Stas
Libidojew
25 lat — III rok weterynarii — amerykańskie i rosyjskie obywatelstwo — akademik Vilana, pokój nr. 119 — dziennikarz w gazetce — Zakon Jedi — wegetarianin
Miał dwanaście lat, gdy pijany ojciec o jeden raz za mocno
uderzył swoją żonę i zamachnął się na siedmioletnią córkę. Zbyt wiele razy widział utykającą matkę z podbitym okiem; za dużo blizn i siniaków miał on sam. Anja to było co innego. Stas nie
myślał w tamtym momencie, po prostu, nóż po robieniu kolacji nadal leżał w zlewie, a on słyszał tylko płacz matki i rozpaczliwy
krzyk Anji. Czasami zdaje mu się, że nadal widzi krew na swoich rękach i czuje
jej metaliczny odór, którym przesiąkł od stóp do głów. Po tym zdarzeniu cała okolica plotkowała i rzucała
niewybrednymi komentarzami o tej ruskiej
patoli spod ósemki, a Stas potakiwał psychologom w ośrodku wychowawczym, że nie, ta plama przypomina mu ptaka, a
nie ojca. Gdy tylko stał się pełnoletni, wyniósł się ze Seattle; bardzo rzadko przyjeżdża odwiedzić matkę i siostrę. Woli dzwonić, niż jeszcze raz przekroczyć próg tego mieszkania. Lubi pisać, wypracowani czy felietony nigdy nie sprawiały mu trudności, chociaż nie ciągnęło go do
nauk humanistycznych; co innego biologia. Uwielbia zwierzęta i gdy tylko
wyniesie się z akademiku ma zamiar kupić sobie wielkiego psa. Choć większość
amerykańskiej popkultury to dla Stasa czarna magia, Gwiezdne Wojny
mógłby oglądać cały czas. Nie pije kawy, nie słodzi herbaty, biega codziennie
rano, a potem wypala trzy papierosy. Prawdopodobnie gdy skończy czterdzieści
lat, jego płuca będą wyglądać niczym zasuszone śliwki. Twardo stąpa po ziemi,
często bywa złośliwy i niesympatyczny. Nie robi zbyt dobrego wrażenia,
szczególnie z tatuażami na przedramionach i wiecznie arogancką miną. Sprawia
wrażenie nieprzystępnego, chłodnego i beznamiętnego, ale tak naprawdę niewiele
potrzeba, aby jego mur pękł, a on sam rozpadł się na drobne kawałki, które w
końcu będzie musiał jakoś niezgrabnie posklejać. Bo ludziom nie można ufać, zwłaszcza,
jeśli w grę wchodzą jakiekolwiek uczucia. Panicznie boi się momentu, w którym
ktoś jakimś cudem odkryje co zrobił w Seattle i znowu zaczną wytykać go palcami,
plotkować i patrzeć z odrazą, bo to ten
rusek, co zabił własnego ojca. Prawdopodobnie ucieknie na Grenlandię, bo
dalej już się chyba nie da.
Ash Stymest i serial Kości sponsorują kartę. Stas to w sumie dobre
dziecko. Biorę wszystko w ciemno. :D Bawmy się!
[Dawaj mi go tutaj do Louisa. <3]
OdpowiedzUsuńClarissa Skywalker/Louis Covington
[Mój! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥]
OdpowiedzUsuńDiego <3
[ Ten pan to prawdopodobnie Ash Stymest :) Smutna historia, ale kreacja postaci świetna. Życzę weny, wielu ciekawych wątków i zapraszam do siebie :)]
OdpowiedzUsuńSissi
[Ja ich chciałam pobić, nie? Znaczy tego, przyjaźnić też się mogą i w ogóle, ale jestem pewna, że początki ich znajomości nie byłyby łatwe, dlatego ta przyjaźń musiałaby być naprawdę mocno wywalczona, haha. Ale wtedy to już na całe życie!]
