piątek, 22 lipca 2016

Bitch, I am a god.

Trzeci rok aktorstwa, drugi, prawie zaliczony podwójnie, na złość rodzicom, bo może.
Dwadzieścia cztery lata na karku, posada skarbnika w samorządzie,
zamiłowanie do hazardu i liczne role filmowe.
Każdego poranka staje przed lustrem i puszcza sam do siebie oczko, uśmiechając się zawadiacko, przeczesuje dłonią blond czuprynę, która w efekcie wygląda tylko gorzej niż lepiej. Oblizuje powoli wargi, a następnie wybucha głośnym śmiechem i nakłada na głowę czapkę z pikachu, z którą rozstaje się tylko na czas wcielania się w inne postaci. Swoją drogą, miał okazję wystąpić już w kilku całkiem dobrych produkcjach, a fakt, że musiał się do nich rozebrać, nie przeszkadzał mu w ogóle. Z dumą nosiłby bluzę z wyszytym na plecach napisem: jestem aktorem porno i tylko czeka, aż ktoś w końcu sprawi mu taką na zbliżające się urodziny, chociaż gdyby dostał ją bez żadnej okazji, nie czułby wcale urazy (w końcu to najszczersza prawda). Wręcz przeciwnie, z pewnością na jego twarzy pojawiłby się szeroki uśmiech, a oczy w ułamku sekundy stałyby się wielkie jak pięciodolarówki. Dodając do tego paczkę marlboro gold i kartonik oreo w białej czekoladzie, Louey z pewnością byłby bliski osiągnięcia pełnej euforii. Potrafi cieszyć się z małych, dla większości nic nieznaczących drobiazgów. Gdy nie jest zajęty spotkaniami samorządu studenckiego lub akurat nie zakłada się, która z cheerleaderek połamie się jako pierwsza podczas ćwiczenia nowego układu, najczęściej biega gdzieś po terenie campusu i wyskakując z ukrycia, straszy ludzi, rzucając w nich małą, gumową piłką, krzycząc przy tym: wybieram cię, Charmander. Chociaż to całkiem zabawne, gdy pokemon przywołuje pokemona… w każdym razie Louey z chęcią sam stałby się Pikachu, ale znacznie lepiej pasowałoby do niego, Pornoczu*. Nocami, kiedy nikt nie patrzy, zakrada się na uniwersytecką scenę i recytuje jego zdaniem najlepsze fragmenty ze swoich ulubionych sztuk. Tuż przed zaśnięciem częstuje sam siebie skrętem na lepszy sen, sprawdzając jednocześnie grubość swojego portfela, a gdy dziwnym trafem wszystkie studolarówki znikają… Cóż, ma całkiem dobrą posadę w samorządzie, a przecież w weekend uzupełni wszelkie braki, w końcu co sobotę dostaje wypłatę.



*fancy, dziękuję za piękną, pokemonową ksywkę dla tego idioty. <3
Jeżeli chodzi o wątki, przyjmiemy wszystko. Louey jest jednym, wielkim eksperymentem więc... Zgodzę się praktycznie na wszystko, co będzie zgodne z charakterem i stylem bycia postaci, a że Shinn jest jaki jest, to mamy naprawdę wiele możliwości.

40 komentarzy:

  1. [ ♥

    Wymyśl nam coś :P ]

    Willie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ależ pozytywny człowieczek, a ksywa trafiona w dziesiątkę :D Chociaż nie wiem, czy ten skarbiec taki bezpieczny przy hazardo-filii :D Niech się Louey dobrze bawi <3]

    L. B. M

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ech, pierwszy kolega z samorządu, a już kradnie pieniądze! :c Taki niby w miarę sympatyczny człowiek z niego, ale jednak moje serce mięknie i mi go szkoda bardzo. Tym bardziej, że wizerunek jest mi w pewien sposób bliski. Wiesz co wypchaj się, o łzy ludzi przyprawiasz.]

