
Lena Orlowsky
20
LAT | DRUGI ROK NA KIERUNKU ARTYSTYCZNYM - TANIEC | BRACTWO PSI MU |
KLUB WYGODNYCH KANAP ORAZ ŁOWCY DOBRYCH DAŃ | GIMNASTYKA ARTYSTYCZNA |
CÓRKA THOMASA ORLOWSKY - WYKŁADOWCY MECHATRONIKI | MAŁY PROMYCZEK |
CIĄGLE W BIEGU | AKADEMIK GRETA, POKÓJ 110 | POWIĄZANIA | SPISANE | DODATKOWE INFORMACJE
Pierwszy raz taniec na żywo zobaczyła w wieku sześciu lat, kiedy to z ojcem przemierzała nowojorskie ulice. Stanęła wówczas jak zauroczona, wpatrując się w grupkę nastolatków, którzy ruszali się tak, jakby to muzyka płynęła w ich żyłach a nie z radia stojącego na chodniku. Nowojorczycy nie zwracali zbytniej uwagi na tańczących, w przeciwieństwie do małej Leny, która nawet nie reagowała na słowa ojca, że muszą się pospieszyć, bo on spóźni się do pracy. Nawet kiedy znalazła się w ojcowskich ramionach, wzrokiem wodziła za tancerzami dopóty, dopóki nie straciła ich z pola widzenia. To był chyba przełomowy moment w jej życiu, bo w małej główce pojawiła się myśl Chcę tańczyć tak jak oni. Za wszelką cenę. Rok później, już w szkole, zapisała się do kółka tanecznego. I choć większość dziewczynek zrezygnowała po kilku miesiącach, Lena nadal trwała przy swoim postanowieniu. Taniec stał się jej pasją. Życiem. To właśnie będąc na parkiecie mogła pokazać jaka jest. Jak wiele energii drzemie w tej niewielkiej, bo liczącej niecałe 153 centymetry wzrostu, osóbce. Jak dużo emocji potrafi pokazać poprzez kilka zsynchronizowanych ze sobą ruchów.
cześć, zapraszamy z Lenką do zabawy!
wątki i powiązania mile widziane c:
[zdrajczyni sie w koncu pojawila:-)
OdpowiedzUsuńMilej zabawy, jak cos zapraszam do powiazan]
David bardziej Ci znany jako Ethan, skazany na razie na tel
[jakie te wszystkie baby wymagajace... Nie dosc ze postacie mam kiepskie to jeszcze mam wymyslac oklepane watki ;-)
OdpowiedzUsuńAle tata Leny na pewno nam w tym pomoze:)]
David
(No hej:D Śliczne masz zdjęcie w karcie, a dziewczynę z gifa bardzo lubię, chociaż na chwilę obecną jej imię wyleciało mi z głowy. :p
OdpowiedzUsuńCały soundtrack z "Czarnego łabędzia" mnie urzekł i nie mogłam się zdecydować na konkretną piosenkę, ale scena finałowa w filmie mnie przekonała.
Nie wiem czy z zaproszenia na wątek skorzystam, żaden pomysł mi do głowy nie przychodzi. Ale jak coś to wal i może uda się nam coś napisać. ;D
Baw się dobrze!^^)
Isabella
[Witam serdecznie na blogu! c: Cieszę się, że pojawiła się tu taka pozytywna osóbka, jak Lenka, w dodatku z taką silną pasją! Życzę dobrej zabawy na blogu i samych ciekawych wątków!]
OdpowiedzUsuńClarissa Skywalker
[Dobra, przespałem się i pomysły sa dwa. jeden oczywisty, wypisany w tm kogo szukam, jednak David raczej d swojego "ideału" odzywał się nie bedzie, a raczej podziwiał z boku.
OdpowiedzUsuńDrugi to,że Lena nie przepada za Davidem, w końcu dla jej może być ciut dziwnym studentem, który uczepił się jej ojca jak rzep. Sam początek, on ja znów męczy pytaniami o profesora, ona podirytowana, bo się śpieszy wypuszcza telef czy cus z muzyką na występ.
Na poczatku wpierw awantura, ale potem David pokornie go zbiera i naprawie...]
David
[Przyszłam! Jak masz pomysł to śmiało pisz, a ja postaram się zacząć :3 Widzę już jak razem tańczą makarenę albo inny przypałowy taniec <3]
OdpowiedzUsuńVAUSE
[O, idealnie! Rozbudzę się, zrobię herbatkę i lecę nam pisać c: ]
OdpowiedzUsuńVAUSE
— Lenny... Lena!
OdpowiedzUsuńEva westchnęła i pokręciła głową. Rozejrzała się. Na szczęście Lena mieszkała sama, więc Eva nie musiała być szczególnie cicho ani uważać, żeby nie obudzić współlokatora. Spojrzała na śpiącą w najlepsze, zakopaną w pościel przyjaciółkę i uśmiechnęła się. Tak, była urocza i tak, miała ciężki dzień za sobą, ale to wcale nie znaczy, że zmęczenie i uroda zwania ją z obowiązku bycia przyjaciółką!
