz na oku — powiedział, obejmując przyjaciela ramieniem.
Louis Covington
[Na każdym blogu, na jakim tylko widzę Twoją postać, to po cichu zachwycam się Twoimi KP (jestem pewna, że już kiedyś nawet Ci gdzieś o tym pisałam) oraz samymi postaciami również. W tym przypadku jest tak samo. :)
OdpowiedzUsuńDzięki za przywitanie. Również życzę wielu ciekawych wątków i dużo weny!]
Ean
[ Cześć, cześć, a Ellery to taki dobry złośnik i mam przez to na myśli, że jeszcze nikogo nie zamordował. ;D William jest wybredny, rozkapryszony i niemiły, a czy gra też na pianinie? Śmieszną ma fryzurę i spojrzenie. ]
OdpowiedzUsuńEllery Bentley
[ Katolicy? Ej, a nie lepiej protestantyzm? W Teksasie – jeśli chodzi o religie – protestanci stanowią większość, a zdaje się, że protestantyzm ewangelikalny jest (jeszcze?) bardziej konserwatywny, radykalny niż katolicyzm. ;> A pianino i tak mogłoby zostać.
OdpowiedzUsuńJakie to hity? Może się zgłosić ze składanką, Ellery na pewno jej wysłucha. Tylko wiesz, dobre rapsy (do grania na nerwach jakoś mi rap przypasował!) to niekoniecznie rapsy złożone tylko z fuckfuckfuckingfuck. :D ]
Ellery Bentley
[ Dlaczego jebie tu jak brudna skarpeta?
OdpowiedzUsuńHej, śpiący królewiczu, zgaś tego peta
Czy ty myślisz, że z ciebie taki pieprzony poeta?
Joł
Myślę, że to będzie hit, spółka Ellery&William doczeka się mnóstwa fanów i fanek, na koncertach będą leciały staniki i slipki! William nawija, Ellery akompaniuje mu na ukulele, bo ukulele jest tak słodkie jak on (jak Ellery znaczy, nie jak William!). Tylko muszą sobie wymyślić fajne ksywy.
Myślimy. Albo... ty myślisz? :D ]
Ellery Bentley
[ Widzisz, jeszcze spółka nie została założona, a Ellery już rozumie Williama tak dobrze, że grzebie mu w myślach i stąd zna tekst piosenki. :D Poza tym wiadomo, że nie będą się nazywać William&Ellery, ponieważ muszą mieć ksywy, halo. Proponuję zapożyczyć imiona z Ulicy Sezamkowej, William będzie Tellym (Telly-Willy, podobnie!), a Ellery Elmem. Elmo&Telly, toż to piękno. I Elmo powinien być pierwszy, serio, bo Ellery przecież jest przystojniejszy...
OdpowiedzUsuńI nie ma słodszego instrumentu niż ukulele!
I (x2) dlaczego nie możesz zaproponować mi jakiejś dramy albo głupoty? ]
Ellery Bentley
[ Oj, zignorowałam końcówkę twojego poprzedniego komentarza, o podwójnym l w imionach. Nie wiem, czy to coś znaczy, a jeśli coś znaczy, to nie wiem co, ale na pewno coś świetnego!
OdpowiedzUsuńDlaczego wszyscy mówią o pokemonach? Dlaczego piszesz mi o pokemonach? MAM WINDOWS PHONE, już można się śmieć. :( Ale dobrze, rozumiem, że mam rozpocząć?
PS Ukulele jest słodsze od mandoliny, a Ellery od Williama. :D ]
Ellery Bentley
[ Dobra, dobra, swoje wiem. :D
OdpowiedzUsuńO mój Boże, biedaku! Łączę się w bólu, w sumie dosłownie, bo przecież znam go [ból] z autopsji... I wiem, wiem, świetne do wątku, ale ja bym chciała też w rzeczywistości połapać, a nie mogę, bo nie ma aplikacji na mój durny system.
Ok, zacznę, mam nadzieję, że w miarę szybko. ]
Ellery Bentley
[O nie! Biedna Anne jak ktoś tak czyta jej nazwisko :D. Do tej profesji jej daleko. Dzięki za przywitanie! ]
OdpowiedzUsuńKiedy jeszcze Pokemon GO nie było aplikacją dostępną na telefony, a dopiero o niej się mówiło, Ellery nie czuł żadnej ekscytacji związanej z tym tematem. Chociaż zdarzyło mu się z przyjemnością pogrywać w kilka tytułów, to jednak nie był ani zapalonym gamerem (szczególnie jeśli chodziło o gry mobilne), ani tym bardziej fanem pokemonów. Właściwie czasem miewał wrażenie, że coś go w dzieciństwie ominęło – nie bawił się Game Boyem, a jeśli chodzi o anime, to obejrzał kilka odcinków i, pomimo tego że nie narzekał, nie spodobało mu się tak, by pilnować godzin emisji na tyle pilnie, aby zawsze w odpowiednim czasie wygodnie sadowić się przed telewizorem. Zresztą i tak najczęściej miał coś ciekawszego do zrobienia, a jeśli tylko miał taką możliwość, wolał bawić się na zewnątrz – tak się składało, że nikt nie pomyślał, aby zamontować kablówkę na podwórku bądź w parkach. Pokemony więc kojarzył, ale tylko na kojarzeniu się kończyło i nic nie zapowiadało, by w najbliższej przyszłości ten stan rzeczy miał się zmienić.