    Clarissa Skywalker

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Niech idą w nocy łapać pokemony <3
    Taki pomysł wymyśliłem xDD ]

    Najlepszy Willie

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ochotę mam, dlaczemu by nie. Ale z pomysłami, jak zawsze, krucho. Chyba, że w dzień wysilę łeb i pomyślę, to może wreszcie jakiś sensowny scenariusz się z niego wykluje.]

    Logan Mandelbrot

    OdpowiedzUsuń
  6. [Nieźle się ubawiłam czytając kartę i już lubie tego gościa :D Zapraszać Cię do siebie nie musze bo dobrze wiesz, że chętnie coś z Tobą napisze :D]

    Sky/Diego

    OdpowiedzUsuń
  7. [To... Może jej włożyć pikachową czapkę i porwać ją na polowanie na Pokemony. Albo z jakiegoś powodu iść na paradę wolności kurczaków, bo czemu nie. Ewentualnie proponuję wizytę w wesołym miasteczku, czyli duże skoki adrenaliny na kolejkach, dom strachów i wyciąganie jabłek z wody tylko za pomocą zębów. Nie wiem, nie wiem, jak coś to zaproponuj coś lepszego, bo u mnie to słabo z pomysłami. :c]

    Clarissa Skywalker

    OdpowiedzUsuń
  8. [Postać tak przezabawna, ze żałuje że nie umiem prowadzić wątków męsko-męskich. Ale za postać duży plus. Naprawdę podziwiam wymyślenie tak barwnych postaci. Można zawsze się pokusić o wątek z ciut nie sympatycznym profesorem reżyserii, który przyłapuje Louey'a na recytacji, ale to jak będzie chęć.
    A i ksywka wymiata.]
    Adam/David

    OdpowiedzUsuń
  9. [I ja dopiero teraz widzę kto jest autorem. Witaj i tu... :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [a dzięki, choc do niektórych sporo mi brakuje. Wracam do normy bo sporej przerwie (wcześniej pisałem na onecie jeszcze w 2012 :-)). Pomysł jest, mogę nawet zacząć jak odzyskam kompa. Tyle że sam se w kolano strzelam, bo Adam ma zwyczaj mówienia studentom, że nadaja sie co najwyżej na gwiazdę porno.]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  11. Adam cały dzień szukał swojej teczki. Nie miał w niej wiele, bo notes, jakie prace uczniów, które znów będzie oceniał na chybił-trafił, jedną ulubiona książkę i swój metalowy, ulubiony kubek. nie chował tam ani portfela, ani telefonu, jednak pewniej czuł się posiadając je w wewnętrznej kieszeni marynarki. Może nie było tam nic cennego, ale to były jego rzeczy i chciał je odzyskać, jednak najbardziej denerwujące dla niego było to, że zostawił je gdzieś i teraz sam nie wie gdzie. Niczym staruszek, czy roztrzepane dziecko, a on przecież taki nie był. Zawsze mocno stąpał po ziemi.
    Chyba przez tą pracę był już chyba po prostu przemęczony.
    Ostatnim miejscem w jakim mógł zostawić felerna teczkę, była sala teatralna, gdzie dziś prowadził zastępstwo na aktorstwie pierwszego roku, gdyż starsza pani Morgan nie dała rady dotrzeć dziś do pracy. Wszedł tam niechętnie, gdyż scena kojarzyła mu się tylko i wyłącznie z wypocinami nieudolnych uczniów. Nawet teraz, gdy szkoła była już w sumie zajęta, sala nie była pusta. Na samym środku sceny stał chłopak, w dziwacznej czapce, recytujący jedną ze sztuk przed pustą widownią. Barry zerknął na niego z rezygnacja, rozcierając jedną ze skroni, jakby nagle zabolała go głowa. Popatrzył jeszcze raz na niego. Musiał jednak przyznać, że na tle uczniów tej dziury nie wychodził tak źle, ale to nadal była tylko mała nadzieja na kupie gówna.
    Złożył ręce na piersi, spokojnie idąc do miejsca gdzie siedział wcześniej na zajęciach. Kiedy usłyszał, ze chłopak skończył kwestię, zaczął głośno klaskać.
    -Brawo, brawo. To cudowne że zdecydowałeś się na tak krótki fragment.- powiedział profesor, a kiedy znalazł sie przy fotelu, na którym leżała czarna, stara teczka podniósł ja z ulgą- A teraz złaś z tej sceny, bo ona i tak za dużo waszego pierdolenia znosi.- dodał i pokierował się powoli w stronę wyjścia, czekając az student mu odpysknie. Przecież nie powie wprost, że szuka kogoś, aby się wylądować za dzisiejszy, beznadziejny dzień.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie wiem czy powinnam, ale czuję ogromną sympatię do Louey'a. Nawet mimo tego, że odstawia "Pokemon Go" na żywo. Leo chyba nie byłby zachwycony, gdyby zaangażował go w tę zabawę w roli potencjalnego pokemona, ale to mogłoby być całkiem zabawne. W każdym razie dziękuję za powitanie i również pomyślę nad czymś bardziej konkretnym. :)]