— Balerina! — Potrząsnęła Leną. — No wstawaj! Szybko! Kanapa ma zęby i chce nas zjeść, musimy uciekać!
Wskoczyła na łóżko Leny i zaczęła ją łaskotać. W szamotaninie obydwie spadły na podłogę, robiąc trochę hałasu.
— No, wreszcie, Chrapiąca Księżniczko. — Uśmiechnęła się i poklepała dziewczynę po głowie. — Oj, no już na mnie tak nie patrz. Wiem, nie lubisz być budzona w taki sposób, wiem, ale kanapa naprawdę chce nas zjeść. I przy okazji mam genialny pomysł.
Podniosła się, ułożyła niedbale kołdrę i poduszkę na łóżku i podniosła Lenę, rzucając jej wcześniej pierwsze lepsze ubrania, które napatoczyły się pod rękę Evy.
— Ubieraj się. Dwie minuty. Czekam przed drzwiami. Kay? Kay. — Przyłożyła dwa palce do oczu, zaraz pokazując nimi na Lenę i z powrotem na swoją twarz, po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi pokoju sto dziesięć. Nie musiała długo czekać. — No, moja piękności. Idziemy być złymi dziewczynkami.
Nie tłumacząc więcej, ruszyła wzdłuż korytarza, przytulając plecami ścianę i skradając się niczym pijany ninja. Potykała się o sznurówki rozwiązanych glanów i nuciła pod nosem metodię z miszyn imposyble. I nie skończyła, dopóki obydwie nie wyszły z akademika.
— Masz, napij się. — Wyciągnęła z męskich, luźnych spodenek do kolan puszkę energetyka. — I już nie marudź mi tutaj oczami. Będzie fajnie!
[Nie bij, że tak krótko!]
VAUSE
[Dziękuję za powitanie oraz życzę tego samego! :3]
OdpowiedzUsuńDiego
[Jakie z niej maleństwo! :D No, serio. Tfu, ale nie od tego miałam zacząć. Miałam się przywitać: Siema! Udanego blogowania i jak coś, to zapraszam do mnie ;)]
OdpowiedzUsuńJeffrey
[Tutaj nikt się nie nabija, a jedynie zwraca uwagę na to, co rzuca się w oczy (jak podskoczy!) :D Cieszy mnie chęć na wątek. Trochę ciężko mi znaleźć punkt zaczepienia, bo taniec raczej odpada, ale hasło "ciągle w biegu" już jest czymś, co może się w coś rozwinąć. Zresztą, jak się nie ma czego uczepić u niej, to się można jakoś mojego Jeffa czepić.]
OdpowiedzUsuńJeffrey
Odkąd zaczął chodzić z Leną i spędzili ze sobą pierwszą noc, dowiedział się o sobie kilku naprawdę interesujących rzeczy. Spał, jak kamień. Spał, jak Snorlax, któremu wystarczyło wygodne, płaskie miejsce, a po paru minutach już odpływał w świat snów i żadne ruchy nie były go w stanie zbudzić. Żadne podduszanie poduszką, żadne zatykanie nosa nie sprawiały, że się budził, co naprawdę irytowało jego dziewczynę, bo ta już kilkakrotnie prosiła, by poszedł do lekarza, bo może ma cukrzycę, może krzywą przegrodę nosową, bo nikt zdrowy nie chrapał tak głośno, że można było wyczuć ruch drżących ścian, a po drugiej stronie świata chrapanie Declana wywoływało trzęsienie ziemi.
OdpowiedzUsuńBył wysoki i nieco umięśniony, więc proste, że potrzebował więcej miejsca, by móc wygodnie się ułożyć, by na drugi dzień żadne plecy, czy kark go nie bolał. Fakt, kiedy spali na jednoosobowym łóżku rzadko kiedy się nie wysypał, bo mimo wszystko, że spychał i przyciskał Lenę do ściany, by zabrać sobie więcej miejsca, to nie było dla niego dostateczne i wolał już przygotować materac z kilku pożyczonych koców i po prostu spać na podłodze. Przecież zanim ktoś mądry wymyślił łóżka, ludzie spali na ziemi i jakoś nie marudzili. Przynajmniej żadne książki historyczne o tym nie wspominały, więc musiało im być wygodnie. A przynajmniej wygodniej niż tej parze, która gnieździła się na malutkim, jednoosobowym łóżeczku, bo Declan chciał się wyrwać od swojego współlokatora, a Lena chciała się przytulić do swojego chłopaka, jak do poduszki i zasnąć.
Leżał na plecach, z jedną ręką wciśniętą pod poduszkę, którą sobie podnosił ją lekko, a druga wisiała mu bezwiednie poza łóżkiem i dyndała nad przepaścią. Podobnie było z prawą nogą, która dawała mu przyjemny chłód w całym ciele. Chrapał już lżej, bo wcześnie przekręcił się z prawego boku na plecy, kiedy gwałtownie został wykopany ze swojego snu i sprowadzony do brutalnej rzeczywistości przez głośne pukanie do drzwi.