OdpowiedzUsuńNie sądził nawet, że zdecyduje się na zainstalowanie aplikacji, a tym bardziej, że tak się w to wszystko wciągnie. A jednak – to wszystko okazało się nader przyjemnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Czasami miewał poczucie, że marnotrawi wolne godziny i mógłby zrobić coś wartościowszego, ale wyrzuty sumienia nie były na tyle silne, aby odstawić telefon. W końcu nie samymi poważnymi sprawami człowiek żyje i Ellery miał tego świadomość, a przynajmniej tak sobie mówił, kiedy szybkim ruchem posyłał pokeballa w kierunku tańczącego pod katedrą wykładowcy pokemona.
Najprzyjemniejszym aspektem całego tego szaleństwa był fakt, że – by móc cieszyć się sukcesami w świecie mobilnym – należało wylęgnąć z nory i spacerować po świecie rzeczywistym, a także (co może nie wynikało bezpośrednio z samej rozgrywki, ale jednak było mocno z nią powiązane) poznać nowych ludzi, którzy także padli ofiarą pokemonowego szału. Ellery poznał takich naprawdę wielu i chociaż z większością z nich tracił kontakt tak szybko, jak go zyskiwał, to wszystko było niezwykle interesującym i przyjemnym doświadczeniem. Czasami nie zamieniał nawet słowa z drugim łowcą (trenerem!), tylko wyławiali się z tłumu i posyłali sobie te znaczące spojrzenia i uśmiechy, że tak, że oni wiedzą, dlaczego ta druga osoba przed chwilą tak intensywnie wpatrywała się w ekran telefonu.
Nie do końca rozumiał fenomen, któremu się poddał, ale zamiast to wszystko analizować, po prostu pozwolił sobie na głębsze zanurzenie. Co prawda, nie stał się maniakiem, który świata poza aplikacją nie widział – i na szczęście daleko mu było do tego – ale nie był do Pokemon GO nastawiony tak obojętnie, jak myślał, że będzie. Właściwie to nie widział wielu minusów aplikacji, a jeśli nawet, to ginęły one pod naporem plusów. Do których między innymi należały pokestopy umiejscowione przy ciekawych muralach, którym wreszcie Ellery mógł się uważniej przyjrzeć.
W gruncie rzeczy podejrzewał, że popularność gry szybko przeminie, a więc należy szybko wykorzystać chwile sławy aplikacji. W końcu zabawa była przednia, można by chociaż raz w życiu czegoś nie przegapić, nawet jeśli to coś było czymś tak błahym. Więc kiedy William zaproponował nocną wyprawę w poszukiwaniu pokemonów, Ellery, niewiele myśląc, się zgodził.
Trochę się z siebie podśmiewał, a trochę gardził, kiedy nakładał na głowę latarkę-czołówkę, którą zakupił na któreś wakacje, kiedy jechał zwiedzać jaskinie. Może szykowanie się do głupiej zabawy jak na niezwykle trudną wyprawę było czymś zakrawającym o śmieszność, ale ostatecznie życie z zasady było zbyt niepoważne, by brać je na serio. Więc kiedy Ellery szedł po wyludnionej plaży i rozglądał się za Williamem, wcale nie czuł się tak idiotycznie, jak by mógł.
Znowu miał pięć lat i szedł przeżyć największą przygodę swojego życia.
– Siema – mruknął, kiedy w końcu odszukał znajomego. – Szkoda, że to tylko ty, liczyłem na lepsze rozpoczęcie łowów – dodał markotnie, wpatrując się w ekran telefonu.
Nie pogardziłby jakimś rzadkim pokemonem na dzień dobry. Albo na dobry wieczór. Albo... Cokolwiek.