    Leo Hautamäki

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dobry wieczór, znamy się?









    Hehe, taki żarcik kosmonaucik XD
    <3]

    Ean

    OdpowiedzUsuń
  14. [Oh, Lyndsey podrapałaby go tymi swoimi pazurkami, gdyby zaczął się z niej wyśmiewać! Mógł jednak kiedyś rzucić jakimś zgryźliwym komentarzem, aczkolwiek Lyn nie pozwoliła sobie wtedy na złość, ale kiedy w jej łapki dostałaby się owa czapka, zapewne chciałaby się trochę zemścić, bo to pamiętliwa bestia jest :D Louey mógłby wpaść do sali audytoryjnej, gdzie koło teatralne może mieć próby, a Lyn będzie już na niego czekała z diabelskim uśmiechem na twarzy i jego czapką w rękach!]

    Lyndsey

    OdpowiedzUsuń
  15. [Oj no już nie przesadzaj. To tylko ja. XD
    Hmm, chyba podziękuję. Nie ma sensu wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, nie sądzisz? Ktoś mi wisi odpis, który podobno już się tworzył 22 lipca po północy... XD]

    Ean

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Cześć, fajne mu imię wybrałaś. I on serio jest aktorem porno? Och, chyba jeszcze z postacią blogową o takim zawodzie się nie spotkałam. ;D
    Więc jeśli będziesz miała pomysł, czas i ochotę, to zapraszam, proszę się nie krępować! ]

    Ellery Bentley

    OdpowiedzUsuń
  17. [ To się opłaciło tyle szukać, bo dzięki temu wybrałaś imię, które mi się spodobało – a przecież to najważniejsze, nie? :D
    Ło, relacje, powiązania, nigdy nie umiałam takich wymyślać. Kiedyś za to sporo pomysłów dawałam autorom, ale to było wieki temu, w średniowieczu, teraz już nie umiem. Ale mam takie nieodparte wrażenie, że coś z hazardem w przypadku tych dwóch można by pokombinować... ]

    Ellery Bentley

    OdpowiedzUsuń
  18. [No to Stas mu kupi tą świetną bluzę. XD Cześć! Twoja karta sprawiła, że jak głupia szczerzę się do ekranu. :D Jest super. Okej, wierzę wam wszystkim i jak tylko będę mogła, to poprawię błąd. :) No to faktycznie, musimy coś w końcu napisać! Jakieś pomysły, czy robimy burzę mózgów?]

    Stas

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Tutaj już sobie nie porzucamy zaklęciami. :(
    Ale przyjmę jakiś ładny pomysł!]

    Cattelat

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Nie widzę Ellery'ego jako współorganizatora wieczorków pokerowych, wydaje mi się, że to raczej taki typ człowieka, który czasem sobie pogra (ok, głównie poprzegrywa ;D), pohazadruje, ale to nie taka skala, by miał się bardziej angażować. Więc raczej współuczestnik, który czasem wpadnie, czasem nie, ale ogólnie cieszy się na tyle dużym zaufaniem, że nie strach mu powiedzieć kiedy i gdzie jakaś gra zostanie zorganizowana.
    Ale można też pójść w tę stronę, że Ellery i Louey wpadną na siebie gdzieś poza collegem, w bardziej szemranym towarzystwie. Wtedy to Ellery odkryje szwindel Loueya i rozpoczną współpracę. I wszystko spoko, wzbogacają się nieźle, aż tu wtem! Jeszcze ktoś odkrywa ich oszustwo, jakiś nieprzyjemny karczek, który z poczynionego odkrycia się nie ucieszy, tylko... No. I będzie (nie)ciekawie. ;D ]