-Jest ósma rano…-jęknął boleśnie, chowając twarz w dłoniach, by przywrócić dawną ciemność przed oczami.- W sobotę. Chcę spać…-jęknął po raz kolejny i odsłonił twarz, by po chwili mieć chęć zasłonięcia jej sobie ponownie, bo jego oczy spotkały się z nienawistnym spojrzeniem ojca dziewczyny.
Pan Thomas Orlowsky, można delikatnie powiedzieć, nie przepadał za Declanem. Uważał chłopaka za człowieka nieodpowiedzialnego i lekkomyślnego. Nie był w stanie wyobrazić go sobie w roli męża, czy nawet pracownika. Uważał, że Declan nie zasługuje na jego córeczkę i wyraźnie mu o tym przypominał, że najlepiej byłoby, gdyby po prostu zostawił Lenę w spokoju, bo ona zasługuje na kogoś bardziej ambitnego, bardziej odpowiedzialnego i świadomego konsekwencji jego działań.
Prawdę mówiąc, ta niechęć nie była jednostronna. Ridgley również nie przepadał za profesorem Orlowskym, ale przecież nie będzie o tym paplał na prawo i lewo, mając świadomość, że jego dziewczyna na pewno chciałaby, aby przyszły zięć z teściem się przynajmniej tolerowali i nie zjadali siebie wzrokiem. Declan od początku zostawiał swoje uwagi dla siebie i przyjął postawę pokornego psa, który za każdym razem potakiwał głową i robił, co ojciec Leny mówił.
-Dzień dobry, profesorze.-mruknął na powitanie, choć mógł równie dobrze się nie odzywać i reakcja byłaby podobna. A raczej jej brak.
Kiedy dziewczyna rozmawiała z panem Orlowskym, Declan owinął się pościelą, by jeszcze bardziej nie świecić golizną i nie sprawiać, żeby żyłka na skroni przyszłego teścia ponownie się pojawiła i żyła własnym życiem. Będąc ludzkim burrito, wstał z łóżka i zaczął szukać swojej reszty garderoby. Cicho stawiał kroki, by nie wybudzić gniewu Wielkiego Ojca i kompletnie się wyłączył od rzeczywistości i sytuacji, która toczyła się obok niego. Jedynie wyłapał pojedyncze słowa, jak wyjazd, Maddie i tydzień. Dopiero, kiedy Lena bezpośrednio zwróciła się do Declana, ten odwrócił się z zdezorientowaną miną i mruknął krótkie hmm?
CDN.
Praktycznie, nowy rok się zaczął, ale wykładowcy nie próżnowali i już pozapowiadali masę egzaminów i testów, więc tak naprawdę Ridgley powinien o wczoraj siedzieć nad książkami i kuć. Odkładał to już wiele razy, bo tutaj wyszedł nowy film, a tutaj wyszli z Leną na kolację, ale widząc jej minę i wymowne spojrzenie w kierunku swojego ojca, pokiwał smutno głową na zgodę.
Usuń-Prawda…-mruknął, uśmiechając się lekko do wykładowcy, który jedynie obrzucił go surowym spojrzeniem, poklepał córkę delikatnie po ramieniu i wyszedł z pokoju.- Co mamy robić?- zapytał niewinnie Leny, kiedy drzwi się zamknęły i mógł spokojnie zrzucić z siebie kokon z kołdry i paradować bez koszulki, w samym bokserkach.
-Pewnie, że z przyjemnością oddalę od siebie możliwość skończenia tych studiów i nie będę się uczyć do egzaminu, który musieli już zapowiedzieć, by pilnować twojej rozwydrzonej siostry, która przecież to urodzony aniołek, wcale niepodobny do twojego ojca.- zaczął marudzić, na powrót kładąc się do łóżka i przyciskając twarz do poduszki.- Który notabene, tym razem jedynie dwa razy obrzucił mnie tym spojrzeniem „Tknij moją córkę, a kurwa spłoniesz”- dodał jeszcze, wskazując palcem do góry i imitując głos ojca.- Sukces! O której mamy być u Ciebie?
-Ja go nie lubię, bo on mnie lubi.- odezwał się na swoją korzyść i niewinność, wykręcając szyję, by spojrzeć na siedzącą Lenę.- Naprawdę, nie mam pojęcia, dlaczego mnie on nie lubi…Myślisz, że to ma jakiś związek z tym incydentem na pierwszym roku, co biegałem z wackiem na wierzchu?- uniósł brew w zdawkowym wyrazie i marszcząc na chwilę czoło, przycisnął policzek do poduszki.