OdpowiedzUsuńLouis Covington
[Cześć i czołem! Też mi się wydaje, że pan na zdjęciu to Ash Stymest :)
OdpowiedzUsuńSmutną ma historię ten twój pan i chociaż Lyn go nie pocieszy, bo to nie w jej stylu to i tak zapraszam do siebie :)]
Lyndsey
Diego nie mógł marudzić na to jak został wychowany. Rodzice od maleńkości dbali o jego ambicje i życiowe morale, zapewniali mu wszystko co najlepsze. Choć jego rodzina miała znacznie lepiej ustawione życie, dzięki sporym sumom pieniędzy, które stale wpływały na ich konto bankowe, to żadne z dzieci państwa Sokołow nie uważało się za lepsze. Zarówno matka jak i ojciec chętnie uczestniczyli w wielu akcjach charytatywnych wspierając wiele fundacji. Jednak wszystko się zmieniło po przeprowadzce na Florydę, gdzie najstarszy z całego rodzeństwa Andrew zginął w wypadku samochodowym. Diego bardzo to przeżył. Andy był jego wzorem do naśladowania i najlepszym kumplem, gdy go zabrakło młody Sokołow stał się ogromnie buntowniczy winąc wszystkich za śmierć ukochanego brata. Rodzice chąc nie chcąc zaakceptowali zmianę syna, jednak uparcie starają się go zmienić. Nie chcą, by przez głupotę Diega stracili kolejnego syna. Choć od śmierci Andrewa minęło zaledwie 6 lat to tęsknota za bliską osobą stale wzrasta, co Diego ukrywa pod warstwą chamstwa i zbyt wielkiej pewności siebie.
OdpowiedzUsuńCo roku mocno przeżywa śmierć brata piją najczęściej w barach, a trzeźwiejąc rano gdzieś po parkach. I tak było też tego wieczora. Nieźle wstawiony Sokołow ledwo siedział na barowym stołku zamawiając drink za drinkiem nie martwiąc się o pieniądze. Jego portfel był nieźle wypchany, a utracone sumy stale wypełniały się świeżą gotówką ze strony ojca. Diego nie miał ochoty się stąd ruszać, to był najgorszy dzień w jego życiu, chciał o tym zapomnieć. Fala nagłych wspomnień uderzyła w niego zdecydowanie zbyt mocno i gdyby nie dwójka jego kolegów, która napatoczyła się w lokalu to zostałby wyrzucony przez ochronę w godzinach zamknięcia lokalu najprawdopodobniej z obitą mordą. Na początku się stawiał, nie chciał wracać do akademika, jednak koniec końców jego kumple wygrali. W aucie nieco urwał mu się film i nie pamiętał drogi na teren uniwersytetu, jednak wszystko wróciło na korytarzu, gdy prowadzili go do jego pokoju. Bełkotał coś pod nosem, ale sam nie miał pojęcia co. Zdecydowanie zbyt dużo wypił i nie zapowiadało się, by alkohol chciał szybko wyparować z jego organizmu.
Zasłonił dłonią oczy, gdy weszli do pokoju oświetlonego przez blask energooszczędnej żarówki.
- Przesyłka specjalna do rąk własnych. Nie dziękuj, gdyby nie my siedziałby w lokalu do rana.
Diego zignorował wszystkich znajdujących się w pokoju, po czym zniknął za drzwiami od łazienki nie chcąc słuchać morałów prawionych przez Stasa czego z pewnością nie uniknie. Nawet nie wiedział kiedy ten cholerny rusek tak namącił mu w głowie, a teraz? A teraz stał się centralnym punktem w sercu oraz w myślach Sokołowa. Niby miał być to przelotny, niezobowiązujący romans, a stało się czymś poważnym, czym na czym wreszcie Diego zależy, czym czego spartaczyć nie chce i czymś czego ewentualna strata niewyobrażalnie boleć będzie. Przemył twarz zimną wodą oraz nawet zdołał umył zęby. Świat coraz bardziej wirował i nie mógł dłużej ustać na nogach. Padł tyłkiem na płytki, a cholernie ociężałą głowę oparł o ścianę prysznica.