    Ellery Bentley

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Zawsze może się dowiedzieć! Ksywka genialna i ja chcę wątek! Koniecznie :D ]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Obiecanki cacanki :* XD
    Meh, może następnym razem coś napiszemy! :)]

    Ean

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Hmmmm. Anne mogłaby kiedyś obiecać mu tą jego wymarzoną bluzę, ogółem myślę, że kiedyś mogli się nieźle dogadywać, bo Anne lubiła dziwne akcje. :D A teraz.... teraz może się upomnieć o obietnicę, o której ona nie pamięta, a przy okazji może trochę spróbować ją naprawić. ]

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Skoro pytasz... Myślę, że ty! :D ]

    Ellery Bentley

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Chęć zawsze jest ;) Śmieszny ten Louey.
    Można iść w zaproponowanym przez ciebie kierunku, bo na inny pomysł na razie nie wpadłam.]

    Caleb

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dzięki! Aktorstwo to nie jego bajka, choć jego matka ze swoim udawaniem bóli głowy byłaby mistrzem – tyle zapamiętał, i to całe jego powiązanie z aktorstwem. XD]
    Serafino

    OdpowiedzUsuń
  27. [Cześć! Kocham Russella całym swoim serduszkiem, więc nie obrażę się, gdybyśmy chociaż spróbowały coś wymyślić? I jeżeli faktycznie rzuca w ludzi piłką, to może śmiało podbić jej oko!]

    Regina Vicker

    OdpowiedzUsuń
  28. [Nie wiem, czy z tego myślenia nam cokolwiek przyjdzie — chyba że masz już jakiś pomysł. A podbite oko przyjmiemy z wielką radością, zawsze później możemy zobaczyć, czy to nas dokądkolwiek poprowadzi.]

    Regina Vicker

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Dziękuję :)
    Zaproszenie oczywiście przyjmuję, choć przyznam, że mam tylko jeden pomysł. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że już prowadzisz taki wątek, ale mimo wszystko zaproponuje. Pomyślałam, że oboje mogliby wieczorem grać w Pokemon Go. Natknęliby się na pokemona, którego oboje chcą, a że Col jest uparciuchem i w irytujące dni potrafi kłócić się nawet o najmniejsze pierdoły, z pewnością by nie odpuściła, choć prawdę mówiąc, nie jest aż tak wielką fanką tej gry. Mu zaś bardzo by zależało i również nie zamierzałby odpuścić.
    Jakby co, mogę myśleć dalej. ]

    Colleen

    OdpowiedzUsuń
  30. [ W takim razie może nie odbiegajmy od tych pokemonów, ale pójdźmy w trochę innym kierunku. Col nie chciała nigdy studiować architektury, jej plany były całkowicie inny, ale odbiegały od wymagań rodziców, toteż koniec końców skończyła na niechcianym profilu, idąc w ślady rodziców.
    Możemy im wkleić małe powiązanie, mianowicie - ich rodzice się znają, może nawet trochę przyjaźnią, a więc oni też się znają, ale ich relacja nigdy nie przekroczyła progu przelotnych skinień na korytarzu. Jednak odbiegłam od pomysłu na wątek. On spacerowałby po ulicach w poszukiwaniu pokemonów i trafiłby na jedną z biedniejszych ulic, tam zobaczyłby grupę ulicznych grajków, a wśród nich właśnie Col. Wtedy dostrzegłaby go również ona i wpadłaby w panikę, że komukolwiek o tym powie, a zwłaszcza jej rodzicom.
    No cóż, niestety więcej nie mam. ]

    Colleen

    OdpowiedzUsuń
  31. [Przy nadmiarze wolnego czasu, który mnie czeka, może uda napisać mi się post fabularny. Trzeba się rozruszać. Obecnie jestem w stanie zaproponować tylko wątek.]/Sachie