OdpowiedzUsuńJego pierwszy rok studiów należał do prawdopodobnie najbardziej szalonych w jego całej uniwersyteckiej karierze. Był wtedy większym niedorozwojem i gówniarzem, niż jest teraz, więc godził się na wszystko, byle tylko przejść inicjację i dostać się do bractwa, oraz stać się bardziej rozpoznawalnym studentem w kampusie. Swego rodzaju stał się rozpoznawalny, bo jeden z wykładowców go złapał, widziało go większość, jak nie całe studenckie zgromadzenie, ale wtedy też poznał, a raczej zobaczył Lenę, kiedy ta szła właśnie do swojego ojca na wizytę. Prowadziło wtedy Declana dwóch wykładowców i niefortunnie zsunął mu się w tamtym momencie materiał koszulki, którym został obdarowany, by zakryć swój interes i nie gorszyć już reszty towarzystwo. Uśmiechnął się wtedy do niej i widział jedynie, jak się chichra i ucieka do ojca, który już wtedy zaczął obrzucać młodzieńca nienawistym spojrzeniem, jakby od tamtego momentu wymyślał różne tortury dla Ridgley’a. Super romantyczny początek znajomości.
-Siedemnasta…?- mruknął w poduszkę, która zagłuszyła jego głos i z jego mruknięcia wyszło bardziej niezrozumiałe burknięcie, albo gaworzenie pijanego człowieka.- Widzę tylko jeden wielki plus całej sytuacji; możemy wrócić do łóżka i odespać tę pobudkę. Co o tym sądzisz?- dodał jeszcze, uśmiechając się do dziewczyny szeroko i przygarnął do siebie, przytulając ją mocno.
Zatopił twarz w jej włosach i zwinięty w kłębek, zamknął oczy, by pospać sobie co najmniej do 11. Musiał przecież naładować akumulatory przed spotkaniem z nasieniem diabelskim, którym była Maddison Orlowsky. Pięcioletniego dziecka Szatana, które nie zna słowa odpoczynek i sen. Dwa razy się nią już opiekowali, ale nigdy kilka dni. Zawsze kilka godzin, w najgorszym przypadku był to jeden dzień, ale Declan już zdążył poznać jej uroki. Zawsze wracał poczochrany, albo z warkoczami na włosach i pomalowanymi paznokciami. Ciekawe, co dzisiaj dziewczynka wymyśli.
Wylegiwali się w łóżku jeszcze do wpół do dwunastej. A przynajmniej Declan chrapał wniebowzięty w łóżku z błogim uśmiechem na twarzy. O dwunastej zmusił się do ruszenia tyłka, wzięcia prysznicu i wrócenia do swojego pokoju, by przebrać się w świeże ubrania.
Pod numerem 112 w akademiku Greta było cicho. Współlokator pewnie poszedł szkicować drzewa na błoniach kampusu, albo jakiegoś owada chodzącego po ziemi. Declan rozejrzał się po pokoju. Była wyraźna linia, która oddzielała pomieszczenie na dwie skrajnie różne części. Część Delcana była niepoukładana. Na łóżku zalegały ubrania wątpliwej świeżości, a na nich leżały pootwierane na odpowiednich stronach książki. Bałagan, który Declan usprawiedliwiał tym, że był on artystyczny. Przerzucał ubrania z ziemi na łóżko i z łóżka na ziemię. Natomiast część współlokatora była sterylnie czysta. Książki poukładane według kolejności alfabetycznej, a ubrania znajdowały się uporządkowane w szafie. Łóżko było pościelone i nawet pachniało ładniej po jego części, niż u Declana.
Wzruszył ramionami, wyszperał spod stery ubrań koszulkę i spodenki. Wcisnął buty na stopy, ułożył włosy, poperfumował się i wyszedł z pokoju, uprzednio otwierając okno, by przewietrzyć. Po drodze do pokoju Leny, wstąpił do studenckiej kantyny i nakupował produkty na śniadanie. A nawet kupił podwójną kawę sobie i Orlowsky. Wrócił obładowany i zjedli późne śniadanie.
Kiedy wybiła szesnasta, wyszli za rękę z akademika i wsiedli do autobusu, który zawiózł ich do domu państwa Orlowsky. Mogli pojechać samochodem, ale Declan jeszcze takiego się nie dorobił. Musieli fatygować się autobusem, by gdziekolwiek się ruszyć i zażyć trochę towarzyskiego życia.
CDN.
Kiedy stanęli w końcu przed drzwiami domu, Declan jedynie przeżegnał się i z płaczliwym wyrazem twarzy, zapukał.
Usuń-Pizza z podwójnym serem, pomidorami i kurczakiem. Bez oliwek. Tego chcę.-powiedział do dziewczyny i weszli do środka, gdzie od razu przywiódł na twarz szeroki uśmiech, którym powitał macochę Leny. Ta uścisnęła swoją pasierbicę na powitanie i obdarowała Delcana dwoma całusami w policzki.
W przeciwieństwie do ojca Leny, jej macocha uwielbiała chłopaka. Traktowała go, jak swojego syna, którego nigdy nie miała. Rozpieszczała go, a uśmiech nie schodził z jej ust.