- To twoja wina Andrew...to twoja pieprzona wina! - wybełkotał niemrawo ściągając z siebie koszulkę, którą rzucił gdzieś przed siebie. Skrzywił się czując dającego znać o sobie siniaka zdobiącego jego bok będący pamiątką po ostatnim meczu, który mimo wszystko okazał się być wygranym.
Diego totalnie stracił panowanie nad rzeczywistością, którą zastąpił teraz jeden, wielki, alkoholowy lag, a do gry wrócić dopiero będzie mógł rano dodatkowo dostając wcale nie tak miły bonus w postaci cholernego kaca.
Diego <333
[Louis jest mhrocznym Sithem pełną piersią, dlatego co ty na to, aby Stas napisał do gazetki uniwersyteckiej jakiś artykuł związany z Gwiezdnymi Wojnami, w którym lekko ukazałaby się jego dżedajowska natura? Lou już by sobie z nim porozmawiał na ten temat, więc i kłótnia by się wywiązała. c:]
OdpowiedzUsuńLouis Covington
[ Bardzo mi miło <3 Jasne, że kombinujemy! Tylko ja tak nie lubię przychodzić bez pomysłu, a brak mi punktu zaczepienia. Sissi musiałaby odwalić coś na tyle głupiego, by nawet Stas nie przeszedł obok tego obojętnie. Jak możesz odezwać się na maila majowakonwallia@gmail.com to może zrobimy burzę mózgów i wyjdzie coś ciekawego :) ]
OdpowiedzUsuńSissi
[ Mam nadzieję się, że Ellery nie będzie tylko WYDAWAŁ SIĘ, ale rzeczywiście będzie fajną postacią. ;D Nie wiem, czy radiu też można jakoś niezwykle ufać, ale myślę, że tak czy inaczej Ellery'ego warto czasem posłuchać – w końcu ma świetny głos!
OdpowiedzUsuńCześć, dzięki i wzajemnie, i jeszcze życzę, aby udało ci się Stasem popisać tak, żeby mu się żywot poprawił! No, chyba że to nie są twoje plany... ]
Ellery Bentley
[Dokładnie tak jak powiadają przedmówcy, na zdjęciu Ash jest :D Cześć. Chodź, zróbmy jakiś fajny wątek! Tyle razy miałyśmy coś kombinować, ale ja zawsze panny miałam, a wiem, że wolisz męsko-męskie. Może tym razem uda nam się w końcu stworzyć, jakiś naprawdę ciekawy wątek :D]
OdpowiedzUsuńLouey
No właśnie...umarł...nie ma go i nie będzie z czym właśnie Diego sobie nie radził, a jedynym rozwiązaniem jakie widział było picie, picie, które tylko na chwilę zabierało cały ból związany ze stratą bliskiej osoby.
OdpowiedzUsuńDiego zmocno bijącym sercem wlazł pod prysznic. Siedział tak w brodziku pod strumieniem zimnej wody dobre pół godziny. Nie przeszkadzało mu to. Zimna woda nawet go otrzeźwiła, a po wysuszeniu ciała ręcznikiem i wdzianiu na tyłek czystych, ulubonych bokserek z logiem batmana, zwymiotował dwa razy do muszli. Co się dziwić. Wypił naprawdę wiele najróżniejszych drinków, co nie dało dobrej mieszanki, a to wszystko spotęgowały negatywne emocje targające jego ciałem. Chwiejnym krokiem ruszył w stronę drzwi po wypłukaniu ust. Nieco zalał wodą łazienkę, po której walały się jego ubrania, ale miał to głęboko w dupie, tak samo jak to, że może zarobić kolejne, bezsensowne kazanie ze strony Stasa. Obraz coraz bardziej mu się zamazywał, a alkohol przejął pełną kontrolę nad ciałem, którym znowu mocno szarpnęło, a Sokołow kolejne pół godziny spędził nad modlitwą wymiątując, dodatkowo przeklinając wszystko i wszystkich. Pusty żołądek mocno się buntował. Czuł się więcej niż okropnie.