    OdpowiedzUsuń
  32. [Skoro więc eksperymentujesz i próbujesz różnych rzeczy to warto chyba zacząć od tego, czego spróbować tak właściwie chcesz? Stąd możemy sprawdzać czy Sachie jest w stanie pomóc w tym eksperymentowaniu.]/Sachie

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Pornoczu jest cudowną postacią i mam wrażenie, że dogadałby się z Orlaith. :D Oboje są bardzo pozytywni!
    Chęć jest zawsze, ciut gorzej z pomysłami. :D ]

    evans

    OdpowiedzUsuń
  34. [ A wiesz co... Możemy to wszystko połączyć! :D Louey i Oraith mogli być kiedyś razem, ale teraz są przyjaciółmi i dobrze im z tym. Jednocześnie urządzają sobie takie mało znaczące sprzeczki o takie śmieszne rzeczy, ale i tak są bardzo za sobą. Łaziliby ze sobą na imprezy, gdzie próbowaliby siebie wzajemnie pilnować. :D Próbowałaby go jakoś nawrócić z Pornoczu na pełnoprawnego Pikachu, a potem jeszcze ogarnęłaby wszystkie te jego problemy z hazardem, mamuśka mode on i w ogóle. To byłoby przeurocze! I w sumie od tego możemy zacząć wątek. Wiesz, że jakimś cudem dowiaduje się o podkradaniu tych pieniędzy i idzie go opieprzyć. :D
    Dziękuję za wymyślenie tego! <3 Mam zacząć? ]

    evans

    OdpowiedzUsuń
  35. – Myślę, że masz poważny problem z tą aplikacją – powiedział dość głośno, gdy Louey zerknął na jego telefon. Nie przepadał, za podglądaczami, więc instynktownie przycisnął swojego smartphone'a do siebie. Pokemonn Go robiło furorę wśród młodzieży (i nie tylko). Danvers nie dziwił się temu zjawisku, bo uważał aplikację za wyjątkowo ciekawą i o wiele lepszą niż ten idiotyczny Snapchat, którym podniecał się cały świat rok wcześniej. – Chcesz mi się pożalić? – zapytał, uśmiechając się zadziornie. – Myślę, że powinieneś zrobić sobie przerwę od tej gry, bo... – przerwał, gdy na jego mapce pojawił się obrazek z Pikachu. Nagle cały świat zdawał się zatrzymać. Żółto-czarny pokemon był jednym z tych, których Will nie mógł nigdy złapać chociaż miał wiele okazji do tego. Strasznie go to denerwowało, nie mówiąc już, że Louey miał czapkę właśnie z tym stworkiem.
    Łapanie pokemonów było przyjemne jednak Danvers rzadko chodził na takie eskapady z towarzystwem, bo każda dodatkowa osoba w obliczu pokemonów stawała się dla niego konkurencją. Nic więc dziwnego, że w głębi ducha cieszył się, że telefon jego towarzysza nie mógł wytrzymać obciążenia i odmówił posłuszeństwa.
    – Mam Lure Module, jednak nie wiem czy chcę użyć to teraz. Wolałbym zostawić to sobie na jakiś wieczór, żeby złapać więcej rzadszych pokemonów – wyjaśnił. Poza tym, o tej porze po okolicy kręcili się różni ludzie, a Danvers nie chciał, żeby obcy korzystali z jego wabika i podbierali mu stworki. Na coś takiego godzić się nie mógł.
    – Chodź za mną – powiedział i pociągnął kolegę za rękaw. Droga na miejsce nie była długa, zwłaszcza że William niemal biegł do punktu w którym miał znajdować się upragniony pokemon. Nie musi chyba mówić, jak bardzo był zdenerwowany, gdy zobaczył, że jakaś dwunastolatka ośmieliła się zgarnąć Pikachu, który należał się jemu. Danvers zrobił się czerwony jak burak i teraz wszystko co znajdowało się blisko niego, było w niebezpieczeństwie.
    – Jak siebie kocham, to obiecuję, że jak ta dziewucha się tu odwróci, to wepchnę ją pod autobus – powiedział, odwracając się do Shinna.