-Panie Ridgley, zmieniłeś się. Tak dawno Cię nie widziałam, a obiecałeś, że będziecie mnie częściej odwiedzać.- odparła kobieta z cichym westchnięciem i ruszyła do kuchni, przywołując ich do siebie, by przekazać im wszystkie najważniejsze informacje dotyczące opieki i rozpisała wszystkie numery alarmowe.
Kiedy już wszystko zostało powiedziane i czas pożegnania nadszedł, pożegnali się, machając i obiecując, że nie spalą domu.
-Wolność!- zawołał Declan, kiedy drzwi się zamknęły i uśmiechnął się szeroko, ale zaraz mu on zniknął.
-Lenny, Decli!- głośny, słodki, dziewczęcy głosik rozległ się po domu, a w ich stronę wybiegła Maddie.
-A jednak nie wolność…-westchnął chłopak i czekał na atak.
Declan najwyraźniej miał w sobie chłopięcy urok i zwierzęcy magnetyzm, bo każda kobieta w rodzinie państwa Orlowskych uwielbiała Ridgley’a. Macocha uwielbiała, kiedy oboje ich odwiedzali, pytała o ślub i nawet była częścią w oświadczynach Declana. Jako jedyna wiedziała, co się święci, bo ten na pewno nie zwróciłby się do Thomasa o pomoc w tym przedsięwzięciu. Ona z nim poszła do jubilera, by wybrać ten idealny pierścionek, a nawet dołożyła się w minimalnej części do kosztów, choć Declan wyraźnie odmawiał finansowej pomocy, bo nie chciał być niczego dłużny.
OdpowiedzUsuńLena jakimś cudem poleciała na Declana, choć ich pierwsze spotkanie nie należało do najromantyczniejszych, czy chociaż najnormalniejszych.
Natomiast mała Maddison, najwyraźniej Declan miał dwie dziewczyny, bo siostra Leny dosłownie go uwielbiała. Kochała się do niego przytulać i urządzać z nim herbaciane spotkania, na które nie chciała zapraszać starszej siostry, dopóki chłopak nie poprosił o to, by jednak usiadła z nimi i napiła się herbaty. Nawet teraz było widać, że kiedy Declan i Lena przychodzą razem, pięciolatka kompletnie ignoruje blondynkę i skupia całą swoją uwagę na dwudziestodwulatku. A on sam nie chciał sprawiać dziewczynce przykrości i dopiero po wyjściu psioczył na nią, kiedy musiał paradować po mieście z pomalowanymi paznokciami i śladami brokatu na policzkach.
-Młodsze mnie uwielbiają.- jęknął z uśmiechem, kiedy podnosił Maddie na ręce. Mała od razu przycisnęła twarzyczkę do szyi chłopaka, a ramionami owinęła się wokół niego i spojrzała zaraz na niego swoimi oczami.
Pytając go, wydęła dolną powiekę w tak uroczy sposób, że mimo że Declan czuł, że to źle się skończy i pewnie pierwszy padnie od tej zabawy, niż dziewczyna, to i tak pokiwał ochoczo głową na znak, że chętnie się z nią pobawi.
-W co chcesz się bawić, hm?- uniósł brew i spojrzał wyczekującą na Mads.
-W pokaz mody!- zawołała, wyrzucając ręce do góry i machając nogami.- Lily kupiła mi spódnicę baletnicy!
-Naprawdę?- zapytał zdumiony, robiąc wielkie oczy.- No to leć i ubieraj ją, a ja i Leny będziemy na widowni. Będziemy Ci rzucać kwiatami i będziemy mówić, jak cię kochamy, okej?
-Niee, głuptasie. Leny będzie na widowni, a my będziemy występować.- uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach Declan wyraźnie widział małe ogniki. Piekielne ogniki.
-Co?- zdążył jedynie zapytać, bo Maddison już wyrywała się, by postawić ją na ziemi i wołając chłopaka, pobiegła do siebie do pokoju.- W co ja się wpakowałem…?-spojrzał na Lenę, wymachując rękoma, by przywrócić sobie w nich czucie.- Kupujemy dwie duże pizzę. Żadnych połów. Muszę natychmiast przytyć, by nie zmieścić się w żadne ubranie, które mi przyszykuje. A nie noszę cię na rękach, bo nie jestem na tyle silny.- puścił oczko do swojej dziewczyny i jak najszybciej pocałował ją w usta, by załagodzić sytuację i uciekł do pokoju ze śmiechem.
Pokój Maddison był jak najbardziej dziewczęcy. Pudrowo różowe ściany, białe firanki i pościel z wizerunkiem kucyków. Pluszaków była niezliczona ilość. Każde pluszowe zwierzę znajdowało się w tym pokoju. Żyrafy, misie, słonie, nawet leniwiec i ośmiornica się znalazły.