W końcu zdołał wyjść z łazienki, co już było ogromnym sukcesem. Wyglądał jak kupa gówna, przynajmniej nie śmierdział, tyle dobrego. Nawet nie raczył zaszczycić partnera natmniejszym spojrzeniem. Padł na najbliższe łóżko, które akurat należało do Stasa, ale to też miał głęboko w dupie. Z ogromną wirówką w głowie i piskiem w uszach starał się odszukać ukojenie w jego drobnych ramionach zapominając już o tym jak bardzo był na niego wściekły. Do tego wrócą rano, gdy oboje dobrze wypoczną.
Schował twarz w zagłębieniu jego szyi nieco się wiercąc i totalnie go odcięło. Nie pamiętał już jaka była reakcja Stasa na to, że ten wpadkował mu się do łóżka, czy to mu się spodobało czy też nie. Nie pamiętał też tego, że w nocy wstawał pare razy mamrocząc coś niezrozumiale pod nosem, aż obudził się w swoim łóżku zawinięty po same uszy w kołdrę przesiąkniętą zapachem Rosjanina. Głowa bolała niemiłosiernie, a suchość w ustach nawet na chwilę nie dała osobie zapomnieć. Docierało do niego powoli to co nawyczyniał wczoraj.
- Przepraszam - wydukał Diego dobrze wiedząc, że Stas go słyszy. Sokołow prawie nigdy nie przepraszał, NIGDY, ale teraz, gdy nie umiał sobie radzić ze stratą brata, a Rosjanin musiał to znosić nieco skruchy poczuł. - Ty też wczoraj w słowach nie przebierałeś.
Diego powoli wstał z łóżka i szybko znalazł się po stronie ukochanego. Sokołow był wyraźnie blady i zdecydowanie miał kaca.
Odnalazłszy usta partnera złożył na nich pocałunek, a gdy się od niego oderwał westchnął cicho.
- Jeśli masz zamiar sie na mnie wydzierać, to zrób to teraz, okej?
<33333
[Zróbmy burzę, chociaż nie jestem pewna czy dzisiaj wyjdzie z tego coś logicznego XD ale to jeżeli ma być burza to może mailowo? Nie ma sensu śmiecić sobie pod kartami.
OdpowiedzUsuńczekoladowamasa@gmail.com
Co do kupna bluzy drugi chętny! Jeszcze jeden dobry znajomy i Louey będzie całe życie chodził z jednym drukiem na plecach :D]
Louey
[Dobry! Życzę, co by się dobrze wątkowało. :)]
OdpowiedzUsuńJeffrey
[To w sumie wszystko mi jedno. c: Z racji tego, że ja podrzuciłam pomysł, to możesz właśnie zacząć od tego Stasa, który jest z siebie dumny jak paw, a potem ja napiszę, jak Louis rzuca mu się do gardła, o!]
OdpowiedzUsuńLouis Covington
[Dzięki, dzięki! Fakt, że inny kierunek, ale sądzę, że pewnych wykładowców się zapamiętuje i czasem można pomylić sale wykładowe XD Haha.]
OdpowiedzUsuńSerafino
[Jeśli Serafino nie padłby na zawał to na pewno musiałby się nagadać. Bo czy ktoś tu w ogóle puka, czy przestrzega zasad szkoły, bo czy tak można paradować z martwym zwierzakiem? No i gdzie do diabła podziali się jego studenci, którzy mieli tu być jakieś 10 minut temu, bo zmienił salę wykładu...? Albo jakby Stas wpadł z tym zwierzakiem to akurat trafiłby na Serafino leżącego na jakiejś ławie ze słuchawkami w uszach, termosem obok... bo już skończył wykłady, a teraz czeka na dodatkowe zajęcia dla tych, co nic nie rozumieją, a podobno chcą pojąć... Ale żeby ze zwierzętami? To takie zarysy scenariuszy.]