    William

    OdpowiedzUsuń
  36. Kiedy Orlaith podjęła decyzję o szpiegowaniu Loueya, nigdy nie spodziewała się zobaczyć tego, co zobaczyła. Chciała po prostu wyskoczyć na niego znienacka, zerwać mu z głowy czapkę Pikachu i uciec daleko, będąc pewną, że chłopak i tak w końcu ją dogoni. To miałby być taki rewanż za to jego rzucanie piłeczkami i krzyczenie różnych rzeczy. Orlaith nawet nie wiedziała, czym lub kim był ten cały Charmander.
    Dokonała jednak przerażającego odkrycia — poważnie, to naprawdę nią wstrząsnęło. Przestała się nawet uśmiechać. Ogarnęła ją za to mieszanina troski i gniewu, co szybko doprowadziło do tak zwanego mamuśka mode on. Wciąż nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciel perfidnie wykorzystuje swoją pozycję w samorządzie i wykrada pieniądze. Wiedziała, iż Louey nie był odpowiedzialny i bardzo często wpadały mu do głowy idiotyczne pomysły, ale to chyba przebiło wszystko, co do tej pory zrobił.
    Nie wiedziała nawet, co go do tego pchnęło. Przecież nigdy nie mówił jej, że ma jakieś problemy z pieniędzmi... Bo przecież chyba tylko to mogło być wystarczającym powodem. Orlaith nie była pewna, ale nic lepszego nie przychodziło jej do głowy. Chyba po prostu ciągle była tym wszystkim zbyt zaskoczona i zasmucona.
    Następnego dnia, kiedy tylko wstała i się ubrała, od razu poszła do Loueya. Kiedy już znalazła się pod jego mieszkaniem [on mieszka w domu, mieszkaniu czy akademiku? XD], chciała wyciągnąć telefon z kieszeni spodni, by do niego zadzwonić. Szybko jednak okazało się, że komórki nie wzięła. Zapomniała. Westchnęła rozdrażniona, ale zaraz potem zapukała do drzwi. Miała nadzieję, że to Louey otworzy.

    evans
    Na początku krótko, ale potem się rozkręcę. :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Stas nie bawił się najlepiej. Był zmęczony po całym dniu ślęczenia nad książkami i słuchaniem wykładowców. Niby rok akademicki zaczął się niedawno, ale on już miał dosyć. Obracał w dłoniach papierowy kubek z sokiem, coraz częściej rzucając tęskne spojrzenia na stolik z alkoholem. Imprezę zaproponował kumpel z roku, bo znał kogoś, kto znał kogoś, którego chłopak/dziewczyna urządzał imprezę. Stas mógłby przyznać, że w sumie to został tu przyprowadzony wbrew swojej woli, bo miał tylko kilka chwil na przebranie się, po czym pociągnięto go na tą imprezę. Siedział na wytartej kanapie, wciśnięty w jej prawy bok, a po jego lewej jakaś para zaczynała się obściskiwać. Jeszcze przed chwilą Stas rozmawiał z tym kolesiem, ale gdy odwrócił się zaledwie na chwilę, dziewczyna tegoż chłopaka rzuciła się na niego i oplotła go rękoma, niczym ośmiornica mackami. Stas zmarszczył brwi; nie miał nic przeciwko parom okazującym sobie publicznie uczucia, ale ludzie! Nie na kanapie, którą zajmuje też ktoś inny. Bił się z myślami jeszcze przez minutę czy dwie (w końcu on pierwszy tu usiadł), ale gdy w plecy wbiło mu się coś, co zdecydowanie nie było łokciem, zerwał się jak oparzony i odprowadzony ssąco—mlaszczącymi odgłosami, zniknął w kuchni. Przy okazji porwał ze stolika dwie butelki z piwem, ale nikomu nic do tego. Muzyka była zdecydowanie zbyt głośna i tandetna, kumple już dawno zniknęli mu z oczu, a to wstrętne piwo w żaden sposób nie działało niczym neutralizator hałasu. szył się w ciemnym kącie kuchni, esemesując z przyjaciółką i gdy zegarek na ścianie wskazał dwadzieścia po dziesiątej, Stas uznał że swoje odbębnił i nikt nie będzie miał mu za złe tego, że się zmyje. Wziął do połowy opróżnioną butelkę z piwem z zamiarem odstawienia jej na stolik (ktoś na pewno z chęcią je wypije). Starając się omijać tańczących ludzi i nie tratować ich po drodze, udało mu się dotrzeć do schodów, które prowadziły na piętro, a tuz koło nich znajdowały się zbawienne drzwi frontowe. Nagle poczuł jak uderza w coś, czy raczej kogoś. Butelka, którą trzymał w ręce upadła na podłogę, a piwo rozlało się na wszystkie strony, w tym na stojącą przed nim osobę.
    — Sorry — mruknął bez jakiejś specjalnej skruchy, podniósł butelkę z podłogi i spojrzał na osobę, na którą wpadł. Miał wrażenie, że muzyka ucichła, całe światło z pokoju skierowała się w jego stronę, a na dodatek wszystkie jego błędy, które w życiu popełnił zaczęły się na nim mścić. No bo jak inaczej wytłumaczyć to, na kogo wpadł? Ktokolwiek. Obama, dziadek mróz, zielone ufoludki, nawet ten paskudny stwór z ulubionego koreańskiego horroru Sokołowa, czy jakaś pierdolona baletnica. Ze wszystkich ludzi na całym świecie musiał to być cholerny Louey Shinn.