-Maddie, a może najpierw urządzimy wystawną kolację przed pokazem, hm?- Declan na wejściu do pokoju próbował przekonać dziewczynkę do swojego pomysłu.- Musimy mieć dużo siły, by dać radę przejść po wybiegu.
CDN.
-Ale chcę wam pokazać spódnicę…-odparła smutno, wyginając usta w podkówkę.
Usuń-I pokażesz! Wystroisz się na kolację. Trzeba przecież ładnie wyglądać, prawda?
-Praawda.- zgodziła się z nim. Declan podszedł do dziewczynki i pomógł jej ubrać różowe rajstopy w małe kropki i spódnicę. Kiedy już byli gotowi, trzymając ją za rączkę wyszli z pokoju do Leny.
Kiedy tylko weszli do kuchni, chłopak posadził Maddie na krześle i wykonał gest zwycięstwa, uśmiechając się triumfalnie.
-Jeśli będziesz po mojej stronie, to przez tydzień będziemy szli do tej twojej ulubionej restauracji i nie będę marudzić, okej?- szepnął do Leny, kiedy stanął obok niej.- Teraz robimy wykwitną kolację, a później urządzamy co innego, byle nie pokaz mody, okej?- popatrzył na nią błagalnym wzrokiem.
[ Cześć! Przyszłam przywitać członkinie bractwa Psi Mu i zaproponować wątek. Taniec to piękna pasja, a Lena już od dziecka dąży do spełnienia marzeń, tak samo jak moja postać. W razie chęci, serdecznie zapraszam do siebie na wątek :) ]
OdpowiedzUsuńSissi
[Przywiązałam się do Sky i tak jakoś wyszło :D Ta Sky jest inna, bardziej biedniejsza, choroba, narzeczony, rodzice i nieświadoma ciąża i pare innych, ale to nadal ta silna i pełna wigoru Sky z wiecznym optymizmem ;D]
OdpowiedzUsuń[No pewnie, że piszemy, a moja imienniczka Maryśka zawsze mile widziana :D]
OdpowiedzUsuń[Można w sumie zrobić z nich przyjaciółki ;D Nwm obstawmy, że nasze dziewczyny mają dwa dni wolne od zajęć i nie wiedzą co ze sobą zrobić. Sky nadal boryka sie z byłym, który znowu najdzie ją na terenie uniwersytetu, bd dość agresywny, ale jak na złość chłopakowi pojawi sie Mary ze swoim ojcem, który może przepędzić delikwenta i tak jakoś mężczyzna zaproponuje Mary, by na te dwa dni razem ze Sky pojechały do rodzinnego domu Mary itd xd Nwm czy może być, ale coś takiego mi wpadło do głowy.]
OdpowiedzUsuńPatrz, tak mi namieszałaś tą Mary w głowie, że nawet imiona przekręciłam XD
UsuńZmrużył podejrzliwie oczy, chcąc jeszcze powiedzieć „I ty, Brutusie, przeciwko mnie” i zacmokał ustami, głęboko się zastanawiając, czy jednak nie wybrać spódnicy, zamiast usługi dla Leny.
OdpowiedzUsuńDziewczyna wyglądała, jak niewinne nastolatka. Porządna studentka, która na swoje pierwsze piwo czeka do dwudziestego pierwszego roku życia. Aniołek, który stąpił na ziemię, by zbawić wszystkich i podarować odrobinę dobra ludzkości. I przez większość swojego życia taka była, głównie wtedy, kiedy targowała się z Declanem, groziła mu, czy też po prostu coś chciała. Wtedy potrafiła być brutalnie słodka, robiąc podobną minę, którą teraz obdarowała chłopaka.
Ridgley już dostatecznie długo znał swoją dziewczynę, by wiedzieć, kiedy spasować, a kiedy drążyć temat, aż wyjdzie na niego. Czasem pytał nawet ją, czy ona przypadkiem nie zgubiła gdzieś serca, albo czy przypadkiem wyjechała na Arktykę bez niego, bo jej serce zamarzło. Czasem również nie mógł uwierzyć, że dziewczyna tak po prostu, z czystym sumieniem potrafiła patrzeć, jak biedny Declan biega z językiem na wierzchu, byle tylko nie wkurzyć swojej wybranki serca i wywiązać się ze swojej części umowy.
-Rozumiem, że nie będę już do Ciebie przychodzić spać, tak?- próbował przełożyć szalę na swoją stronę. Fakt, chłopak również nie był słaby w targowaniu się. Oglądał mnóstwo programów aukcyjnych, gdzie ludzie żyli z licytowania się.- Okej, w taki razie zgoda. Twoja ulubiona restauracja, rogalik z czekoladą i posprzątany pokój, a co za tym idzie zero przytulania mnie w łóżku. Przez tydzień. Zero noszenia moich koszulek. Zero dotykania tego.-tutaj pokazał na swój brzuch, którym jeszcze mógł się pochwalić. Kaloryfer jeszcze miał swoje zarysy sześciopaku, a i Declan wiedział, jak bardzo Lena lubi u mężczyzn ładne brzuchy.- Zero wsuwania nóg między moich, a słyszałem, że noce mają być przez następny tydzień chłodniejsze. Dobry układ.- uśmiechnął się, wyciągając jedną rękę, a drugą nalewając, wysłuchującej wszystkiego Maddie, która już powoli zniecierpliwiona stukała rytmicznie kubkiem o blat stołu, lemoniadę.- No już, Maddie. Powiedz kiedy.