OdpowiedzUsuńSerafino
[ O jak ja go już lubię.
OdpowiedzUsuńW sumie łączy ich poranne bieganie, więc mogliby kilka razy na siebie wpaść. Jej mogłoby zabraknąć wody albo jemu, nie wiem. Pomyślałam też, że kiedyś mogła słyszeć o jego historii, ponieważ z Seattle pochodzi jej rodzina i wciąż miesza tam wielu jej krewnych, toteż kiedyś mogli jej pokazać gazetę, aczkolwiek wtedy się na tym nie skupiła. Teraz jego twarz wydawałaby się jej znajoma, ale nijak nie mogłaby go sobie skojarzyć z tą gazetą.
A jeśli nie, to mogłaby go po prostu prawie potrącić. ]
Colleen
[ Świetnie. W takim razie może zróbmy tak, oboje będą rano biegać. Ona po wcześniejszej rozmowie z matką będzie chciała przemyśleć kilka spraw, więc przebiegnie więcej kilometrów niż zazwyczaj, a co za tym idzie, zabraknie jej wody i stanie na środku chodnika sapiąc jak lokomotywa. ]
OdpowiedzUsuńColleen
Nie chciał już myśleć o wczorajszym dniu, który nie należał do owocnych. Chciał zapomnieć o wszystkim co miało wtedy miejsce i skupić się na czymś znacznie przyjemniejszym jak na przykład smakowanie ust swojego towarzysza, co było ulubionym zajęciem Sokołowa od samego początku ich znajomości. Diego był świadom, że do łatwych osób nie należy, jednak zmieniać się nie zamierzał. Albo go ktoś akceptował, albo w innym przypadku dostawał w ryj, jasna sprawa nie pozostawiająca żadnych wątpliwości.
OdpowiedzUsuń- Nie lubię brać leków. - odparł cicho i zasłonił usta w momencie, gdy zachciało mu się ziewać.
Rosjanin westchnął ciężko chowając twarz w zagłębieniu szyi Stasa. Wdychał spokojnie jego zapach bawiąc się przy tym włosami chłopaka. Widać było na pierwszy rzut oka, że Diego nie czuje się najlepiej. Ból głowy stale się nasilał, a suchość w ustach niczego nie ułatwiała. Wariacje w jego żołądku również stały się niepokojące. Chcąc nie chcąc musiał oderwać się od chłopaka i odrzuciwszy kołdrę na bok pognał do łazienki, gdzie rozpoczął długie modły nad muszlą klozetową. Dopiero, gdy wszystko ustało, dźwignął się na nogi, wyszorował dokładnie zęby i wziął gorący prysznic pełen żelu do kąpieli należącego do Stasa. W pełni odświeżony wyszedł z łazienki porywając w dłonie butelkę z wodą mineralną. Oderwał się od niej dopiero, gdy jej zawartość nie sięgała nawet do połowy. Przetarł twarz dłońmi i powróciwszy do łóżka wsunął się sprawnie pod kołdrę rozpoczynając swymi wargami wędrówkę po brzuchu Rosjanina. Diego nie pytał nigdy o zgodę, zawsze robił to na co miał ochotę, a wydawało mu się, że Stas raczej nie będzie miał nic przeciwko jego nieczystym zagraniom. Dawno nie byli blisko siebie, aż tak blisko, dlatego też warto nadrobić zaległości. Oboje lepiej się poczują, nawzajem zaspokoją. Same pozytywy. Poza tym reszta dnia stanie się lepsza.