    Stas

    OdpowiedzUsuń
  38. Zapach marihuany drażnił jej nozdrza, ale w tej chwili miała to naprawdę, ale to naprawdę głęboko w czterech literach. Kiedy tylko odsunął się nieco, aby umożliwić jej wejście do środka, Orlaith od razu przekroczyła próg. Faktycznie, lepiej będzie się na niego wydzierać wewnątrz, a nie na zewnątrz.
    — Nagrabiłeś sobie, Shinn — powiedziała tylko, po czym chwyciła go za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą w kierunku pokoju Loueya. Dobrze wiedziała, gdzie się znajdował.
    Kiedy już znaleźli się w pomieszczeniu, Orlaith zatrzasnęła wręcz drzwi. Była wściekła. Była tak wściekła, że chyba nie dało się tego nawet opisać słowami. A w dodatku strasznie się o niego martwiła, bo jeśli to by się wydało, to byłby... skończony? To chyba było odpowiednie słowo. Przecież nikt by mu już nie zaufał. Nie mieściło jej się to w głowie; jak można było być aż tak nieodpowiedzialnym... gnojkiem? Bo to już naprawdę trzeba być wrednym, żeby zamiast pójść do normalnej pracy, wykradać pieniądze ze szkolnego samorządu. Poza tym, jeżeli naprawdę miał te problemy finansowe, to mógł jej o tym powiedzieć. Znali się już przecież trochę, Louey mógł jej o tym powiedzieć...
    — Jakim prawem kradniesz pieniądze ze szkolnego samorządu?! — Chciała być spokojna, ale nie wychodziło jej to do końca. — I lepiej powiedz mi prawdę, bo przysięgam, że jeżeli wciśniesz mi jakieś kłamstwo, a ja się o tym dowiem – a się dowiem! – to będziesz miał przerypane.

    evans

    OdpowiedzUsuń
  39. [Jestem za wymyślaniem. Im bardziej zawiłe, tym fajniej może być, chociaż prostota też podobno nie gryzie. Każdy ma te momenty w życiu, parę godzin albo nawet minut, kiedy zwalnia i potrzebuje spokoju. Mógłby wpaść w odwiedziny do Jani, kiedy ona miałaby taki czas i w ramach przekupienia jej, żeby poczęstowała go obiadem (bo to dziewczyna gotująca jest) zaproponowałby jej zajaranie tego, czy tamtego. Oczywiście 'niechętnie' by na to przystała. Co ty na to? (może też ją przekupić papierosami).]/Janiceve

    OdpowiedzUsuń