-Kiedy!- zaśmiała się dziewczynka, kiedy lemoniada była pod krawędzią kubka. Mała pogmerała berłem w napoju, a potem wysiorbała nadmiar.
Wytarł nadmiar napoju, który rozlał się na stół, a potem spojrzał na swoją dziewczynę, unosząc brew w górę.
Declan był człowiekiem honoru, mimo tego, co czasem wyprawiał i jak ogólnie się zachowywał i jakie miał spojrzenie na świat. Swego czasu był nawet harcerzem, więc mógł również na to przysiąc. Będzie sumiennie wypełniał swoich warunków umowy, jednak miał cichą nadzieję, że Lenę złapie wątpliwość i ukróci trochę swoją listę życzeń, bo Declan był jedynie sobą, kiedy miał bałagan wokół siebie. W porządku nie potrafił nic znaleźć.
-To jak?
Przez chwilę miał ją w garści. Przez krótką minutę czuł, jak uczucie zwycięstwa rozlewa się po całym jego ciele, a usta rozciągają się w niekontrolowanym uśmiechu. Trzymał ją w garści, jak motyla złapane w siatkę, jak muchę, która wleciała w pajęczą sieć, a później mu się nagle wyrwała i pofrunęła dalej, dodatkowo obrzucając go kupą, która zaległa na jej odnóżach. Tak właśnie się czuł, kiedy Lena odbiła piłeczkę, a on jej nie zdążył odbić. Uczucie zwycięstwa ustąpiło miejsca uczuciu spieprzonej sprawy i zbyt pochopnego użycia tego argumentu. Uśmiech na jego twarzy zastąpiło minie, która ewidentnie ukazywała jaką to sromotną porażkę doznał Declan. Teraz jego oczy zrobiły się wielkie, pełne niemego przerażenia, a on sam poczuł również, że mimowolnie jego ręce zaczęły niewyobrażalnie świerzbić.
OdpowiedzUsuńJego spojrzenie mimowolnie, jak wcześniej samej Lenie, zjechał poniżej twarzy dziewczyny. Wpatrywał się w jej piersi, ukryte pod koszulką, jak na ósmy cud świata. Przyglądał się im z utęsknieniem i wyraźną walką, która toczyła się w jego umyśle. Nie był przecież uzależniony, by w chwili wolnej uciskać biust Leny, jak piłeczkę odstresowującą. Również, nie potrzeba było dotykać ich, by uprawiać seks, więc mógł się bez nich spokojnie obejść, ale miło było zatopić w nich twarz, lub po prostu zasnąć na nich. Dobrze zastępowały poduszkę, a może nawet były od niej wygodniejsze.
Zdecydował, robiąc pewną siebie minę, a dłonie położył na piersiach swojej dziewczyny, uprzednio stając tak, by zasłonić małej Maddie cały widok. Jeszcze tego brakowało, by ta opowiedziała swoim opiekunom, jak bawili się Lena i wujek Declan. Sam chłopak teraz uśmiechnął się chytrze do Orlowsky, jedynie na chwilę patrząc na nią, a później całą swoją uwagę skupił na jej biuście.
Złapał je obiema rękoma i ścisnął delikatnie. Wydał z siebie wytęsknione westchnienie, a potem pokiwał ledwie widocznie głową.
-Będę tęsknić.- ponownie pokiwał, przybliżając do nich twarz, jakby miało to sprawić, że lepiej będą go słyszały.- Amy, Daisie, wrócę do was. To tylko tydzień. Będę o was myślał.- jeszcze raz pokiwał głową i złożył na każdej z nich delikatny pocałunek, a potem wyprostował się i ostatecznie wyciągnął rękę w stronę Leny.
-Jesteś okrutna, jak możesz bliźniaczki ode mnie separować, one potrzebują ojca, ale okej. Tydzień to nie tak długo, dam radę.- uniósł ramiona i opuścił je powoli wraz z westchnięciem, które brzmiało, jak ten pełen ulgi i zgody.- Gdybyś tylko wiedziała, co chciałeś dzisiaj z nimi robić. Mhm.-pokręcił głową z dźwiękiem pełnym zachwytu i potrząsnął niecierpliwie dłonią, by w końcu mieć za sobą tą farsę i zabrać się za opiekowanie się dzieckiem.