Sokołow westchnął cicho ściągając sprawnie z Libidojewa koszulkę, która zupełnie zbędna wylądowała, gdzieś po środku pokoju na podłodze. Dosięgnął jego ust mrucząc przy tym z zadowolenia jak prawdziwy rasowy kociak. Czuł jak serce stale przyśpiesza swą pracę, a podniecenie stale brało górę. Oderwał się od niego dopiero wtedy, gdy zabrakło mu powietrza. Spojrzał mu w oczy pociągając przy tym zaczepnie za jego dolna wargę, którą subtelnie zassał.
Nieco znudzony zabawą ustami Stasa pozostawił na szyi chłopaka mocna malinkę, gdy w jego oczy rzuciła się nieciekawie wygląda blizna. Wodząc uważnie wzrokiem po ciele swego towarzysza dostrzegał ich znacznie więcej. Poczuł jak gula w gardle stale rosła. Zassał nerwowo powietrze. Czeu wcześniej tego nie zauważył?
- Co ci sie stało? - zapytał opierając się na dłoniach o bokach jego głowy. Diego musiał przyznać, że poczuł się źle z myślą, że ktoś mógł go w tak dotkliwy sposób skrzywdzić. - Stas? Skąd masz te blizny? - naglił go do odpowiedzi.
Kochający Diego <3
Bycie przewodniczącą bractwa wiązało się z masą obowiązków. Jak co miesiąc, Sissi była odpowiedzialna za organizację różnorakich gier i zabaw dla studentów wszystkich kierunków i uczestników wszystkich bractw. Nie było to łatwe zadanie, by zadowolić wszystkich i puścić wodzę wyobraźni na tyle, by co miesiąc odbywały się inne konkursy. Do tego wszystkiego musiała utrzymywać dobre kontakty ze sponsorami, którzy fundowali naprawdę wspaniałe nagrody dla uczestników gier, a szczególnie dla wygranych osób lub drużyn. Na szczęście miała grono osób, które emanowały pozytywną energią, a ich pomysły były złota warte, toteż organizacja tego typu wydarzeń była przyjemnością obfitującą nie tylko w genialne idee, ale również świetną zabawę.
OdpowiedzUsuńTego dnia musiała odwiedzić swojego znajomego, który zamieszkiwał w akademiku Vilana, gdyż mieli ustalić listę zakupów na najbliższy piknik rodzinny i dogadać się, co do terminu kiedy mogą razem pojechać to wszystko załatwić. Trzymając w dłoni twardą podkładkę, w której uścisku znajdował się gruby plik kartek zapisanych po brzegi, przemierzała kampus co rusz nakładając na arkusz swoje poprawki. Właśnie wspinała się po schodach do akademika, kiedy poczuła jak ktoś uderza w jej ramię z takim impetem, że podkładka z listą organizacyjna wypadła jej z rąk, a w jasnej dłoni pozostał tylko długopis. Salwa męskiego śmiechu rozniosła się po okolicy na co dziewczyna odwróciła wzrok, obrzucając studentów pogardliwym spojrzeniem. Znała ich z widzenia, gdyż grali w uniwersyteckiej drużynie futbolowej. Poza tym, każdy rozpoznałby ich szerokie bary i twarze nie zdradzające najmniejszych oznak inteligencji; zdecydowanie szympans wyglądał na zwierzę o wyższym rozwoju intelektualnym niż oni.
- Języka w gębie zapomnieliście, bo ostatnim przegranym meczy?- zapytała kąśliwie kucając, by pozbierać notatki. Gracze odwrócili się, a ich twarze zdradzały niezadowolenie z przypomnienia ostatniej, bardzo niechlubnej gry, która odbiła się echem godząc w dotychczasową dobrą renomę uczelni.
- Odwal się- usłyszała w odpowiedzi na co jej brwi powędrowały ku górze, a lewy kącik ust uniósł się ku górze. No tak, przecież nie mogła spodziewać się bardziej wyrafinowanej riposty czy zgryźliwej uwagi przepełnionej ironią, gdyż to wykraczało poza ich rozumowanie świata.