Ellery Bentley
Usuń[ Moja siostra nie rozstaje się z telefonem, więc nie mam jak podkraść. I okej, myśl sobie, co chcesz, ja i tak swoje wiem! :D
Btw. chyba dość dawno temu napisałam ostatni wątek, więc trochę zardzewiałam i tak dalej, muszę się rozruszać, więc... Będzie lepiej, chyba. ]
[Dziękuję bardzo za powitanie ;) Czytając twoją kartę, tak mi przyszło na myśl, że jeśli byłaby chęć wątkowania to zrezygnowany Caleb mógłby zwrócić się o pomoc do Williama np. jak skutecznie nie spłoszyć ducha w trakcie robienia mu zdjęć, czy coś w ten deseń. Twój pan mógłby się bardzo przed tym bronić, bo w końcu czuje niechęć do Idealnych i może myśleć, że Caleb zbyt lekko i niepoważnie traktuje ten temat. Skończyłoby się na wywoływaniu duchów na cmentarzu XD]
OdpowiedzUsuńCaleb
[Dzięki! Cieszę się, że moje postacie są do zniesienia. Korzystając z zaproszenia, wpadam tutaj po wątek. Jakiś konkretny pomysł z którymś z moich panów?]
OdpowiedzUsuńSerafino / Jeffrey
— To jest beznadziejne — mruknął zdenerwowany, gdy aplikacja Pokemon go po raz kolejny wyrzuciła go do głównego ekranu, uprzednio informując, że serwer jest przeciążony. Spode łba spojrzał na stojącego obok Williama i marszcząc brwi, zrobił krok do przodu aby zerknąć w ekran trzymanego przez chłopaka smartphone’a. Widząc animowaną mapkę zacisnął mocno wargi, tworząc z nich prawie niewidoczną linię. Najchętniej wyciągnąłby z dłoni kolegi komórkę i ruszył na poszukiwania upragnionych pokemonów. Zamiast tego wyłączył tylko swój telefon, z myślą o jego ponownym uruchomieniu, łudząc się nadzieją, że tym razem wszystko będzie działało dokładnie tak, jak powinno. — Doszedłem już do siódmego lvl i jeszcze nie wybrałem drużyny. Chciałem to dzisiaj zrobić, ale jeżeli to gówno się nie włączy, to przysięgam na tę cholerną czapkę. Nigdy więcej w to nie zagram — oznajmił, wyczekując, aż ekran ponownie zaświeci się i poinformuje go swoim włączeniu. W tym czasie zerkał tylko do telefonu kolegi wyczekując, aż i u niego wyświetli się komunikat o serwerze, chociaż w głębi serca miał nadzieję, że nic takiego nie nastąpi. W końcu jeżeli u Willa wszystko działało wciąż była szansa, że w tym przeklętym Samsungu również zacznie, a przynajmniej powinno. W końcu wczorajszego wieczoru, gdy szwendał się po mieście razem z Susan wszystko działało idealnie, a łapanie pokemonów było naprawdę owocne.
OdpowiedzUsuń— Módl się Danvers, żeby działało, jak nie to idę w cholerę. Nie będę za tobą łaził bez celu — mruknął i wprowadził szybko kod odblokowujący ekran telefonu. Wymruczał jeszcze cicho pod nosem kilka przekleństw widząc, jak pasek ładujący się zacina, jednak gdy gra się w końcu włączyła westchnął cicho, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. — Masz jakieś Lure Module? Ja mam jedno, jak odpalimy je przy znajdujących się blisko siebie pokestopach, to zgarniemy więcej pokemonów. Dalej, Danvers, ruszamy. — Spojrzał w swój telefon, chcąc odnaleźć jak sąsiadujące ze sobą punkty. Najlepiej, gdyby znajdowały stosunkowo blisko, Louey należał do tych raczej leniwych osób, które z chęcią, gdyby tylko mogły, przesiedziały cały dzień z tyłkiem usadzonym na wygodnej kanapie i z laptopem na kolanach, lub przed telewizorem, a najlepiej z jednym i drugim. Chociaż zdarzały się dni, kiedy budził się rano i dobrze wiedział, że cały dzień spędzi na nogach. Nie dlatego, że musi ale po prostu chce. Tak, to zdecydowanie wiązało się z wkurzaniem i irytowaniem innych, ale Louey po prostu to lubił.
Louey
[Wątek chętnie napiszę, ale jak wiadomo, brak mi pomysłów, szczególnie, że jego studia z dziedzinami nauczania Sachiego niewiele mają wspólnego.]/Sachie
OdpowiedzUsuń[Dziękuję pięknie za przywitanie! Tak mi wpadło do głowy, że wątek z klubem miłośników UFO mógłby być ciekawy :D może Tony z ciekawości wpadłby na jakieś spotkanie?]
OdpowiedzUsuń[Och, szczera prawda, że mojemu pastorowi daleko od typowego wierzącego. Taki etap negujący wszystko, albo jak kto woli nadwyrężający i testujący cierpliwość Boga :D Popieprzony przypadek. I ogólnie może być też taka dziwna relacja, ogólnie na wiele jestem w stanie się zgodzić i w sporej mierze dostosować.]
OdpowiedzUsuńJeffrey