[O proszę, to jeszcze nie jest ze mnie taki dinozaur :D
OdpowiedzUsuńłooo, gimnastyka artystyczna... jedyne co mi przychodzi do głowy, to że Lena mogła mieć jakiś problem natury psychologicznej (np. przegrana w zawodach, w których myślała, że wygra. O ile w ogóle bierze udział w takowych) i Tony mógłby jej udzielać merytorycznego wsparcia w tej kwestii.
Chyba, że masz inne propozycje :)]
On natomiast zmrużył oczy, patrząc na dziewczynę trochę nienawistnie. Kochał tego małego diabełka, ale czasem grała mu na nerwach. I to niesamowicie głośno i skutecznie. Czasem miał ochotę po prostu ją przytulić, tak mocno, że złamałby jej wszystkie żebra, a wtedy ona byłaby na pastwę jego losu i ilości chęci do pomocy. A na pewno nie miałby aż tak wielkiej, jak mogłoby jej się wydawać. On napawałby się wtedy niby zwycięstwem, patrząc z satysfakcją na to, jak Lena nie potrafi sobie poradzić podetrzeć tyłka bez niego.
OdpowiedzUsuńAle to były chwilowe myśli, które napadły Declana, bo on był łagodny, jak baranek i muchy by nie skrzywdzić. No, może gdyby mucha byłaby naprawdę niecierpliwa, to znał kilka dobrych ciosów, które tę muchę by rozłożyły na łopatki.
Teraz przyszło mu jedynie westchnąć, przyjąć swoją przegraną na klatę, jak prawdziwy mężczyzna i udawać, że wcale jej zachowanie się dotknęło jego męskiej dumy. Przełknął smak porażki i nawet nie ruszył go moment, w którym Maddie teraz jego zignorowała, bo jej siostra wyszła z propozycją nie do odrzucenia.
-Kiedyś Lena mówiła co innego, ale co ja tam wiem.-mruknął nieco urażony i puścił oczko do Maddie, a potem założył ręce na wysokości piersi, odprowadzając dziewczyny wzrokiem.
Kiedy tylko Lena wróciła, Declan już siedział przy kuchennej wyspie i zajadał się znalezionymi ciastkami owsianymi. Upychał je wszystkie do buzi, jakby to miało w jakiś sposób mu pomóc. Może gdyby teraz się najadł, pobiegł do sklepu kupić piwo, a później zamówił pizzę, to jego kaloryfer już całkowicie by zniknął. Albo lepiej. Gdyby tylko odrzucił od siebie te ciasta i rzucił się na ziemię, by zrobić paręnaście brzuszków, by jeszcze bardziej pobawić się Leną i zmusić ją do przegranej.
Wpatrywał się w opakowanie ciasteczek, czytając tabelę z wszystkimi składnikami odżywczymi i ilościami kalorii i odrzucił od siebie pudełko, widząc, że te smakołyki nie mają praktycznie żadnych wartości odżywczych.
-Co za gówno. I takie coś wciskając dzieciakom na śniadanie? Plus 50 do rodzicielstwa.- zdziwił się, wrzucając ciastka do kubła i miał zamiar już przejść się na kanapę, tam uformować sobie wygodne siedzisko i obserwować, jak dziewczyny się bawią. Jednak w połowie drogi, nawet nie w połowie, Lena złapała go za rękę i wręcz zmusiła go do uczestniczenia w ich zabawach.
Jęknął boleśnie, kiedy zaczęła liczyć kroki. Zrobił minę zbitego psa i swoimi umiejętnościami robienia perfekcyjnych maślanych oczu, starał się zmusić Lenę, by go już nie męczyła i pozwoli lenić się na kanapie.
Potrafił tańczyć, ale jedynie po pijaku i w rytmie zupełnie innej muzyki, niż tej która leciała teraz z telewizji. Potrafił tańczyć w klubie, gdzie ruchów była minimalna liczba i liczyło się jedynie porządne kręcenie biodrami i czasem skakanie w rytmie muzyki. W innych sytuacjach był pokraczny, co usprawiedliwiał swoim wzrostem, bo był cholernie wysoki. Ostatnio jak pielęgniarka go mierzyła przy podstawowych badaniach, mierzył nieco ponad 193 centymetrów i w porównaniu do Leny, która miała 150 centymetrów w kapeluszu, uchodził za olbrzyma. Nie mieścił się często w drzwiach, a fotograf musiał stawać naprawdę daleko, by nie uciąć Declanowi głowy na zdjęciu.
-Musimy się bawić w tę całą naukę tańca?- burknął, choć piosenka naprawdę wpadała w ucho.- Już wolałem bawić się w pokaz mody, albo w salon fryzjerki. Maddie, nie chcesz zapleść mi warkoczyków?- popatrzył błagalnie na dziewczynkę, która skakała, jakby miała buty ze sprężyn i pokręciła przecząco głową.
-Za podeptane palce nie będę płacić.- ostrzegł jedynie i pozwolił się wykorzystać. Przecież nie wygra z dwiema kobietami i niechcący już stanął Lenie na stopę.