- Zwykłe przepraszam wystarczy- rzekła przenosząc ciężar ciała na jedną nogę i przypatrując się sprawcą bolącego barku, który rzeczywiście pulsował bólem. - Chyba, że wasz słownik jest na tyle ograniczony, że nie ma tam tak wysublimowanych słów.
- Ona chyba nas obraża- szepnął jakiś wysoki brunet do kolegi, który prawdopodobnie szturchnął z dużą siłą ramię panny McAllister.
- Nie chyba tylko na pewno- powiedziała bardziej do siebie niż do nich, odwracając się w kierunku wejścia do akademika, nie chcąc tracić więcej czasu na takich przygłupów. Niestety nie wzięła pod uwagę, że jej komentarz trafił do ich uszu, a twarz futbolisty przybrała kolor purpury, po czym ruszył w jej kierunku. Słyszała za sobą jakieś pokrzykiwania w stylu „ z babą się będziesz bił?”. Zerknęła przez ramię, a widząc rozwścieczonego byka pobladła, z rąk wypadły jej wszystkie rzeczy, a ona sama puściła się biegiem do budynku. Skręciła w prawo biegnąc ile sił w nogach po schodach przeskakując po dwa, by tym dalej znaleźć się od nieobliczalnego futblisty. Najwidoczniej zasad kultury także byli pozbawieni i nie mogła liczyć na litość ze względu na jej płeć. Zatrzymała się na jakimś piętrze podążając wzdłuż korytarza, a nieprzychylne komentarze na jej temat odbijały się echem od ścian. Zwolniła biegu notując z przerażeniem, że w oddali na końcu korytarza nie ma ucieczki. Nagle zauważyła wychodzącego z pokoju chłopaka, na którego wpadła z impetem pomimo usilnych prób zahamowania.
Niewiele myśląc, wepchnęła go z powrotem do pokoju zamykając za nimi drzwi, o które ostatecznie oparła się czołem uspokajając oddech i słysząc bijące w szaleńczym tempie serce. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że zaatakowała obcego chłopaka i wpakowała mu się do pokoju. Powoli obróciła się w jego stronę i posłała mu szeroki, radosny uśmiech.
Usuń- Cześć- powiedziała na początek unosząc ramiona ku górze. - Ładny masz pokój- dodała po chwili, gdyż było to pierwsza i niestety najbardziej tandetna rzecz jaka przyszłą jej do głowy, rozglądając się po pomieszczeniu i modląc się w duchu, by stojący przed nią student nie wyrzucił jej stąd póki nie będzie względnie bezpiecznie.
Sissi
Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów co myślą na temat Loueya Shinna z pewnością większość określiłaby go jako palanta, och, masz na myśli tego idiotę biegającego w czapce Pikachu i rzucającego w ludzi piłkami? To… Idiota lub po prostu zostałby nazwany imprezowiczem. Louey potrafił wkręcić się na każdą możliwą imprezę i szczerze mówiąc nie męczył się przy tym wielce. W dodatku, zawsze miał swój, mały cel, który zazwyczaj udawało mu się wypełnić. Blondyn od dłuższego czasu nie rozstawał się ze swoją talią kart, która była znaczona o czym oczywiście nikt, poza samym zainteresowanym nie wiedział. Chłopak zmierzając na imprezy, zawsze miał zamiar zgarnąć trochę gotówki, której dziwnym trafem zawsze mu brakowało.
OdpowiedzUsuńNa tej imprezie pojawił się z dokładnie tym samym motywem. Problem polegał jednak na tym, że domówka dopiero co się rozkręcała, a ludzie wciąż mieli jeszcze ochotę na picie alkoholu i tańce. Dobrze wiedział, że prędzej czy później ktoś zarzuci pokerowym hasłem, a wtedy on wystąpi na przód, ogłaszając, że całkiem przypadkowo ma ze sobą talię kart. Kręcił się po mieszkaniu trzymając w dłoni papierowy kubeczek wypełniony wódką i sokiem pomarańczowym w proporcjach zdecydowanie nierównych. Dziwnym trafem to właśnie wysokoprocentowy napój stanowił większość napoju. Zmierzał właśnie w kierunku schodów, jakiś dobrze poinformowany brunet oświadczył mu, że na piętrze jest wyznaczone miejsce do popalania zielska. Już był blisko, kiedy nagle poczuł jak ktoś na niego wpada, tuż po chwili poczuł na sobie mokrą ciecz, co sprawiło, że przeklął siarczyście nawet nie patrząc kto, tak właściwie miał czelność na niego wpaść i to w dodatku plamiąc mu ubranie. Gdyby to się stało za dwie czy też trzy godziny, już by się tym nie przejmował. Była jednak jeszcze dość wczesna godzina, a mu zależało, aby jakoś wyglądać. Powędrował dłonią do kieszeni spodni, upewniając się, że z kartami wszystko jest w porządku. Dopiero, kiedy odłożył karty do drugiej(całkiem suchej) kieszeni, uniósł głowę i spojrzał na sprawcę tego zamieszania.
— No proszę — prychnął cicho, unosząc ironicznie kącik ust. Poczuł, jak przez jego ciało przeszedł szybki dreszcz. Stas był jedyną osobą, przy której sam do końca nie wiedział co robi i tak właściwie dlaczego robi. Nigdy przed nikim otwarcie się do tego nie przyznał, ale naprawdę lubił tego faceta. W momencie, gdy się jeszcze spotykali nie był tego świadomy. Tak naprawdę uświadomił to sobie dopiero po jakimś czasie, dokładnie wtedy, kiedy było już za późno. Poza tym… Przecież nie mógł psuć sam sobie, swojej świetnej reputacji. Wszyscy dobrze wiedzieli, że jest człowiekiem, któremu nie zależy, a on dobrze się z tym czuł. Nawet, jeżeli faktycznie było inaczej. Kiedyś, nawet przez chwilę chciał zrobić coś w tym kierunku, myślał przez krótki czas o przeprosinach skierowanych do Libidojewa, nie był jednak w stanie tego zrobić. Przy nim, zachowywał się jak jeszcze większy idiota, całkiem nieświadomie robił wszystko, aby tylko nie naprawić ich relacji. — Wydaje mi się, czy właśnie próbujesz wyjść po cichu z imprezy? — Pogłębił swój pół uśmiech, unosząc przy tym pytająco jedną brew. — A może raczej uciekasz? — Zapytał, robiąc krok do przodu. Oboje dobrze wiedzieli co miał na myśli Shinn. Oblizał szybko wargi i przygryzając delikatnie dolną ponownie się odezwał. — Znowu, coś przeskrobałeś? Libidojew… Jak bardzo trzeba się starać, aby pozostać nieodnalezionym, hm? — Tym razem ponownie się przybliżył, ale tylko dlatego, aby jego słowa mogła usłyszeć tylko ich dwójka.
Louey
[Hej. Wybacz, że z takim opóźnieniem odpowiadam na powitanie, ale ostatni tydzień pracy wyczerpał mnie doszczętnie. Pomysł mam bardzo przyziemny- kojarzyliby się z któreś ze studenckich imprez i wpadliby na siebie w klubie. Jakiś chłopak bardzo chciał zyskać atencję Jani, więc ta dopadłaby Stasia i wybłagała, żeby udawał jej chłopaka chociaż przez chwilę, żeby mogła spokojnie zadzwonić po taksówkę i wrócić do domu. Co ty na to?] /Janiceve
OdpowiedzUsuń[Możesz zacząć? Jestem po oogromnej przerwie w blogowaniu i muszę się dopiero wgryźć w temat na nowo :P] /Janiceve
OdpowiedzUsuń